06/01/2026
Zgadzam się w pełni z Joanna Flis
Nie robię wielkich, noworocznych postanowień. Styczeń i luty kojarzą mi się z książką i kocykiem, spacerami w mroźne, ale słoneczne dni, zawsze z termosem ciepłej herbaty.
Oczywiście snuję plany na cały rok, ale na spokojnie, to bardziej marzenia, niż planowanie wyzwań.
Jeśli jednak Ty postanowiłaś/eś rozpocząć w Nowym Roku "przygodę" z jogą, to zapraszam na matę już w czwartek 15 stycznia.
Dla wielu osób styczeń wcale nie jest nowym początkiem i nie ma w tym nic „nie tak”. W naszej szerokości geograficznej to środek czasu biologicznego spowolnienia: dni są krótkie, światła jest mało, układ nerwowy naturalnie przechodzi w tryb oszczędzania energii, a ciało wciąż regeneruje się po całorocznym przeciążeniu i grudniowym spiętrzeniu emocji. Psychika nie działa w oderwaniu od organizmu ani od przyrody. Jesteśmy częścią jej cyklu, nie projektem do nieustannej optymalizacji. Zimą przyroda nie startuje, nie rośnie, nie „robi postanowień”; drzewa zatrzymują soki, ziemia odpoczywa, a to właśnie ten pozorny bezruch jest warunkiem późniejszego wzrostu. Kultura produktywności próbuje wmówić nam, że styczeń to czas nowych celów, energii i przełomów, ale dla wielu osób jest to raczej moment domykania, trawienia doświadczeń i odzyskiwania równowagi w układzie nerwowym. Z perspektywy psychologii i fizjologii brak motywacji o tej porze roku nie świadczy o słabości charakteru, lecz o adaptacji do warunków. Prawdziwe początki w naszym klimacie często pojawiają się dopiero wraz ze światłem, ruchem i wiosennym pobudzeniem. Styczeń nie musi być startem - może być czasem odpoczynku, w którym coś się przygotowuje, zanim w ogóle pojawi się gotowość do zmiany.