Szlak Na Tak

Szlak Na Tak Moje podróże, te małe i te duże. Wypady do lasu, w góry i na Mazury♥️ Szlakiem mojego życia 😍

Gran Canaria nie taka oczywista ❤️Drugi dzień na wyspie, która znowu pokazała kolejną twarz swojej niesamowitości i pięk...
19/04/2026

Gran Canaria nie taka oczywista ❤️
Drugi dzień na wyspie, która znowu pokazała kolejną twarz swojej niesamowitości i piękna! Bieg, na który czekałam od ponad pół roku, do którego przygotowywałam się wraz z moją trenerką Ewa Jacniak do 47 km na Transgrancanaria❤️
Rano z Witkiem idziemy w miejsce gdzie podstawiony jest autokar. Jedziemy do miejscowości Tejeda, tam gdzie jest start biegu. Jest jeszcze ciemno, spróbuję się zdrzemnąć🤔 Niestety bardzo kręta droga nie sprzyja spaniu! Dobrze, że ciemno i nic nie widać bo te wąskie drogi i przepaście które nam się ukazały już na koniec, na pewno nie pomogłyby w odpoczynku, a nawet mogły przyczynić się do lekkiego stresu i złych myśli: "czy czasami nie spadniemy w dół". Dobrze, że jasno zrobiło się dopiero na ostatnim odcinku naszej wycieki do miejscowości Tejeda.
Położona na środkowym szczycie Gran Canarii wioska Tejeda pachnie migdałem, owocem stanowiącym podstawę jej tradycyjnego cukiernictwa. Na tle panoramy wąwozów i w cieniu symbolu wyspy, Roque Nublo, oddycha spokojnie ta malownicza miejscowość. To idealne miejsce na wypad za miasto, odskocznia od zgiełku i stresu, gdzie można dać się uwieść pięknym szczytom i kojącej przyrodzie tej wyjątkowej części wyspy. Miasto otoczone jest górami, a obraz składający się z białych domów o tradycyjnej architekturze jest piękny.
Stąd mamy widoki głównie w kierunku Roque Bentayga, ale także do Roque Nublo. Cały ten krajobraz jest częścią Świętej Góry Gran Canarii, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Spacerujemy, podziwiamy widoki i czekamy na start. Nawiązujemy znajomości z innymi biegaczami z Polski (jest ich naprawdę dużo) oraz poznajemy Michała, który jest Polakiem mieszkającym w Irlandii. Z nim robimy rozgrzewkę i idziemy na start. Godzina 9:30 i w końcu ruszamy... Początkowo biegniemy asfaltem, gorąco i już wiem, że nie będzie dzisiaj łatwo🙈 Po kilku kilometrach wbiegamy na ścieżkę górską i tu zaczynają się górki. Całkiem fajnie mi się je pokonuje, choć jest coraz cieplej, dobrze że są drzewa które dają trochę cienia, ale widoki, widoki są cudne to one rekompensują trudy trasy. Następnie zaczyna się bardzo emocjonujący zjazd do Camino de La Plata. Docieram do pierwszego przystanku w Tunte, gdzie czekał na nas punkt odżywczy, a tam – "do wyboru do koloru": na stołach dużo dobrych rzeczy: woda, cola, pomarańcze, banany, pieczywo, żelki, czekoladki, ciastka, przeróżne orzechy… Wystarczyły mi owoce i parę łyków wody, uzupełnianiłam bukłak, bo dużo piłam i prawie był pusty i lecę dalej. Po Tunte zaczęły się schody, a dokładniej ciężkie podejście. Mocne podejście i tu był mój pierwszy mały kryzys. Powoli wchodziłam i dzięki temu trochę odpocząłem. Kolejne kilometry okazały się być najszybszymi na całej trasie – znowu szybki i w miarę mało kręty zbieg i nawet wyprzedziłam dużo osób. I już zapowiadało się, że będzie coraz to lepiej, ale przyszedł duży spadek. Prawie 400 metrów spadku na odcinku 2 km. Bardzo stromy, bardzo kamienisty, bardzo wąski i kręty zbieg. Niestety te strome zabiegi spowodowały, iż załatwiłam sobie czwórki. Uda tak strasznie mnie bolały, że ani po płaskim, ani z górki nie mogłam biec 🙈 (mój brak siły mięśniowej - tu właśnie w tym miejscu postanowiłam, że dołączam trening siłowy). Jedyne co to pod górę mogłam wchodzić, wtedy nie czułam bólu, ale niestety takich miejsc na trasie już było mało 🙈 Ostatni odcinek od ostatniego punktu odżywczego do 47 km było już pokonane trybem "spychacza". Byle do przodu. Niestety, nogi bolały😓Trochę biegłam, za chwilę przechodziłam do marszu. 10 km przed metą odkryłam, że zegarek mi źle naliczył kilometry, około 3 więcej. Uwierzcie mi, mając już w nogach 35 km, te bonusowe 3 km sprawiają duży ból. Meta. Słyszę już krzyki kibiców i gwar mety. Ale jeszcze chwilę, mijam most, a na nim kibice. Biegnę owinięta flagą Polski (zawsze ją mam ze sobą na biegach zagranicznych), a z mostu słyszę kibiców którzy po polsku krzyczą "Powodzenia, już meta niedaleko, gratulacje". Jak przyjemnie. Te słowa dodały mi otuchy i ostatkiem sił biegnę. Widzę już park, a za chwilę niebieski dywan, który rozłożony jest kilkadziesiąt metrów do mety. Wbiegam w ostatni zakręt i widzę ją – meta. Aaaaaj! Jest przyjemnie! :) Koniec. Już nie trzeba biec. Odbieram medal, kurtkę finiszera i idę na nocleg. To był piękny dzień ❤️
Wspaniałe widoki i topowe miejsca Gran Canarii. Naprawdę, dla mnie to najpiękniejsza forma zwiedzania. Widok na Roque Nublo zostawię w pamięci na zawsze. Świetna atmosfera na starcie, w punktach kontrolnych i na mecie. Bardzo dużo napojów i przekąsek. Organizacja biegu na bardzo wysokim poziomie ❤️
Pierwsze skojarzenie z Gran Canarią? Wulkany, all inclusive i emeryci zza naszej zachodniej granicy. Nieco krzywdzące uproszczenie, zwłaszcza gdy nie mamy świadomości, jakież to górskie skarby kryje ta wyspa. Bieg pokazał mi piękne pasma górskie wyspy. Panorama na największe rarytasy wyspy: Roque Bentayga (1414 m n.p.m.) i Roque Nublo (Skała Mgieł, 1813 m n.p.m.) – monolityczną, 80-metrową, jedną z najwyższych skał wulkanicznych na świecie. Coś niesamowitego! Kolejny dzień i kolejny raz Cran Canaria mnie zaskoczyła ❤️

