01/04/2026
Jakkolwiek to nie zabrzmi, ale „niestety” zgarniamy tylko jeden punkt w spotkaniu z Różycą.
Lekko żeśmy zaspali (Admin tym razem zagrał i już się leniwi z postami), ale już jesteśmy i zapraszamy na z pewnością wspaniałe podsumowanie ostatnich dwóch stoczonych przez nas potyczek.
W zeszłą sobotę podejmowaliśmy przy ul. Karpackiej trzecią drużynę łódzkiej okręgówki – LKS Różyca. Przeciwnik mocny, jeden z głównych kandydatów do awansu.
Zaczęło się dla nas najlepiej, jak mogło – Michał Zmysłowski, po wzorowo wyprowadzonej kontrze, zmylił bramkarza (siebie chyba też) i płaskim uderzeniem trafił do siatki. Obejmujemy prowadzenie.
Potem? Mecz zrobił się wyrównany, akcja za akcję, cios za cios. Pomimo kilku naprawdę dobrych okazji nie udaje nam się podnieść wyniku do przerwy. Schodzimy do szatni z przewagą tylko jednego gola.
Początek drugiej części spotkania wyglądał podobnie do pierwszej, z tym że sędzia widocznie zapomniał zabrać kartek z szatni. Myśleliśmy że jak obrońca nie zainteresowany piłka wbiega w naszego zawodnika który wychodzi 1 na 1 to jest to faul, a okazuje się że niekoniecznie. No nic – tak to już czasem w tym zawodzie bywa (z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy pana Slavko Vincića 🙃🙃)
Koło 70. minuty nie wykorzystujemy setki na 2:0, która mogłaby zamknąć mecz. Tym samym dajemy Różycy bardzo potrzebny im „tlen” i nadzieję na punkty.
Niestety, mimo wręcz heroicznej walki w końcówce, nie udaje nam się dowieźć wyniku i tracimy na 1:1 w 94. minucie. Szkoda, bo tracimy bramkę po dość chaotycznej akcji, mimo że wszystkie groźniejsze sytuacje wcześniej potrafiliśmy wybronić. Chwilę później sędzia zakończył mecz.
Patrząc po wczorajszym meczu w Sztokholmie, można stracić w końcówce a mimo wszystko nie czuć wstydu;)
Obie drużyny miały swoje okazje, była walka, było bieganie, no i klasycznie trochę nerwów. Czyli wszystko to, co w piłce lubimy najbardziej. Z obu stron brakowało tylko jednego - ciut lepszej skuteczności pod bramką.
Nie będziemy ukrywać – boli. Bo było naprawdę blisko zdobycia, możliwe że kluczowych w końcowym rozrachunku, trzech punktów. 😔
Ale z drugiej strony – ogromny szacunek dla naszej drużyny. Przed meczem każdy brałby taki rezultat w ciemno (może dlatego, że ostatnio przegraliśmy 17:1), a pokazaliśmy charakter, walkę i to, że potrafimy grać jak zespół. Pokazaliśmy, co to znaczy: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Każdy zostawił na boisku kawał zdrowia i to było widać.
Tak jak pisaliśmy w ostatnim poście, w zeszłą sobotę podejmowaliśmy na własnym boisku lidera tabeli – MUKS Włókniarz Pabianice. Cóż tu dużo mówić, rekordy pobite – po „stówce” pękło zarówno nam, jak i rywalom. Kibicujemy jednak, aby to Wam te magiczne 200 bramek pękło szybciej niż nam :). Nie ma co tu dużo mówić – przegrywamy z liderem 0:14 i nawet Mati w gazie tu nie pomógł.
Za tydzień kolejne ciężkie starcie, tym razem z wiceliderem – Orłem Parzęczew. Spotkanie niby domowe, ale rozegrane zostanie na ulicy Karpackiej. Cóż, dla nas to chyba lepiej, bo póki co jesteśmy tam niepokonani.
Amii Nowosolna - Orzeł Parzęczew
Sobota, 4 kwietnia, 12:00