03/08/2026
Nie urodziłem się z wiedzą.
Nie zostałem trenerem dlatego, że pewnego dnia stwierdziłem, że to będzie dobry sposób na życie.
Zaczęło się dużo wcześniej.
Od kompleksów.
Byłem chłopakiem, który nie czuł się dobrze we własnym ciele. Chciałem to zmienić, ale nie było wtedy Instagrama, YouTube pełnego specjalistów ani gotowych planów treningowych.
Były magazyny.
Pierwsze fora internetowe.
Godziny spędzone na szukaniu odpowiedzi.
I masa błędów.
Ale każdy z nich czegoś mnie uczył.
Im więcej rozumiałem o treningu i odżywianiu, tym bardziej fascynował mnie człowiek i to, jak potrafi się zmieniać.
Dlatego poszedłem na AWF.
Nie po to, żeby zostać nauczycielem wychowania fizycznego.
Poszedłem tam dlatego, że chciałem rozumieć więcej.
Chciałem pomagać ludziom osiągać cele, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały im się niemożliwe.
Na tym jednak nie poprzestałem.
Startowałem w zawodach sylwetkowych.
Przeszedłem restrykcyjne przygotowania.
Doświadczałem głodu, zmęczenia i chwil zwątpienia.
Kończyłem kolejne kursy.
Inwestowałem w szkolenia.
Przechodziłem kontuzje.
Uczyłem się na własnych błędach.
I robię to do dziś.
Bo wierzę, że dobry trener nie przestaje być uczniem.
Każda nowa rzecz, której się uczę, najpierw przechodzi jeden test.
Mój.
Jestem pierwszą osobą, na której sprawdzam rozwiązania, zanim zaproponuję je komuś innemu.
Nie dlatego, że uważam się za nieomylnego.
Dlatego, że nie chcę prowadzić ludzi drogą, której sam nigdy nie przeszedłem.
Dzisiaj wiem jedno.
Ludzie nie potrzebują kolejnego “sekretnego planu” ani magicznej metody.
Potrzebują kogoś, kto zna drogę.
Kogoś, kto wie, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić i jak przejść przez momenty, w których większość się poddaje.
Bo efekt końcowy jest tylko chwilą.
To droga zmienia człowieka.
I właśnie dlatego nadal uczę się każdego dnia.
Nie dlatego, że jeszcze wszystkiego nie wiem.
Tylko dlatego, że moi podopieczni zasługują na trenera, który nigdy nie przestaje się rozwijać.