A Wy jak spostrzegacie Gran Canarię? Wyspa wielu różnorodności, czy jako "all inclusive i emeryci zza naszej zachodniej granicy" 🤔

Gran Canaria nie taka oczywista ♥️W lutym kiedy w Polsce zimno lecimy na bieg oraz zwiedzanie Gran Canarii. Bazę wypadow...
06/04/2026

Gran Canaria nie taka oczywista ♥️
W lutym kiedy w Polsce zimno lecimy na bieg oraz zwiedzanie Gran Canarii. Bazę wypadową oraz nocleg mamy w Maspalomas.
Kiedy kolega zaproponował bieg na Gran Canarii to pomyślałam sobie: "przecież tam nic nie ma🤔 Same kurorty, tylko hotele i plaże przy oceanie, co my tam będziemy zwiedzać? Leżenie na plaży to nie dla mnie🙈"
Jak bardzo się myliłam🤔
Plan na pierwszy dzień to, spacer po wydmach i odbiór pakietów na bieg♥️
Dunas de Maspalomas – rezerwat przyrody na wyspie Gran Canaria na Wyspach Kanaryjskich, zlokalizowany na południowym krańcu wyspy, w gminie San Bartolomé de Tirajana. Jest to rezerwat częściowy (Reserva Natural Especial) co oznacza, że ekosystemy w nim występujące udostępniane mogą być do badań naukowych, działalności edukacyjnej, rekreacji i wyjątkowo także tradycyjnego użytkowania. Zjawiskowe i niesamowite! Wydmy w Maspalomas to jedna z najciekawszych atrakcji Gran Canarii. Polecam, coś niesamowitego!
Piaszczyste wydmy rozpoczynają się w okolicach latarni w Maspalomas i ciągną się w stronę Playa del Ingles. Stanowią pasmo Rezerwatu Przyrody Wydm Maspalomas, który zajmuje powierzchnię 400 hektarów i powstał w 1982 roku. Rezerwat tworzą wydmy razem z rozlewiskiem la Charca, które znajduje się obok latarni. Bytują tu liczne gatunki ptaków.
Wydmy miejscami dochodzą do 1,5 kilometra szerokości i ciągną się przez kilka kilometrów.
Z racji chronionego terenu, w okolicy nie znajdziemy hoteli znajdujących się przy plaży. Najbliżej samej latarni znajduje się hotel Palm Beach oraz Lopesan Costa Meloneras. Wyjątkowym położeniem z punktem widokowym na wydmy może poszczycić się Riu Palace Maspalomas – bardzo mocno polecamy przejście się w okolice tego hotelu i stamtąd podziwianie pięknych wydm.
Po wydmach - oczywiście w wyznaczonych miejscach - można spacerować, co czyni bardzo wiele osób. Należy jednak pamiętać, że w słoneczny dzień ciężko tu będzie znaleźć skrawek cienia, więc trzeba zadbać o odpowiednie okrycie. Jeśli do tego wieje wiatr, w powietrzu krąży pył, który skutecznie ogranicza widoczność. Wydmy dają niesamowitą frajdę wszystkim, gdyż jest to po prostu jedna wielka piaskownica.
Skrawki wydm z pojedynczymi palmami bardzo często zajmują spragnieni spokoju miłośnicy opalania, którzy wylegują się tutaj przez większą część dnia.
Jednak spokojnie, nie musicie odchodzić zbyt daleko, by oddalić się od tłumów. A jak już się oddalicie, możecie napawać się pięknem Dunas de Maspalomas. Wiatr to naprawdę mistrz rzeźby. Co więcej, często zmieniający zdanie i cały czas moderujący swoje dzieło. Brzmi bajkowo, prawda? To jeszcze dodam, że skala jest naprawdę wielka. Od strony z której wieje, piasek usypany jest lekko pochyło. Od przeciwnej strony podziwiać możecie kilkunastometrowe zbocza.
Nam wiatr wielokrotnie to uświadamiał, wpychając się dosłownie wszędzie – uszy, oczy, nos… A cóż to dla niego? Zwłaszcza, że to jego terytorium. Choć myślę, że można powiedzieć, że nie tylko Dunas de Maspalomas, a cała wyspa jest jego terytorium.
