22/10/2019
Minęło kilkanaście dni od Rajdu Dolnośląskiego, który był dla mnie dotkliwą porażką. Przyznam, że potrzebowałem trochę czasu na refleksję i ochłonięcie, aby podsumować ten sezon „trzech błędów”.
Gdybym tego nie zrobił, byłoby to nie fair wobec was oraz moich partnerów.
W marcu wraz z zespołem podjęliśmy decyzję o startach w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski autem przednionapędowym. Mieliśmy inne opcje, ale ośka była najbardziej sensownym wyborem – nie mówię tu wcale o punkcie ekonomicznym. Zespołowi najbardziej zależało na moim rozwoju jako kierowcy, podniesieniu umiejętności oraz perspektywie kolejnych etapów mojej kariery.
Pierwszym oficjalnym startem w 2019 roku za kierownicą Citroena był Platinum Rajd Memoriał J. Kuliga i M. Bublewicza. Nasz zespół zawsze stara się uczestniczyć w imprezach kultywujących pamięć o znakomitych ikonach polskiego motorsportu. Z przyjemnością wzięliśmy udział w tym rajdzie, tym bardziej, że tegoroczna edycja powróciła do bardziej rajdowej formuły z wymagającymi odcinkami specjalnymi. Potraktowaliśmy ten start jako przetarcie przed inauguracyjną rundą RSMP, oszczędzając auto i jadąc daleko od swoich limitów, ukończyliśmy go na drugiej pozycji w ośce.
Pierwsza runda Mistrzostw Polski - Rajd Świdnicki-KRAUSE niosła ze sobą wiele emocji, byliśmy maksymalnie skoncentrowani i pewni swego. W rywalizacji z Jankiem Chmielewskim zachowaliśmy zimne głowy, wygrywając pięć z dziewięciu odcinków specjalnych. Odskoczyliśmy na drugiej pętli rajdu i ze sporą przewagą odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej 2WD.
Na drugą rundę – Rajd Nadwiślański organizator przygotował jednodniową sprinterską rywalizację z sześcioma odcinkami specjalnymi. Taka formuła rajdu nie pozostawiała miejsca na jakiekolwiek błędy. Po poprzednim zwycięstwie zeszła ze mnie presja, co mi bardzo pomogło. Wraz z Kubą wygraliśmy wszystkie odcinki specjalne kończąc rajd kolejnym zwycięstwem i prawie trzy minutową przewagą nad kolejną załogą w generalce ośki.
Wraz z 76. Rajdem Polski nadszedł czas na zmianę nawierzchni. Przyznam, że to był dla mnie najbardziej wyczekiwany start sezonu. Bardzo chciałem zobaczyć jakie jest nasze tempo na szutrze w porównaniu z Europejską czołówką. Jestem świadom, że najszybszy rozwój osiąga się w rywalizacji z najlepszymi. Rajd był długi i wymagający – w przeciwieństwie do poprzednich, krótkich rund, podczas tej eliminacji mieliśmy okazję na szerszy wachlarz taktyczny odnośnie opon i ustawień auta. Myślę, że wraz zespołem i serwisem PRP rozegraliśmy wzorowo te aspekty. Priorytetem było pierwsze miejsce w 2WD krajowego cyklu ale staraliśmy się w miarę bezpiecznie walczyć o wynik w ERC3. Sukcesywnie wspinaliśmy się wyżej w tabeli, utrzymując trzecią pozycję. Niestety na przedostatnim odcinku specjalnym złapaliśmy kapcia w efekcie kończąc rajd na 4 pozycji w ERC3, wciąż wygrywając w krajowej klasyfikacji ośki. Uważam ten start, bez wcześniejszych testów za udany i utwierdzający mnie w tym, że przy większym doświadczeniu z powodzeniem możemy rywalizować o wysokie cele w Europie.
Na Rajd Elektrenai jechaliśmy z podniesionymi głowami, mając na swoim koncie udany start w Rajdzie Polski i pewne prowadzenie w ośce RSMP. Wiedzieliśmy, że czeka nas rywalizacja z napompowanymi tylnio-napędami lokalnych kierowców. Pomimo skupiania się na rywalizacji krajowej, gdzieś podświadomie budziła się we mnie chęć rywalizacji. Pierwszy dzień upłynął pod znakiem miejskich odcinków specjalnych, zakończyliśmy go na pierwszym miejscu, ex aequo z litewską załogą Tamašauskas / Šmigelskas.
Sobota stawiała przed nami 14 odcinków rozgrywanych jednego dnia i zerowy margines błędu. Utrzymywaliśmy się w top 3, rywalizując głownie z litewskimi kierowcami BMW.
Niestety podczas pierwszej pętli ostatniego odcinka popełniłem błąd. Zbyt szeroko najeżdżając zakręt uderzyliśmy kołem o kamień, uszkadzając felgę.
