07/05/2026
Nie pracuję teraz w jodze nad pogłębianiem żadnej konkretnej asany. To nie są moje cele.
Dużo uwagi kieruję za to w stronę ego. Wracam do niego w myślach, czytając “Autobiografię jogina” i zatrzymując się przy opisach spotkania swamiego Joganandy ze swoim Guru.
Śri Jukteśwar jawi się tam jako nauczyciel surowy i pełen krytyki. Jak wspomina Jogananda, jego metody miały jeden cel — uciszyć głos ego w każdym uczniu.
A jednak sam mówił Joganandzue, że ta droga nie jest dla każdego. Przeczuwał, że jego wyjątkowy uczeń, będzie stosował inne.
Ten fragment opowieści mocno mnie poruszył.
Przypomniałam sobie moje niedawne warsztaty z amerykańskim, znanym joginem - Eddiem Sternem.
Jechałam na nie z wyobrażeniem dystansu ze strony nauczyciela, z przekonaniem, że w jego obecności poczuję się mała, nieistotna. Nic takiego się nie wydarzyło. Eddie emanuje spokojem, szacunkiem i delikatnością. Był uważny dla wszystkich, zarówno dla tych, których znał, jaki i dla tych, których widział po raz pierwszy.
To doświadczenie skłoniło mnie do zadania sobie pytań:
Czy próba uciszenia ego rzeczywiście może prowadzić przez łagodność, akceptację i empatię?
Czy do jego dekonstrukcji zawsze potrzebne jest upokorzenie?
Może każdy potrzebuje czegoś innego? Czuję, że dla mnie cierpliwość i delikatność przynoszą lepsze rezultaty.
Trochę, jak kwiat nie rozwijam się pod presją, ale dzięki troskliwej pielęgnacji.
Czuję, że mogę poznawać swoją prawdziwą naturę w łagodności, w cierpliwości, w obecności, która niczego nie musi udowadniać.
Ale joga obnaża nasz cień. Nie pozwala nam oszukiwać samych siebie. Dlatego bywa trudna. Dlatego czasem chcemy od niej uciec. Więc może to nie surowość jest jej największą siłą. Może jest nią powrót? Dzień za dniem… W konsekwencji, uważności i wierze.
Jeśli czujecie, że to czym się dzielę niesie dla Was wartość zostańcie, dołączcie do dyskusji, podzielcie się swoimi refleksjami. Dziękuję. K.