Możecie próbować go przechytrzyć i ubrać spodenki zamiast spódniczki, chustę na twarz, okulary, aby chronić oczy… itp. Jednak musicie się liczyć z tym, że to sprytna bestia, która mimo wszystko może Was przechytrzyć. Mimo iż miałam okulary, to on i tak wciskał mi piasek od boków w oczy 😁 Basia nawet "zabrała" miotłę i próbowała ten piasek poskromić😉Jednak po wielu nieudanych próbach, niestety się poddała 🙈
Ten wyjątkowy krajobraz, kojarzony głównie z szerokimi plażami i piaszczystymi wzgórzami, stanowi fragment chronionego rezerwatu przyrody To naturalne arcydzieło tworzą nie tylko przemieszczające się wydmy z organicznego piasku, ale także słona laguna (Charca de Maspalomas), gęsty zagajnik palmowy (Palmeral), rozległa plaża oraz fragment pustynnego krajobrazu przypominający Saharę.
Wydmy powstały w skutek nadmorskiego klimatu – z każdym przypływem morze nanosiło przez lata mnóstwo wapiennego piasku, sproszkowanych korali i muszli – część wydm Maspalomas stworzonych w ten naturalny sposób sięga aż 20 metrów wysokości.
Wydmy Maspalomas na Gran Canarii to jedno z niewielu miejsc na Wyspach Kanaryjskich, gdzie można obserwować tak zróżnicowane ekosystemy na tak niewielkiej przestrzeni. W ciągu krótkiego spaceru można przejść z rozgrzanych słońcem piasków do zacienionych terenów oazy, a następnie zatrzymać się przy spokojnych wodach laguny, gdzie często można spotkać różnorodne gatunki ptaków wodnych. Ten naturalny rezerwat to doskonały przykład równowagi między turystyką, a ochroną przyrody.
Najlepszym punktem startowym do zwiedzania wydm w Maspalomas jest południowo-wschodnia część miasta, w rejonie Playa del Inglés. Tam, tuż przy Hotelu Riu Palace, znajduje się centrum informacyjne oraz punkt widokowy, z którego można zobaczyć rozciągający się przed oczami krajobraz wydm. To stąd wyrusza również jeden z najbardziej popularnych szlaków turystycznych – trasa numer 3, która prowadzi przez różne formacje wydmowe, aż do samego oceanu. Właśnie z tego miejsca startujemy, spacerujemy po wydmach, podziwiamy i kierujemy się do budynku gdzie jest możliwy odbiór pakietów. Po drodze jeszcze udaje się nam odwiedzić latarnię.
El Faro de Maspalomas to latarnia morska, która świeci nieustannie od ponad 120 lat i jest starsza niż wszystkie znajdujące się wokół niej kurorty turystyczne. To prawdziwa ikona Gran Canarii i jeden z niewielu tak dobrze zachowanych zabytków, który był świadkiem transformacji wyspy z dzikiego bezludzia w jedną z najwspanialszych miejscówek wakacyjnych kanaryjskiego archipelagu.
Historia El Faro de Maspalomas:
Decyzja o budowie latarni morskiej na Gran Canarii zapadła w 1861 roku. Do całkowitego ukończenia tej budowli i włączenia długo oczekiwanego światła doszło jednak dopiero kilkadziesiąt lat później. Powodem były wysokie koszty realizacji, niewielkie zaludnienie wyspy oraz prawie całkowity brak infrastruktury w postaci drogi dojazdowej. W pierwszej kolejności powstała więc przystań, która umożliwiła transport surowców na wybrzeże i rozpoczęcie budowy El Faro de Maspalomas. Wraz z biegiem lat i rozwojem Gran Canarii, również praca nad latarnią zaczęła nabierać tempa. Do jej pierwszego uruchomienia doszło ostatecznie w 1890 roku. Wysoka na 55 metrów latarnia dawała światło widoczne z odległości 19 mil morskich, kierując statki na szlakach morskich między Europą a Ameryką. Teraz w latarni znajduje się muzeum etnograficzne i sklep z rękodziełem.
Idziemy po pakiety. Tam kilka zdjęć do albumu i wracamy w stronę noclegu. Jemy coś pożywnego i idziemy spać. Jutro będziemy walczyć z 47 km w górach 😉

