24/06/2024
PSYCHOLOG kontra MECHANIK i o tym jak SIKOR spił śmietankę...
Od psychologa sportowego usłyszałam raz fajne słowa (raz, bo generalnie nie gadamy, w zasadzie to wcale...., to było na naszym pierwszym spotkaniu wiele miesięcy temu):
- Proszę Pani, w tym wieku (zawodnika) nie liczą się wyniki tylko rozwój.
Dla mnie rzecz oczywista, ale o dobrych wynikach w sporcie marzy każdy zawodnik, o mechanikach to już nawet nie wspomnę. Oni nawet jak nic nie mówią, to słowo WYNIK mają wypisany na czole. Gdzieś w głębi duszy to im się nie dziwię, bo w końcu wynik zawodnika jest niematerialną nagrodą za ich pracę i wkładany wysiłek w jego rozwój, często gęsto przez całe lata. Mam wrażenie, że porażki przeżywają bardziej niż ich zawodnicy, bo widzą stracone szanse ☹️. Problem jest taki, że słowo WYNIK wywołuje niepotrzebną presję i absolutnie w niczym nie pomaga. Niektórzy rodzice też zawodnikom nie pomagają: oceniają, krytykują, rzępolą zawodnikowi nad uchem (takie to nasze kartingowe piekiełko).
Drugiego słowa, którego w kartingowym świecie nie znoszę to słowo "powinien". Jak słyszę, że zawodnik powinien tu się nie otworzyć, a tu wyprzedzić, albo powinien to wygrać, albo jeszcze coś innego powinien, a tego nie zrobił, to udaję, że nie słyszę i się ulatniam. Bo w końcu to zawodnik siedzi w gokarcie, podejmuje decyzje w ułamku sekundy i jego perspektywa jest zupełnie inna niż osoby stojącej na trybunie.
W tym roku ze względu na różne kartingowe turbulencje i trochę zbiegi okoliczności w pewnym momencie postawiliśmy z Mikołajem na rozwój. Wybraliśmy trudniejszą drogę, "pogrzebaliśmy" jakiekolwiek potencjalne polskie pudła, klasyfikację generalną na rodzimych torach i postawiliśmy na objeżdżanie nowych torów w Italii. To była całkowicie decyzja Mikołaja, którą poparłam w 100%.
W ten oto sposób trafiliśmy na Cremonę w kondycji następującej:
- matka wyluzowana,
- zawodnik wyluzowany,
- mechanik taki trochę z łapanki, bo “wypożyczony” i zdecydowanie taki, który nie wiedział, czego się spodziewać, więc też wyluzowany (pewnie myślał, że będziemy jeździć na końcu, bo zawodnik pierwszy raz na torze 🤣).
A tu bach, Mikołaj wjechał i pojechał 🏎️ .
Nie chcą za bardzo chwalić mojego dzieciaka, bo nie o to chodzi w tym wpisie, muszę dla nakreślenia sytuacji napisać, że Mikołaj to już taki zawodnik, który raczej wjeżdża na nowy tor i ogarnia w trybie ekspresowym bez żadnych telemetrii i innych bajerów. Dla mnie to kosmiczna wartość dodana kierowcy, świadcząca o pewnej jego dojrzałości.
Jako że nie chciałam Sikorowi psuć zabawy, to siedziałam cicho jak mysz pod miotłą degustując "cremonowy" aperol 🍹
- okazał się numerem 2 na mojej włoskiej liście. Zgodnie z zasadą dobry aperol - dobre zawody, byłam raczej spokojna o dalszy rozwój wypadków.
Szukając dzisiaj zdjęcia Sikora 🐦(nota bene, nie wiem czy na zdjęciu jest sikor czy sikorka) przeczytałam, że sikorka (o wersji męskiej nic nie pisali) jest symbolem SZCZĘŚCIA i POMYŚLNOŚCI oraz zwiastuje POWODZENIE. Ubawiłam się setnie czytając ten opis, ale coś w tym chyba jest, bo w eksperymentalnym składzie Panowie ustrzelili pudło 👏.
Wygląda na to, że moje motto na ten sezon działa: "Miej wyrąbane a będzie ci dane" 😜.
Pozdrawiam zatem wszystkich wyluzowanych, przede mną i Mikołajem nocna przygoda w Lonato 🏎️🇮🇹.
Staram się tutaj o konkretnych ludziach nie pisać 🤐, albo robić to w sposób anonimowy, ale tym razem inaczej się nie dało….. tak więc Sikor sorry, bo na pewno ktoś ci doniesie 😜.
Mikołaj Gawlikowski - karting driver