15/04/2026
Taka smutna informacja.
Po raz pierwszy z prawdziwym black metalem zetknąłem się w drugiej połowie lat 80. Jednak nie za sprawą płyt Venom czy Bathory, ale serialu „Robin z Sherwood”, który nadawano w programie drugim w niedzielne popołudnia.
Las, magiczne obrządki, pogańskie bóstwa, tańce przy ognisku, złowrogie wiedźmy, zaklęcia, wywary z tajemniczych roślin, lalki voodoo i Hern Myśliwy z rogami jelenia wyłaniający się z mgły. Wisienką na torcie był Baron de Belleme, który z siłami ciemności nie tyle flirtował co był ich ucieleśnieniem. Wskrzeszanie zmarłych, opętanie, pozbawianie ludzi wolnej woli, hipnoza, rytuały ku czci diabła.
Oglądałem ten serial z zapartym tchem, było w nim coś niepokojącego, ale też pięknego i niezwykle romantycznego. Wyjęci spod prawa banici żyli sobie beztrosko w lesie broniąc słabszych i uciśnionych, walcząc z siłami światła i ciemności. Postaci w bandzie Człowieka w Kapturze niezwykle charakterystyczne – rubaszny braciszek Tuck, naiwny Much, tajemniczy asasyn Nazir, wielkoduszny olbrzym Mały John, narwany Szkarłatny Will i Lady Marion, która sprawiła że słabość do zielonookich rudowłosych kobiet czuję do dziś.
W sumie serialu były trzy sezony – w dwóch pierwszych w rolę Robina wcielił się Michael Praed, w trzecim Jason Connery (syn sławniejszego ojca Seana Connery'ego). Oczywiście wszyscy mieli ból dupy, że „blondyn” nie jest „true”, ale ja te odcinki kochałem tak samo jak i wcześniejsze – ba, do dziś zastanawiam się czy fabularnie nie były jeszcze lepsze – bo bardziej odjechane w świat czarnej magii i diabelskich mocy.
Moją uwagę oczywiście zwróciła też muzyka, autorstwa irlandzkiej grupy Clannad, która była immanentną częścią serialu. Niepokojąca, nostalgiczna i tajemnicza, doskonale współgrała z fabułą i niesamowitymi zdjęciami, w których bardzo często słońce było równie ważne co sami bohaterowie. Sączyło się jak przez mgłę, wylewało spomiędzy koron drzew, krwawo zachodziło i zjawiskowo wschodziło.
Kilkanaście lat temu kupiłem sobie na dvd trzy sezony Robina z Sherwood. Raz w roku odpalam i zawalam kilka nocy na bezproduktywne leżenie przez telewizorem. I to jest prawdziwy black metal!
A wspominam o tym wszystkim z dość smutnej okazji. 13 kwietnia w wieku 73 lat zmarła Moya Brennan, wokalistka Clannad. „Nic nie zostanie zapomniane, nic nigdy nie zostanie zapomniane.”
☕☕☕
https://buycoffee.to/mariakonopnicka