Czy też uważacie, że na Gran Canarii nic nie ma, tylko hotele, plaża i nuda?

Styczniowa Gdynia ❤️Molo Gdynia Orłowo oraz pobliskie klify❤️Orłowo jedna z najpiękniejszych dzielnic Gdyni, a molo to j...
21/03/2026

Styczniowa Gdynia ❤️

Molo Gdynia Orłowo oraz pobliskie klify❤️
Orłowo jedna z najpiękniejszych dzielnic Gdyni, a molo to jedno z jej głównych atrakcji. Wybudowane w 1934 roku miało 430 metrów długości i było tylko przystosowane do cumowania statków białej floty. Zostało zbudowane jako część planu rozwijania Gdyni jako nowoczesnego portu i miasta. Molo przez dziesięciolecia zmieniało wygląd i długość. Pierwotnie drewniana konstrukcja była znacznie krótsza niż obecnie, lecz już wtedy stanowiła popularne miejsce spacerów i spotkań towarzyskich. W czasie II wojny światowej molo zostało częściowo zniszczone, ale po wojnie odbudowano je i stopniowo przedłużano. Dziś ma około 180 metrów długości i jest ulubionym miejscem zarówno mieszkańców jak i turystów. Spacerując po molo można podziwiać klif Kępy Redłowskiej, rezerwat przyrody jeden z najstarszych w Polsce oraz wspaniałe widoki na Zatokę Gdańską. Ciekawostka! Widać też z niego… molo w Sopocie. Na placu obok molo stoi ławeczka, na której przysiadł pogrążony w pracy Antoni Suchanek - jeden z najwybitniejszych polskich malarzy - marynistów. Molo w Gdyni Orłowie to jedno z najbardziej malowniczych miejsc nad polskim Bałtykiem. Okolica obfituje w atrakcje, takie jak malownicza plaża, klimatyczne kawiarnie i ścieżki spacerowe które przyciągają turystów o różnych zainteresowaniach. Jednym z najważniejszych punktów jest wspomniany wcześniej klif orłowski, który wznosi się nad morzem na wysokość około 60 metrów. To idealne miejsce na spacer lub sesję fotograficzną, zwłaszcza o wschodzie lub zachodzie słońca.
W pobliżu molo znajduje się również malownicza plaża, która latem przyciąga miłośników opalania i kąpieli morskich.
Tuż obok molo znajdziemy klimatyczne kawiarnie i restauracje serwujące świeże ryby i owoce morza, co stanowi idealne zakończenie dnia spędzonego nad morzem.
Dla miłośników aktywnego wypoczynku dostępne są również ścieżki rowerowe, które prowadzą przez urokliwe zakątki Orłowa.
Spacer po molo w Gdyni Orłowie to prawdziwa przyjemność, niezależnie od pory roku. Drewniana konstrukcja molo pozwala poczuć bliskość morza, a dźwięk fal i szum wiatru tworzą wyjątkową atmosferę.
Spacerując, możemy cieszyć się nie tylko świeżym powietrzem, ale także wspaniałymi widokami na klif orłowski, który majestatycznie wznosi się nad brzegiem.
Klif jest jednym z najważniejszych elementów krajobrazu Orłowa. Jest to także doskonałe miejsce do obserwacji przyrody, ponieważ na jego zboczach gniazduje wiele gatunków ptaków.
Spacer po molo z widokiem na klif to doskonała okazja do relaksu i kontemplacji natury, a także do wykonania pięknych fotografii, które będą wspaniałą pamiątką z wizyty w Gdyni Orłowie.
Jeśli planujesz odwiedzić molo w Gdyni Orłowie, warto zapoznać się z kilkoma praktycznymi informacjami. Molo znajduje się w dzielnicy Orłowo, którą można łatwo osiągnąć zarówno samochodem, jak i komunikacją miejską.
W pobliżu dostępne są parkingi, choć latem mogą być zatłoczone, dlatego warto rozważyć podróż pociągiem lub autobusem (nam się udało, parking był pusty, ale to pewnie dlatego, że zimą)
Molo jest otwarte przez cały rok i wstęp na nie jest bezpłatny. Warto jednak pamiętać, że zimą drewniana konstrukcja może być śliska, więc należy zachować ostrożność.
Dla tych, którzy wolą podróżować komunikacją miejską, doskonałym wyborem jest pociąg SKM. Stacja Gdynia Orłowo znajduje się w niewielkiej odległości od mola, a po krótkim spacerze można już delektować się pięknymi widokami. To rozwiązanie pozwala uniknąć problemów z parkowaniem i cieszyć się urokami Orłowa bez stresu.
Dla osób ceniących sobie wygodę, istnieje także możliwość dojazdu Gdyńską taksówką niemal pod sam klif. To idealna opcja dla tych, którzy chcą dotrzeć na miejsce szybko i bez zbędnych przesiadek.

