31/08/2026
KOLEJORZ W ŁODZI – Z NIEBA DO PRZEDSIONKA PIEKŁA I POTEM Z POWROTEM DO NIEBA! 💙🤍
Są mecze, które się ogląda. Są mecze, które się przeżywa. I są takie, po których jeszcze długo po ostatnim gwizdku człowiek chodzi po domu i nie może dojść do siebie.
Widzew – L**H 2:3.
To nie był zwykły mecz. To była piłkarska jazda bez trzymanki. Była jakość, była dominacja, były kapitalne momenty, ale były też błędy tak koszmarne, że człowiek łapał się za głowę. A na końcu? Na końcu była eksplozja radości.
Kolejorz wszedł w ten mecz tak, jak powinien wchodzić Mistrz Polski. Bez pytania gospodarzy o pozwolenie.
6. minuta – Antoni Kozubal. 0:1.
Świetne dogranie Wålemarka i Kozubal bez zbędnego kombinowania pakuje piłkę do siatki. Spokój, precyzja, jakość.
22. minuta – Allahyar Sayyadmanesh. 0:2.
Znów Wålemark, znów świetna akcja i Allahyar robi swoje. Widzew dostaje dwa szybkie ciosy, a Kolejorz wygląda, jakby przyjechał do Łodzi po swoje.
I wtedy zamiast dobić przeciwnika... sami podłączamy go do tlenu.
Przy golu na 1:2 Joel Pereira popełnia fatalny błąd przy próbie wybicia piłki. Widzew dostaje prezent, Fornalczyk wykorzystuje sytuację, zagrywa do Świderskiego i nagle z meczu, który był pod kontrolą, robi się nerwówka.
A po przerwie jeszcze gorzej.
53. minuta. Strzał Fornalczyka i 2:2.
Tutaj nie ma czego pudrować. Mateusz Lis powinien to obronić. Piłka przy bliższym słupku nie może w taki sposób znaleźć się w bramce. Bramkarz może wcześniej ratować zespół, może mieć dobre interwencje, ale takie sytuacje na tym poziomie trzeba brać.
I właśnie to było najbardziej wkurzające. Widzew nie rozmontował L**ha jakąś wielką piłką. My sami pozwoliliśmy mu wrócić do meczu.
Ale jest coś, co odróżnia wielkie drużyny od przeciętnych.
CHARAKTER.
L**h po 2:2 nie schował głowy. Nie zaczął rozpaczliwie bronić remisu. Kolejorz dalej miał inicjatywę, dalej trzymał piłkę, dalej szukał zwycięstwa.
I przyszła 96. minuta.
Drągowski wychodzi daleko od bramki i popełnia błąd, którego długo w Łodzi nie zapomną.
A tam jest LUIS PALMA.
Spokój.
Piłka.
Pusta bramka.
2:3!!!
I W TYM MOMENCIE OSZALAŁA CAŁA L**HOWA POLSKA ! 💙🤍🔥
Takie zwycięstwa smakują inaczej. Można wygrać spokojnie 2:0 i wrócić do domu. Ale można też wygrać w 96. minucie na terenie rywala, po meczu pełnym zwrotów akcji, kiedy wcześniej dwa razy samemu podało mu się rękę.
I właśnie takie mecze budują drużynę.
Nie będziemy udawać, że wszystko było idealne. Nie było. Błędy Pereiry i Lisa były koszmarne i przeciwko mocniejszym rywalom mogą kosztować punkty. Nad tym trzeba pracować, bo nie zawsze w 96. minucie pojawi się Palma i posprząta bałagan.
Ale za jedno tej drużynie należą się ogromne brawa:
ONA CHCIAŁA WYGRAĆ DO SAMEGO KOŃCA.
Po europejskich bojach, po podróżach, przy napiętym terminarzu – przyjechać do Łodzi, strzelić trzy gole i wyrwać zwycięstwo w ostatniej akcji?
TO JEST CHARAKTER KOLEJORZA.
Kozubal – brawo.
Allahyar – brawo.
Wålemark – ogromna jakość.
Palma – człowiek, który uciszył stadion jednym dotknięciem piłki.
A cały L**h?
Za walkę do ostatniej sekundy – SZACUNEK.
Nie było pięknie przez pełne 90 minut.
Nie było bezbłędnie.
Momentami sami prosiliśmy się o kłopoty.
Ale kiedy przyszło postawić ostatnią kropkę…
POSTAWIŁ JĄ KOLEJORZ.
W Łodzi mogli już liczyć punkt.
Mogli już patrzeć na zegarek.
Mogli już czekać na ostatni gwizdek.
A wtedy przyszedł Palma.
96. MINUTA. TA PIĘKNA CISZA W ŁODZI. I EKSPLOZJA RADOŚĆ W POZNANIU.
Takie zwycięstwa pamięta się najdłużej.
WALCZYĆ!
DOMINOWAĆ!
L**H POZNAŃ MUSI PANOWAĆ! 💙🤍