14/03/2026
💙🖤❤️ W ostatni czwartek mierzyliśmy się z drużyną Miasta Szkła Krosno. Ostatni raz na poziomie ekstraklasowym (pomijając mecz walkowerowy w 2018 r.) graliśmy przeciwko sobie 23 grudnia w 2017 roku, kiedy to Krosno w naszej Słupskiej Hali Gryfia wygrało z nami 93-88. Trzeba powiedzieć, że minął naprawdę kawał czasu do ponownego spotkania! Tym razem nasza drużyna stanęła na wysokości zadania i pomyślnie pokonała zespół z Podkarpacia dosyć wysoko, bo aż 14 punktową przewagą. Mecz na ogół był strasznie rwany. Były dobre momenty i te gorsze, gdzie nasi przeciwnicy na spokojnie mogli nas dogonić jednak najważniejsze są dwa punkty, które mogą być ważące w kwestii walki o play-in.
Niestety pora meczu, a dokładniej czwartek godzina 19:00 a także fakt, że był to nasz najdłuższy wyjazd pod względem kilometrów (899 km) sprawiła, że nie mogliśmy się tam pojawić większą grupą (a szkoda!) co jednak nie przeszkodziło nam by postawić poprzeczkę dosyć wysoko dla tamtejszego klubu kibica w calutkie 10 osób. Oglądając transmisję, czy też jej powtórkę można było nas usłyszeć niemal przez całe spotkanie, pokazując, że nie ilość a jakość.
Do Krosna wybraliśmy się wszyscy pociągiem w środę o 21:29, gdzie czekała nas przesiadka w Krakowie, z którego ruszyliśmy prosto do województwa podkarpackiego. Wysiadając z pociągu zostawiliśmy parę vlepek na tamtejszym znaku z nazwą miejscowości, porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, które będziemy wspominać długo po tym wyjeździe i wybraliśmy się do pokoju hotelowego obok hali zostawić rzeczy, a następnie „odwiedziliśmy” pobliski rynek. Odwiedziliśmy w cudzysłowie, bo za dużo tam nie było do robienia, a większość restauracji i sklepów była już pozamykana. Po wspólnie zjedzonym obiedzie z naszą drużyną wróciliśmy się przebrać i poszliśmy na halę z godzinnym wyprzedzeniem. Nie obyło się bez rozmowy z tutejszymi kibicami, którzy byli bardzo pozytywnie do nas nastawieni i co niektórzy cieszyli się z naszego przyjazdu, przy czym zacytujemy jednego z kibiców Krosna: „nikt do nas nie chce przyjeżdżać”.
Na hali po zeskanowaniu biletów czekały na kibiców protokoły meczowe, takie jak kiedyś były u nas, które dla niektórych kibiców z naszej grupki okazały się fajną pamiątką. Pomimo rozbieżności z biletami – wszyscy stanęliśmy na jednym sektorze, który był dla kibiców gości i oddzielony prowizorycznymi bramkami niczym z klubu muzycznego. Do Krosna zabraliśmy ze sobą flagę narodową „Czarni Słupsk” z naszym herbem oraz godłem Polski (tym razem bez bębna). Co do flagi… Jak widzicie na poniższym zdjęciu zbytnio nie było gdzie jej zawiesić ze względu na reklamy z tyłu sektora oraz chropowatą teksturę ścienną, na której taśma się nie trzymała, dlatego postanowiliśmy się trochę pogimnastykować i zawiesić ją na metalowej strukturze jednego z banerów reklamowych nad nami. Wszystko było okej do czasu wezwania szefa ochrony, któremu się nie spodobał nasz pomysł i kazał ją zdjąć po dobroci, bo inaczej „sami ją zdejmą”. Jest to dosyć śmieszna sytuacja, ponieważ takim sposobem powieszenia jej nie łamaliśmy regulaminu PLK, który jasno mówi, że ekspozycja reklam nie może być zasłaniana przez materiały kibiców czyt. Flagi, transparenty czy też sektorówki… Pomimo wspomnienia tego punktu Panom z ochrony naciskali na zdjęcie flagi i powieszenie jej z tyłu sektora, gdzie już zasłaniała reklamy.
Przejdźmy teraz do najważniejszej części, czyli dopingu. Tuż po awanturze z flagą przywitaliśmy się z naszą wybiegającą drużyna na rozgrzewkę, zarzucając „EMKĘ” i przyśpiewkę, która od niedawna pojawia się u nas na meczach wyjazdowych, a była nią „Jesteśmy zawsze tam, gdzie Czarni ze Słupska, aeaoo Hej Czarni kosz”. Na prezentacji naszego zespołu wszyscy podnosimy szalę do góry i śpiewamy nasz hymn „Małego rycerza”, a następnie przechodzimy do dopingu, którym sławimy nasz klub przez niemal całe spotkanie prawie wszystkimi przyśpiewkami, które mogliśmy zaprezentować bez bębna. Pojawiły się u nas takie przyśpiewki jak: „Hej Czarni Słupsk”, „Naszym klubem Czarni Słupsk”, „Ole, ole, Ole Ola i tylko Czarni, Czarni ze Słupska”, „I znowu wyjazdowy mecz” czy też „Słupscy Czarni aeaeao”, a także „NIEBIESKO-CZARNO, NIEBIESKO-CZARNO-CZERWONI”. Ciężko wyznaczyć jednoznacznie tę lepszą połowę w naszym wykonaniu. Jeśli mielibyśmy wybierać, to raczej byłaby to ta pierwsza, ale tylko i wyłącznie ze względu na zmęczone już gardła, które są zdarte, aż do dnia dzisiejszego. Warto też wspomnieć o rzutach osobistych, z których mieliśmy 96%, bo aż 25/26, a po każdym, trafionym, wolnym niosło się z naszego sektora głośne OLEEEE. Jeśli chodzi o zorganizowaną grupę klubu kibica z Krosna, to musimy oddać im wielki szacunek, iż pomimo bardzo słabej grze ich zespołu cały czas głośno dopingowali swoją drużynę, próbując w międzyczasie podnieść swoich kibiców i wznieść doping na jeszcze większe wyżyny. Najgłośniej brzmieli w momencie dogonienia nas na mniejszą ilość punktów, jednak nasi zawodnicy nie pozwolili, aby była powtórka z poprzedniego tygodnia i odskoczyli na więcej oczek, co się równało gaśnięciem głośnego dopingu ze strony Krosna. W ostatniej czwartej kwarcie, kiedy byliśmy już pewni zwycięstwa od tańczyliśmy „walczyka labada”, a doping zakończyliśmy przyśpiewką „Kto najlepszy jest”.
Po meczu cieszymy się z zawodnikami przy naszym sektorze, odpowiadając sobie na ważne pytanie: „KTO WYGRAŁ MECZ?” i robimy wspólne zdjęcie z całą drużyną i sztabem. Ostatni kibice dotarli do Słupska koło godziny 20:48 w piątek po kolejnej 15-godzinnej podróży pociągami. Do końca sezonu zasadniczego zostały już tylko cztery wyjazdy, więc już teraz chcemy was zaprosić na wspólne dopingowanie naszego zespołu w Ostrowie i Zielonej Górze pomimo kolejnych słabych terminów, jakimi są czwartki.
Obecnych w Krośnie było nas 10 kibiców Czarnych z jedną flagą bez bębna z samymi gardłami!
AVE MZKS! 💙🖤❤️