Polecam, również spacer zimą. Molo i pobliski klif jest mniej zatłoczony, można na spokojnie odpocząć i podziwiać piękno jakie stworzyła matka natura.
Czy też uważacie że molo i okoliczne klify to perełka i najpiękniejsze miejsce w Gdyni?

"Pół dzika" Festiwal Ultra Way! Styczniowa Gdynia❤️Na ten bieg od zawsze chciałam pojechać odkąd biegam! Niestety w tym ...
08/03/2026

"Pół dzika" Festiwal Ultra Way! Styczniowa Gdynia❤️

Na ten bieg od zawsze chciałam pojechać odkąd biegam! Niestety w tym samym terminie odbywał się mój ulubiony bieg Zimowa Poniewierka. Jednak w tym roku Zimowa Poniewierka została odwołana 😓 więc niewiele myśląc zapisałam się na Ultra Waya. W pierwszej chwili chciałam pobiec 54 km, ale po ostatnim niezbyt udanym roku biegowym (problemy zdrowotne), doszłam do wniosku, że wybiorę krótszy dystans. To była naprawdę bardzo dobra decyzja, ponieważ miesiąc przed biegiem przeszłam grypę i niestety choroba wycisnęła ogromne piętno na moim zdrowiu i kondycji. Długo nie mogłam dojść do siebie po chorobie, a co mówić o jakimkolwiek trenowaniu😓 Wybrałam bieg o bardzo sympatycznej nazwie "Pół dzika". Tylko że to nie jest żadne "pół dzika". Okazało się, że to bardzo groźna bestia, szczerząca kły, okazująca swoje humory, charakterek i dzikość. Dlaczego? Ponieważ dystans tego biegu wynosi 27 km po trudnych leśnych ścieżkach ❤️ W piątek popołudniu jedziemy do Gdyni. Mamy sporo kilometrów z Lublina, więc docieramy dosyć późno i niestety nie udaje nam się odebrać pakietów. Odbieramy je z samego rana, a później jedziemy jeszcze na nocleg przygotować się do biegu. Start i meta umiejscowiona na terenie Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni (do stadionu mamy gdzieś około kilometr)♥️ więc na star udajemy się robiąc krótką rozgrzewkę. O godzinie 11:00 ruszamy na trasę. Biegniemy ul. Sportową i kierujemy się nią na zachód w stronę lasu. Po dotarciu do Witomina przekroczamy najpierw ulicę Kielecką, a po niej ulicę Witomińską, biegnąc wcześniej wzdłuż niej kilkaset metrów chodnikiem, by następnie odbić na północ, w las. Okrążając Witomino od północy i zachodu docieramy do Chwarzna/Wiczlina, gdzie przekroczamy drogę S6 pod wiaduktem i ponownie wbiegmy w głąb terenów leśnych, aby dotrzeć do Demptowa. Dalej musimy pokonać jeszcze Świętą Górę i dobiegamy pod estakadę Kwiatkowskiego na Leszczynkach, gdzie usytuowany był punkt żywieniowy, na którym możemy się posilić i uzupełnić napoje. Ostatnie kilometry podążamy lasem w stronę Witomina, gdzie od jego strony zachodniej przekraczamy ulicę Chwarznieńską pod estakadą. Jeszcze kilka ostatnich nie za dużych, ale pamiętliwych wzniesień i pozostaje tylko przekroczenie ulicy Małokackiej w sąsiedztwie schroniska dla zwierząt. Ostatni odcinek leśny wyprowadza nas na ul. Sportową, którą docieramy do mety na Narodowym Stadionie Rugby. Na ostatnich kilometrach poznaję bardzo miłą biegaczkę Lenę ze Szczecina. Okazuje się, że mamy wspólnego znajomego. Jaki ten świat mały!
