04/05/2026
Traka, Traka i po Trace.
Girona. Mekka, kolarska stolica świata, a dla nas przez ostatnie dni – dom pełen kurzu, słońca i dźwięku przeskakujących przerzutek. Emocje powoli opadają, pył z katalońskich szutrów jeszcze osiada na butach, ale jedno wiemy na pewno: było warto.
Wyzwanie, które smakuje najlepiej
The Traka to nie są zawody dla ludzi szukających gładkiego asfaltu. To test charakteru, sprzętu i cierpliwości. Co nas spotkało na trasie?
Trudne podjazdy: Takie, gdzie tętno puka do skroni, a koło szuka przyczepności.
Szybkie zjazdy: Czysta adrenalina na kamieniach i gruzie, gdzie każda sekunda nieuwagi kosztuje sporo.
Woda i pył: Przejazdy przez strumienie dawały chwilę ochłody, by za moment zamienić się w chrzęszczącą pastę na napędzie.
Zarówno Szymon, jak i Dziewul, dowieźli wynik do mety. Bez defektów, bez dramatów, za to z szerokimi uśmiechami, które nie schodziły z twarzy nawet na najsztywniejszych ściankach.
Sprzęt, który łamie schematy
Nasze Romety Nyk 3.0 na Sramie zrobiły w Gironie małe zamieszanie. W morzu identycznie wyglądających rowerów od globalnych gigantów, nasze maszyny przyciągały wzrok unikalnym malowaniem. Udowodniliśmy, że nie trzeba podążać za utartymi stereotypami branży, by mieć sprzęt, który przetrwa każde warunki – od błota po palące słońce Katalonii. Każde ogniwo łańcucha dostało w kość, ale maszyny pracowały jak szwajcarski (a raczej polski!) zegarek.
Atmosfera: Wieża Babel na dwóch kołach
Girona ugościła nas najlepiej jak potrafiła:
Słońce: Które paliło ramiona i przypominało, że lato jest tuż za rogiem.
Kawa: Smakująca tak, jak tylko w Coffee Race lubimy najbardziej – pita w tłumie ludzi z całego świata.
Ludzie: To było niesamowite słuchać dziesiątek języków, które zlewały się w jeden wspólny przekaz: Girona to najlepsze miejsce do jazdy na rowerze. Niezależnie od tego, czy masz karbonowego gravela, czy starego „stalaka”, tutaj każdy jest u siebie.
Czy było warto?
Bez dwóch zdań. Marzenie zostało zrealizowane, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wyjeżdżamy z Girony z planem powrotu – tym razem w jeszcze większym składzie, by obsadzić każdy możliwy dystans i pokazać siłę naszego teamu.