Po zmianie koła okazało się, że wahacz również uległ uszkodzeniu i byliśmy zmuszeni zakończyć rajd.
Tym bardziej żałuję tamtego błędu w związku z faktem, że w tamtym momencie mieliśmy prawie dwu minutową przewagę nad kolejną załogą RSMP. Gdyby zmiana koła wystarczyła, pozwoliłoby nam to na dalszą walkę o P1 w krajowym championacie.
Po fakcie można tylko gdybać, to był mój pierwszy kosztowny błąd w tym sezonie.
Piątą rundą był 28. Rajd Rzeszowski, zdecydowanie jeden z najtrudniejszych rajdów asfaltowych w sezonie - w dodatku podwójnie punktowany. Sytuacja w tabeli wciąż wyglądała dobrze, mając na uwadze odliczający się jeden rajd.
Poza kolegami z krajowego podwórka mieliśmy również w stawce szybkiego sąsiada z Czech - Erika Cais pilotowanego przez Jindřiškę Žáková. Podczas rozpoczynających odcinków porównywaliśmy z nim swoje tempo trzymając się w czołówce. Niestety pierwsze kilometry odcinka Wysoka 2, były naszymi ostatnimi. Niedogrzane opony i spóźnienie punktu hamowania przed podbiciem zakończyły nasz piątek w rowie.
Uszkodzenia auta były poważne, ale mechanicy z PRP jak zawsze stanęli na wysokości zadania, naprawiając auto do czwartej nad ranem i umożliwiając nam powrót w Rally2. Dzięki temu w sobotę wróciliśmy na trasy, wygrywając na pocieszenie 4 z 5 odcinków w tym Power Stage.
Następnym przystankiem był Rajd Śląska - przedostatnia runda Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Czułem się pewnie na swoim podwórku. Natomiast nasza przewaga punktowa w klasyfikacji sezonowej stopniała. Wiedzieliśmy, że przepadła szansa na szybkie przypieczętowanie tytułu i jesteśmy zmuszeni walczyć do ostatniej eliminacji cyklu. W połowie rajdu awaria wykluczyła Dariusza Polońskiego z dalszej rywalizacji i objęliśmy prowadzenie w rajdzie, utrzymując je do samego końca i wygrywając ośkę.
Kulminacyjny moment sezonu, ostatnia runda RSMP - Rajd Dolnośląski, czyli nasze być albo nie być w walce o tytuł z Łukaszem Lewandowskim i Piotrem Białowąsem (który gratulujemy tytułu!).
Aby osiągnąć nasz upragniony cel wystarczyło ukończyć ten rajd przed chłopakami z Peugeota. Przez pewien czas trzymałem się tego założenia, pierwszego dnia kończąc rajd na drugim miejscu i budując przewagę nad pozostałymi załogami.
Warunki na trasach były ekstremalne, obfite opady deszczu i mgła nie odpuszczały. Na dwunastym sobotnim odcinku specjalnym moje marzenia o tytule legły w gruzach. Mieliśmy przewagę ponad trzech minut nad załogą z którą walczyliśmy o tytuł, jednak coś mnie pokusiło, żeby nie zwalniać tempa. Gdybym mógł teraz cofnąć czas, przejechałbym ten odcinek zerowym tempem aby tylko ukończyć rajd z przewagą.
Zabrakło mi zimnej głowy, jadąc zbyt szybko wpadliśmy w poślizg na liściach i syfie - wypadając na prawym trójkowym zakręcie, uderzyliśmy w betonowy murek, dachując kilka metrów dalej w rowie.
Zawiodłem nie tylko siebie, ale cały zespól - włącznie z szefem tego projektu Grzegorzem Olchawskim, pilotem Jakubem Wróblem, mechanikami z PRP, trenerem Vittorio Canevą, pozostałymi członkami zespołu i partnerami, którzy obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem.
To był dla mnie sezon trzech błędów, które sumarycznie zniweczyły wysiłki całego teamu GO+Cars GO+Eauto w walce o wyższe cele i nasze dalsze plany. Miałem wszelkie niezbędne narzędzia do walki i dalszego rozwoju - z tego miejsca przepraszam Was wszystkich, że zabrakło tej wisienki na torcie.
Zrobiłem ogromny progres podczas tego sezonu, co jest zasługą każdej z poniższych osób i wielu innych, których spotkałem na swojej drodze. Mam nadzieję, że to nie koniec naszej przygody.
Dziękuję za cały sezon 2019 - Grzegorz Olchawski, Jakub Wróbel, Przemek Gwioździk, Daniel Kałkus, Kamil Wróbel, Grzegorz Lato, Adam Żyśko, Darek Łukasik, Patryk Łukasik, Jakub Ogonowski, Piotr Galus, Jakub Spirydoniuk, Piotr Kosyl, partnerom GO+Cars, GO+Eauto, Motul Polska, Carly24, Elektromobilnosc24 oraz rodzinie, przyjaciołom i kibicom za nieustanne wsparcie!