Ale jeszcze opowiem Wam jak to z tą trasą. Gdynia nad morzem to pomyślicie "płasko". Błąd! Już początek trasy pozwala zrozumieć, że opracowywał ją koneser przyrody oraz miłośnik masakrowania mięśni ud. Zaraz po starcie jest niewielki, płaski odcinek trasy, po to żeby się można delikatnie rozgrzać i po chwili już mamy pierwsze wzniesienie. Przez pierwsze kilometry ma się wrażenie, że ciągle jest pod górę. Na pewno poczujecie ból w mięśniach, ale jak powiadają wytrawni ultrasi: co to za przyjemność, gdy nic nie boli😉😁 Na trasie można poczuć się jak w baśniowej krainie. Wszędzie leży śnieg, na którym można zobaczyć tropy zwierząt: saren, jeleni, wiewiórek, lisów i oczywiście dzika. Zryte miejsca gleby wyraźnie świadczą o tym, że całe stada niedawno tu żerowały. Niekiedy uda się nawet napotkać jakiegoś mieszkańca lasu, który na chwilę przystanie spojrzy na biegacza, a potem czmychnie w leśną gęstwinę.Trasy biegów na Festiwalu ULTRA WAY mają to do siebie, że są bardzo urozmaicone. Często trzeba przedzierać się przez chaszcze. Czasami konieczne będzie przejście nad zwalonym drzewem lub pod nim, żeby móc poruszać się naprzód. Pod grubą warstwą wyglądającego niewinnie śniegu można natknąć się na niezamarznięte kałuże oraz podmokłe bagienne tereny. Można poczuć się jak w prawdziwej dziczy, gdy trzeba będzie przez długi czas biec wąwozami, po niestabilnym podłożu, przeskakiwać przez wystające korzenie drzew i leżące na podłożu duże kamienie. Kilkukrotnie będzie okazja do zmierzenia się ze stromymi podbiegami. Można poczuć się jak w górach, gdzie ścieżki falują to w górę, to znów w dół zbocza. Serpentynek, zakrętów i trawersowania będzie sporo. Trzeba dobrze utrzymywać równowagę, żeby nieopatrznie nie wypaść ze szlaku do rowu lub na drzewo, które nagle przed nami może wyrosnąć. Zwłaszcza, że topniejący śnieg powodował iż nogi się ślizgały lub w wpadały w pośniegowe błoto. Myślałam: "zmęczone nogi trochę odpoczną na dość długich odcinkach asfaltowych i szutrowych, ale niestety nie tym razem. Na większości tych dróg było ślisko i było lodowisko. Na trasie momentami trzeba się wspinać na wzniesienia, po chwili z nich zbiegać, później przedzierać się przez gęstwiny, biec na przełaj przez las po wąskich ścieżynkach, żeby za moment dać się ponieść nogom na równej i dobrze ubitej drodze. Nie minie dużo czasu i znów jesteśmy w dziczy. Można rzec istny kalejdoskop wrażeń i emocji. Podczas pokonywania trasy towarzyszyły mi przeplatające się uczucia. Od euforii, przez zmęczenie, po uczucie tryumfu i wielkiej radości, gdy po przebiegnięciu całej trasy dotarłam do mety. Bajkowy świat biegu Ultra Way ❤️
Po biegu idziemy coś zjeść do namiotu, a tam poznaję kolejnych ludzi i jak się okazuje z Lublina i okolic. I kolejny raz powtarzam jaki ten świat mały. Przejechałam 550 km, aby poznać ziomków z moich stron.
Żegnam się z nowo poznanymi biegaczami i kieruję się na nocleg 😋 Wieczorem idziemy na zasłużoną pizzę 😋
Czy też myśleliście, że nad morzem jest płasko i nie ma górek?

