22/05/2025
Nic nie zapowiadało tragedii, a wręcz przeciwnie...
Nad wodą melduje się 4.30 i już po wyjściu z auta, wiem, że to będzie dobry strzał.. Ryba intensywnie chodzi w wodzie, która jest gładka, jak stół. Widać pracujące liny kilka metrów od brzegu oraz co chwilę pojawiające się oka w okolicy wyspy.
Szybkie przygotowanie towaru, nawet sprzęt czeka w aucie.. Do wiadra leci: Match Method Mix, Chunky Fish i GLM, w drugim pudle już moczy się scretting i aller aqua, zalane CLS i Active 8. Kiedy mieszanka dochodzi, w kolejnym pojemniku przygotowuję kule zanetowy z dodatkiem kukurydzy, i lecą do wody na znany mi już dystans.
Rozłożenie sprzętu to zaledwie chwila, a ja już żałuję, że nie przybyłem nad wodę wcześniej, przynajmniej godzinę wcześniej..
Na horyzoncie, od strony zachodniej pojawią się tęcza i widoczne opady, chociaż wszelkie prognozy nie zapowiadało opadów do 11.
Pierwsze zestawy lecą w podnęcone miejsce 5.01 i 5.03. Aktywność ryb nadal widoczna, a przy brzegu pojawią się drobnica.. No będzie dobrze.
Pierwsze branie mam już 5.07. Tak szybkiego brania nie miałem już dawno. Mocne szarpanie i przygięcie, zmusza mnie do zacięcia. Siedzie. Ryba nie jest początkowo agresywna, ale stawia wyraźny opór. Nie do końca wiem, co to jest, ale nie jest to leszcz. Z racji tego, że woda jest czysta jak bielizna niemowlaka, to już kilka metrów od brzegu widzę, że to karp. Nie wydaje się być duży, ale zaczyna szaleć. Odjazd w lewo, Przejście w prawo i nura pod wodę. Hamulec zaczyna pracować w moim VIPERze, a kij agresywnie uginać. Dwa "łyki" powietrza i karp w podbieraku. Okaz ma ok. 40cm i szybko po fotce wraca do wody. Zestaw leci w to samo miejsce.
Drugi kij pozostaje niemy, ale plan na ten zestaw jest inny. Z racji nieregularnie zarośniętego dna, pozostaje kijem do szukania miejsc, których jeszcze nie sprawdziłem. Kolejne rzuty to zielsko i zaczepy, więc wracam na wcześniej nęcone miejsce.
Drugie branie na Daiwe mam po trzecim rzucie i znowu na pomarańczowego Ringersa. Tym razem branie jest lżejsze, a ryba stawia mniejszy opór. Leszcz podobnej wielkości do karpia szybko trafia do podbieraka, a następnie wraca do wody. Drugi kij dalej milczy, ale szukam brań..
Leszcz okazuje się być ostatnia rybą na chwilę obecną, a przez ponad godzinę nie mam już żadnego brania. Zmienia się wiatr, a nad wodę zaciąga deszcz. Opad jest słaby i szybko mija. Zestawy przerzucone. 20 minut później przychodzi bardziej obfity deszcz, aja składam torby i pokrowce do auta. Czekam jeszcze chwilę i przerzucam w deszczu. Zero odzewu, a deszcz nie ustaje. Po 8 swiajm przemoczony wędki i wracam do domu, gdzie już pisząc post, patrzę przez okno na przecierając się niebo. Mogłem zostać. W końcu i tak wszystko mokre.