08/08/2026
Przyjechałem tu, żeby nic nie robić i znaleźć odpowiedzi na kilka pytań.
Brzmiało banalnie. Okazało się trudniejsze, niż myślałem.
Jedną z pierwszych rzeczy, które zobaczyłem po przyjeździe, była mała drewniana tabliczka wisząca między drzewami:
„Bądź obecny”
Pamiętam, że od razu ze mną zarezonowała, podobnie jak kolejne w ogrodzie Zen. Pomyślałem: jestem w dobrym miejscu.
Nie licząc dnia przyjazdu i wyjazdu — bity tydzień samemu. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia, bez zadań do wykonania. Chciałem sprawdzić, co zostanie, kiedy na chwilę odejmę od życia to wszystko, czym zwykle wypełniam czas.
Na początku została cisza.
I wcale nie była taka spokojna.
Zostały myśli, od których na co dzień łatwo uciec. Niepokój. Telefon, po który ręka sięgała niemal sama. Potrzeba, żeby jednak coś robić. W coś uciec.
A potem dni zaczęły płynąć inaczej.
Były poranki bez pośpiechu. Kawa. Książki. Pisanie dziennika. Spacery bez celu. Joga. Medytacja. Kije do FMA. Jezioro z ciepłą wodą i rybami przepływającymi obok nóg.
Było też spotkanie, które przypomniało mi coś znacznie ważniejszego: że czasem jedno trudne „nie” waży mniej niż wszystkie późniejsze „tak” wypowiedziane wbrew sobie. I że odwaga nie zawsze wygląda jak zrobienie czegoś wielkiego. Czasem jest po prostu zgodą na to, żeby nie zdradzić siebie ze strachu przed czyjąś reakcją.
Były karty, pytania bez prostych odpowiedzi, życzliwość i wdzięczność. I coraz mniej potrzeby, żeby cokolwiek z tego natychmiast rozumieć.
Była też ona.
Pierwszego dnia chowała się przede mną. Potem obserwowała z bezpiecznej odległości. Z każdym dniem podchodziła trochę bliżej. W końcu pozwoliła się pogłaskać. Potem zasnęła obok mnie. Odkryła brzuszek do głaskania. Zaufała człowiekowi, którego kilka dni wcześniej się bała. Jej obecność wielokrotnie poruszała mnie do łez.
Dziś patrzę w jej niebieskie oczy i myślę, że być może nieświadomie pokazała mi coś o mnie samym.
Jutro wyjeżdżam.
I właśnie dziś, kiedy dzień dobiega końca, a mentalnie zamykam ten tydzień, czuję głęboki smutek. Nie dlatego, że wydarzyło się tu coś spektakularnego.
Właśnie przeciwnie.
Nic wielkiego się nie wydarzyło.
Nie znalazłem odpowiedzi na wszystkie pytania. Właściwie wracam z większą liczbą pytań, niż przyjechałem. I chyba pierwszy raz nie czuję, że muszę od razu znać odpowiedzi.
Nie wracam odmieniony.
Nie naprawiłem siebie przez te kilka dni. Czasem uciekałem od siebie, czasem do siebie wracałem. Nie działo się nic, a zarazem zadziało się tak wiele.
Może właśnie dlatego tak trudno mi stąd wyjechać.
„Bądź obecny”
Chyba dopiero teraz rozumiem, że obecność ma też swoją cenę. Kiedy naprawdę jesteś, czujesz również moment, w którym coś się kończy.
Jutro wracam.
Nie jako inny człowiek.
Nie jako lepsza wersja siebie.
Wracam trochę bardziej sobą.