Tydzień w Maroku❤️Cd.Nadszedł w końcu ten dzień- maraton❤️Przygotowywałam się do niego od kilku miesięcy. Będzie to mój ...
21/02/2026

Tydzień w Maroku❤️
Cd.
Nadszedł w końcu ten dzień- maraton❤️
Przygotowywałam się do niego od kilku miesięcy. Będzie to mój drugi maraton do Korony Maratonów Ziemi.
Rano pobudka o 6:30, śniadanko i o 7:30 wyjście. Do punktu startu mieliśmy niecałe 2 km. Ranek był rześki, więc zrobiliśmy sobie wolne truchtanie. Zdjęcie do albumu Ewa Jacniak . Przed biegiem jeszcze rozruch i kierujemy się na start. Wybija godzina 8:30 - rozpoczynam bieg! Plan był prosty: dopóki słońce nie wyjdzie próbować biec w tempie 6:00, a jak wyjdzie zza chmur… to zobaczymy co będzie. Pierwszy kilometr to tempo 5:35. Za szybko! Próbowałam zwolnić, ale dobrze mi się biegło więc stwierdziłam, że trochę tak pobiegnę, bo później jak wyjdzie słońce to będzie kiepsko🙈 Ciągle za szybko, ale cień z budynków robił niesamowitą robotę i nie odczuwało się gorąca, więc "pędziłam". Od mniej więcej 13km, kiedy na rondzie zawróciliśmy koło toru formuły E, zaczął się długi, prawie 2km zbieg.Tempo od razu skoczyło na wyższe. Znów biegnę za szybko, ale wiedziałam, że jest z górki więc to wykorzystuję. Kilkukrotnie mieszamy się z półmaratończykami, z biegu towarzyszącemu maratonowi. Wtedy trzeba było uważać aby nie pobiec za nimi. Trasa była dobrze oznaczona, były strzałki na ulicach, tabliczki i gdzie nie gdzie też wolontariusze, którzy wskazywali drogę, ale robił się czasami harmider zwłaszcza na połączeniu tras. Punkty odżywcze były co 5km, zawsze była tam woda, pomarańcze i daktyle. Na 21 km pobiłam swój rekord z półmaratonu, byłam wniebowzięta, że tak dobrze mi idzie♥️ Niestety mój entuzjazm za chwilę miał się skończyć. Wyszło palące słońce, żadnego cienia, a ja zaczęłam szybko tracić siły i coraz wolniej biec! Na koniec dobił mnie jeszcze długi, bardzo długi podbieg w pełnym słońcu. Walczyłam do końca, aby zrobić życiówkę. Była ona w zasięgu ręki i niestety niewiele zabrakło 😓
No cóż może innym razem, będzie jeszcze nie raz okazja😍
Za metą nagle zebrał się bardzo duży tłum ludzi, zrobił się zator, nie wiedziałam co się dzieje🤔 Próbowałam przejść, niestety nie mogłam🙈 Jakieś krzyki! Rzucano butelkami, pomarańczami i mało brakowało, a dostałabym butelką wody (na szczęście tylko plastikową). Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? Gdzie są osoby które rozdają medale? 🤔 W końcu udało mi się wydostać z tego tłumu i dołączyć do mojej grupy. Od nich się dowiedziałam, iż zabrakło medali (zostały skradzione), a ten tłum który tam się zebrał robi awanturę, aby je otrzymać. Nie ukrywam, że zrobiło mi się bardzo przykro, że wrócę do domu bez zasłużonego medalu. Medale z biegu są dla mnie bezcenną pamiątką. Mam już bogatą kolekcję, która jest dla mnie bardzo ważna. Na szczęście mój kolega z grupy zakupił medal od obwoźnego sprzedawcy. Nie uwierzycie, ale tubylcy rozkradli medale, aby je później sprzedawać 🙈
Oprócz tego jednego nieprzyjemnego incydentu, uważam że warto pobiec ten maraton. Maraton składa się z jednej pętli i otacza miasto. Jest raczej płaski i świetnie nadaje się do bicia rekordów życiowych (o ile nie przeszkodzi w tym różnica temperatur po przyjeździe z mroźnej Polski i palące słońce które akurat w dzień maratonu grzało najbardziej, bardziej niż w trakcie całego naszego tygodniowego pobytu 🙈). Start i metę zaplanowano na alei Moulay Rachid. Trasa biegu prowadzi przez miasto, wzdłuż jego murów, szerokimi deptakami obsadzonymi palmami, później przed podmiejskie okolice, gaje oliwne i pastwiska wielbłądów. Przez jej fragment doskonale widoczne są ośnieżone Góry Atlas. Jest niezwykle widokowo. Na niemal całej trasie można spotkać duże grupy miejscowych, którzy czynnie kibicują biegaczom. Organizatorzy biegu dbają o ich bezpieczeństwo, wyłączając drogi z ruchu i zapewniając ochronę wojska wzdłuż ulic, którymi biegną zawodnicy.
Maroko jest niezwykle piękne, kusząco egzotyczne i… zaskakująco bliskie. Dzięki nowym ofertom tanich linii lotniczych możemy do niego polecieć bezpośrednio z Polski i to stosunkowo niskim kosztem. Temperatury w styczniu są tutaj wysokie, ale bez tropikalnych upałów. Z pewnością jest co robić przed i po biegu, a nawet w jego trakcie. Trasa maratonu w Marrakeszu uznawana jest za jedną z najpiękniejszych. Krajobraz zmienia się tutaj cały czas, palmowe aleje ustępują oliwnym gajom, średniowieczne mury miejsce przyćmiewa majestat ośnieżonych gór. Przy trasie pasą się stada wielbłądów.
Średnia temperatura na przełomie stycznia i lutego to 16 stopni Celsjusza. Klimat Marrakeszu jest pustynny, czyli stosunkowo suchy. Raczej nie musimy się martwić ewentualnym deszczem (choć momentami taki przyjemny deszczyk byłby zbawienny). O ile temperatura rano, podczas startu biegu, będzie zapewne niewiele wyższa od 10 stopni, w ciągu dnia może szybko się podnieść i w trakcie finiszu sięgać już 20 stopni. To teoretycznie nie tak dużo, ale może być szokiem dla organizmu, który jeszcze kilka dni wcześniej przebywał w temperaturze o kilkadziesiąt stopni niższej.
W Marrakeszu Pod Wysokim Patronatem Jego Wysokości Króla Mohammeda VI, odbyła się 26 stycznia 35. edycja Międzynarodowego Maratonu w Marrakeszu. Ponad 12 000 biegaczy z całego świata wzieło udział w jednym z najbardziej prestiżowych maratonów na świecie i ja. Afryka została zdobyta!
Polecam ten maraton, choć przez chwilę miałam łzy w oczach, że nie dostałam medalu😓 Jest to bardzo egzotyczne miejsce i jak inne od naszych europejskich realiów. Analizując później tą całą sytuację z medalami zaczęłam rozumiec ich postępowanie. Może ktoś ukradł, aby mieć na jedzenie 🤔 Jeśli macie możliwość jedźcie do Maroka, oni żyją z turystów. Dla nas 25 zł (tyle kolega zapłacił za medal) to jest mało, a oni za te pieniądze nakarmią całą rodzinę 😘

