05/09/2025
Są zdjęcia, które długo czekają, aż człowiek będzie gotowy, by się nimi podzielić. To jedno z najcięższych - moment, gdy wychodzę z punktu, gdzie miał być przepak. Gdzie czekały na mnie suche ubrania, buty, żele, wszystko, co miało dać mi siłę na drugą połowę biegu. A nie czekało nic.
Mój błąd - źle zrozumiałam zasady, źle doczytałam. Zostałam z tym, co miałam na sobie i w plecaku ( Tu podziękowania dla Kasi i Marleny bo od nich pożyczyłam spodnie wodoodporne i one mnie utrzymały później w cieple 😍) . To jest ultra - życie dzieje się naprawdę. Czasem człowiek zostaje sam ze swoimi błędami i decyzjami. A potem niesie je dalej, krok po kroku.
Od 50 kilometra moje ultra opierało się tylko na punktach odżywczych. Arbuz, izotonik, wege zupki, krakersy, ciasteczka - rzeczy, których nigdy wcześniej nie testowałam. Nie miałam swoich żeli, swojego planu - tylko to, co znalazłam na stole. Organizm buntował się, żołądek wariował, a ja wiedziałam, że teraz wszystko zależy tylko od głowy.
Szłam dalej - w gradobiciu, wichurze, przemoczone do kości, trzęsąc się z zimna. Pamiętam, jak bardzo się bałam, ale wciąż powtarzałam sobie jedno: nie zatrzymuj się.
Nie mówiłam bliskim, że jest źle. Wolałam wziąć to na siebie, niż dać im poczuć ten ciężar. Wolę udawać, że jest dobrze - i sama zmierzyć się z tym, co dzieje się w mojej głowie i w ciele.
Doczłapałam się. I choć nie tak to sobie wyobrażałam, jestem dumna. Bo to doświadczenie pokazało mi, jak wiele potrafię unieść- sama, w ciszy, bez żali, bez dramatów. Tylko z głową, która mówiła: jeszcze jeden krok.
Teraz rozumiem przekaz z koszulek od
Ultra Means More.
To nie tylko kilometry i przewyższenia.
To walka z błędami i słabościami.
To milczenie, gdy w środku jest źle.
To chwile, gdy ciało krzyczy „dość”, a głowa mówi „jeszcze krok”.
To gradobicie, zimno, brak jedzenia - i decyzja, żeby iść dalej.
To doświadczenie, które zostaje w sercu na zawsze.
Ultra Means More – bo ultra to życie w pigułce. 🖤⛰️
Teraz jeszcze bardziej pokochałam bieganie górskie 😍