Byliście w Maroku, a może się wybieracie? Dajcie znać, czy też mieliście jakieś ciekawe historie? Ja miałam kilka, dziwne i nie zawsze przyjemne, ale wiem że jeszcze tam wrócę, bo ludzie są jednak mili😍
Do zobaczenia Maroko♥️


Tydzień w Maroku ♥️kolejny dzień cd.Nasza przygoda z Marokiem powoli się kończy, ale zanim dobiegnie końca to jeszcze ma...
15/02/2026

Tydzień w Maroku ♥️
kolejny dzień cd.
Nasza przygoda z Marokiem powoli się kończy, ale zanim dobiegnie końca to jeszcze mamy najważniejsze wydarzenie. Po to właśnie tu przylecieliśmy! Zwiedzanie swoją drogą, ale przede wszystkim chcemy przebiec maraton❤️Idziemy odebrać pakiety, aby jutro móc pobiec Maraton w Marrakeszu ♥️ Odbieramy pakiety, rodzinne zdjęcie do albumu Ewa Jacniak i idziemy na rozruch do parku.

Ogrody El-Harti (Jnane El Harti)!
Ogród w sercu Guéliz, z palmami i drzewami cytrusowymi, to idealne miejsce na relaks, a dla nas na ćwiczenia. Jest tu mnóstwo kwiatów, zwłaszcza róż, oraz kolekcja wspaniałych kaktusów.
Oferuje on spokojną i zieloną scenerię, w której turyści mogą spacerować, biegać, ćwiczyć oraz odpoczywać w samym sercu miasta. Ogród oferuje różnorodne gatunki roślin, fontanny, zacienione alejki i miejsca do siedzenia, zapewniając przyjemne schronienie przed zgiełkiem miasta.
Jardin El Harti jest często doceniany przez mieszkańców i turystów, którzy szukają chwili spokoju, chwili wytchnienia w ciągu dnia, by cieszyć się naturą i pięknem krajobrazów. To idealne miejsce na relaks, robienie zdjęć lub po prostu spacer w urokliwym otoczeniu.
Niezależnie od tego, czy chodzi o samotny spacer, rodzinny wypad, czy romantyczną randkę, Jardin El Harti w Marrakeszu oferuje wszystkim odwiedzającym kojące i orzeźwiające doznania.
Jest tu szereg atrakcji. Pośród rozległych, nowoczesnych ogrodów Marrakeszu, to miejsce może poszczycić się szeregiem udogodnień. Place zabaw dla dzieci i miejsca rekreacyjne są łatwo dostępne. Jednak tym, co naprawdę wyróżnia El-Harti, jest niezwykła kolekcja roślin i kwiatów. Od czarującego ogrodu różanego po tętniącą życiem gamę roślin, w tym kolosalne palmy i liczne gatunki drzew, ogrody oferują różnorodną panoramę botaniczną. Nawet ukryty ogród kaktusów kwitnie w granicach El-Harti.
Patrząc w dół na rozległy, 100-metrowy zbiornik wodny ozdobiony licznymi fontannami, wzrok przyciąga dal. Pośród palm wyłaniają się reflektory Stade el-Harti, wszechstronnego stadionu o pojemności 20 000 miejsc. Pełniąc głównie funkcję stadionu domowego klubu piłkarskiego Kawkab Marrakech, góruje on nad miastem i jest widoczny. Dla tych, którzy szukają wytchnienia po zwiedzaniu Medyny i nowym mieście, ogrody te stanowią idylliczne schronienie.
Cdn...
Polecam te ogrody! Mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły. Jest pięknie, czysto i dla każdego (bo darmowe). Czy ktoś z Was miał okazję odpoczywać w tym miejscu, jeśli tak to jakie wrażenia?

Adres

Lublin

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szlak Na Tak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij