Dziennik kartingowej mamy

Dziennik kartingowej mamy Dla rodziców dzieci w sporcie, dla zawodników, trenerów i wszystkich, którzy chcą poczytać o m

Jakie WYŚCIGI - takiej wielkości LIZARD !!Ostatnio na torze 7 Laghi Kart przedstawiciel tego gatunku o znacznie mniejszy...
24/09/2024

Jakie WYŚCIGI - takiej wielkości LIZARD !!

Ostatnio na torze 7 Laghi Kart przedstawiciel tego gatunku o znacznie mniejszych gabarytach zginął śmiercią tragiczną pod kołami gokarta nr 111. Widać jego sektory nie świeciły się na fioletowo, bo chłopina nie dał rady. Nie uczciliśmy go minutą ciszy, bo tak byliśmy „w dupie” z tempem, że każda minuta pracy była na wagę złota 😜.

Ponieważ było to ROK CUP ITALY a nie Formuła 1, to gad nie stał się sławny. Nikt inny o nim nie napisze, więc zrobię to ja - KU JEGO PAMIĘCI 🥹.
Trza było nie pchać się pod koła to byś lizardzie żył….

https://www.facebook.com/share/r/iEqr3pwo46Mwfneu/?mibextid=UalRPS

PSYCHOLOG kontra MECHANIK i o tym jak SIKOR spił śmietankę...Od psychologa sportowego usłyszałam raz fajne słowa (raz, b...
24/06/2024

PSYCHOLOG kontra MECHANIK i o tym jak SIKOR spił śmietankę...

Od psychologa sportowego usłyszałam raz fajne słowa (raz, bo generalnie nie gadamy, w zasadzie to wcale...., to było na naszym pierwszym spotkaniu wiele miesięcy temu):
- Proszę Pani, w tym wieku (zawodnika) nie liczą się wyniki tylko rozwój.

Dla mnie rzecz oczywista, ale o dobrych wynikach w sporcie marzy każdy zawodnik, o mechanikach to już nawet nie wspomnę. Oni nawet jak nic nie mówią, to słowo WYNIK mają wypisany na czole. Gdzieś w głębi duszy to im się nie dziwię, bo w końcu wynik zawodnika jest niematerialną nagrodą za ich pracę i wkładany wysiłek w jego rozwój, często gęsto przez całe lata. Mam wrażenie, że porażki przeżywają bardziej niż ich zawodnicy, bo widzą stracone szanse ☹️. Problem jest taki, że słowo WYNIK wywołuje niepotrzebną presję i absolutnie w niczym nie pomaga. Niektórzy rodzice też zawodnikom nie pomagają: oceniają, krytykują, rzępolą zawodnikowi nad uchem (takie to nasze kartingowe piekiełko).

Drugiego słowa, którego w kartingowym świecie nie znoszę to słowo "powinien". Jak słyszę, że zawodnik powinien tu się nie otworzyć, a tu wyprzedzić, albo powinien to wygrać, albo jeszcze coś innego powinien, a tego nie zrobił, to udaję, że nie słyszę i się ulatniam. Bo w końcu to zawodnik siedzi w gokarcie, podejmuje decyzje w ułamku sekundy i jego perspektywa jest zupełnie inna niż osoby stojącej na trybunie.

W tym roku ze względu na różne kartingowe turbulencje i trochę zbiegi okoliczności w pewnym momencie postawiliśmy z Mikołajem na rozwój. Wybraliśmy trudniejszą drogę, "pogrzebaliśmy" jakiekolwiek potencjalne polskie pudła, klasyfikację generalną na rodzimych torach i postawiliśmy na objeżdżanie nowych torów w Italii. To była całkowicie decyzja Mikołaja, którą poparłam w 100%.

W ten oto sposób trafiliśmy na Cremonę w kondycji następującej:
- matka wyluzowana,
- zawodnik wyluzowany,
- mechanik taki trochę z łapanki, bo “wypożyczony” i zdecydowanie taki, który nie wiedział, czego się spodziewać, więc też wyluzowany (pewnie myślał, że będziemy jeździć na końcu, bo zawodnik pierwszy raz na torze 🤣).

A tu bach, Mikołaj wjechał i pojechał 🏎️ .
Nie chcą za bardzo chwalić mojego dzieciaka, bo nie o to chodzi w tym wpisie, muszę dla nakreślenia sytuacji napisać, że Mikołaj to już taki zawodnik, który raczej wjeżdża na nowy tor i ogarnia w trybie ekspresowym bez żadnych telemetrii i innych bajerów. Dla mnie to kosmiczna wartość dodana kierowcy, świadcząca o pewnej jego dojrzałości.

Jako że nie chciałam Sikorowi psuć zabawy, to siedziałam cicho jak mysz pod miotłą degustując "cremonowy" aperol 🍹
- okazał się numerem 2 na mojej włoskiej liście. Zgodnie z zasadą dobry aperol - dobre zawody, byłam raczej spokojna o dalszy rozwój wypadków.

Szukając dzisiaj zdjęcia Sikora 🐦(nota bene, nie wiem czy na zdjęciu jest sikor czy sikorka) przeczytałam, że sikorka (o wersji męskiej nic nie pisali) jest symbolem SZCZĘŚCIA i POMYŚLNOŚCI oraz zwiastuje POWODZENIE. Ubawiłam się setnie czytając ten opis, ale coś w tym chyba jest, bo w eksperymentalnym składzie Panowie ustrzelili pudło 👏.

Wygląda na to, że moje motto na ten sezon działa: "Miej wyrąbane a będzie ci dane" 😜.

Pozdrawiam zatem wszystkich wyluzowanych, przede mną i Mikołajem nocna przygoda w Lonato 🏎️🇮🇹.

Staram się tutaj o konkretnych ludziach nie pisać 🤐, albo robić to w sposób anonimowy, ale tym razem inaczej się nie dało….. tak więc Sikor sorry, bo na pewno ktoś ci doniesie 😜.

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

KIEDY UMIERA WE MNIE PATRIOTYZM…W kartingowym padoku słynę z tego, że mówię to, co myślę. Dużo wiem, bo dużo ludzi mnie ...
03/06/2024

KIEDY UMIERA WE MNIE PATRIOTYZM…

W kartingowym padoku słynę z tego, że mówię to, co myślę. Dużo wiem, bo dużo ludzi mnie zna. Nie powtarzam plotek, bo nie wietrzę sensacji a większość z nich to bujda na resorach, ale…..
no właśnie i dochodzimy do tego ale….

Kiedyś ktoś mi powiedział, że asfalt w Polsce nie taki… trochę się z tego śmiałam, ale wedle powiedzenia, że tylko krowa nie zmienia poglądów, okazało się, że nie jestem KROWĄ. Szczęśliwie dla mnie, bo nie jestem gruba, łaciata i nie mam wymion po asfalt. Zatem nie będąc krową doszłam do wiosku, że jednak asfalt w tym kraju nie taki….

👉 Bo jakże tak może być, że unoszący się słomczynowy pył w wyniku zawirowania na końcu stawki, przelatuje jakoś na kolejny zakręt i na kolejnym kółku wypacza wynik juniorskiego wyścigu, bo czołówka zamiast skręcać, w wyniku poślizgu jedzie prosto i wypada z toru. Niby, nie kategoria mojego dziecka, a jednak boli. Trochę jakbym oglądała kartingowe SF.

👉 No i bydgoska prosta…. Albo mam dziecko kołka albo coś z tą prostą jest nie tak. No drugi raz w życiu dogrzewanie opon kończy się ….. na prostej 🥹.

👉 Emocje - to kolejna sprawa. Są jeszcze w Polsce kategorie, w których rywalizacja jest ciekawa. Niestety z roku na rok jest ich coraz mniej. Piszę akurat o dwóch seriach. A kilkuosobowe wyścigi nigdy mnie nie rajcowały.

No cóż, nie czekając na dalszy rozwój wypadków, kartingowy patriotyzm umarł zarówno we mnie jak i w moim dziecku tak więc witaj 🇮🇹 i żegnaj 🇵🇱.

Ostatnią miłą pamiątką, jaka zostanie mi w pamięci to zabawa słomczynowymi światłami startowymi - wreszcie wiem jak działają 🤫 !!!

A że każdemu wedle potrzeb i wedle uznania to nadal kibicuję tym, którzy wybierają polskie piwko. Ja tam przerzucam się na włoski aperol 😎, kawkę za 1 euro i emocje zdecydowanie większe niż podczas zbierania grzybów (kategoria mini max toż to przecież frekwencyjny HIT !!!!)

SPOSÓB NA UDANE ZAWODY 😁.👉 dwa aperolki w piatek 🍹🍹👉 jeden aperolek w sobotę 🍹 (chyba, że to Bydgoszcz to przesuwamy jed...
09/07/2023

SPOSÓB NA UDANE ZAWODY 😁.

👉 dwa aperolki w piatek 🍹🍹
👉 jeden aperolek w sobotę 🍹 (chyba, że to Bydgoszcz to przesuwamy jeden dzień w tył). Najlepsze wykonanie oczywiście Adrian Czapla, ewentualnie trzeba poszukać dobrego barmana
👉 “morda w kubeł” w namiocie (można liczyć w myślach barany…)
👉 załóż czapkę niewidkę i udawaj, że cię nie ma 😎 (ze mna trochę trudno 🤣)
👉 no i najważniejsze, robisz za psychologa swojego dziecka (jeżeli wiesz jak….)

Powodzenia 🤜🤛

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

(NIE)NASTĘPCY KUBICY.Co by fajnie wkroczyć w nowy sezon 2022 już wkrótce nowy odcinek Dziennika Kartingowej Mamy.  Bohat...
16/01/2022

(NIE)NASTĘPCY KUBICY.
Co by fajnie wkroczyć w nowy sezon 2022 już wkrótce nowy odcinek Dziennika Kartingowej Mamy. Bohaterami mojego felietonu będą ci najważniejsi czyli nasi polscy kartingowcy 👌.
Odcinek powstawał już podczas lotu powrotnego z Lonatu, jeszcze przed Finałem Światowym.

Dlaczego taki tytuł ❓ Ano, sami zobaczycie…

fot. SHOTSPORT
SOUTH GARDA KARTING

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY -część 9“WEEKEND DEBIUTÓW”Uśmiechy wróciły na nasze twarze 😁: i moja i Mikołaja. W miniony wee...
06/10/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY -część 9
“WEEKEND DEBIUTÓW”

Uśmiechy wróciły na nasze twarze 😁: i moja i Mikołaja. W miniony weekend we dwójkę zadebiutowaliśmy w nowych rolach: Mikołaj próbował swoich sił w nowej, bardzo mocno obsadzonej kategorii - mini rok.

Ja zasiadłam w studiu komentatorskim Polski Karting, aby poopowiadać m.in. trochę o specyfice najmłodszej kategorii, z która Mikołaj się właśnie pożegnał, a spędził w niej aż 3 lata. Jak ważna jest to kategoria (baby rok) dla rozwoju kierowcy mogliście posłuchać podczas ostatniego finałowego wyścigu rozegranego podczas Kartingowych Mistrzostw Polski na Kartodrom Bydgoszcz.

W tym roku kategoria baby rok psychicznie mnie zmęczyła, rzekłabym, że prawie mentalnie zamordowała. W niczym nie przypominała zaciętych rozgrywek, które dane mi było oglądać w ostatnich dwóch sezonach. Niewiele brakowało a Mikołaj całkowicie zrezygnowałby z dalszej jazdy. W sierpniu doszedł do wniosku, że nie potrafi jeździć, że kiedyś potrafił a teraz wszystko się wali. Ja miałam dość, Mikołaj miał dość, a trener to już chyba najbardziej miał dość - tak to przynajmniej wyglądało z mojej perspektywy 🙁.

Psychicznie Mikołaja uratował Toruń, gdzie wreszcie zdobył dwa pudła i to w końcu w zaciętej walce (wreszcie coś się działo na babikowym torze, bo wcześniej to formalnie można było przysnąć 🥱). Tam pojechał udowodnić i sobie i innym, że potrafi jeździć. Wtedy poszłam za ciosem. Naładowałam go psychicznie jak tylko mogłam, żeby uwierzył, że jest świetny. Powiedziałam, że baby rok jest tylko po to, żeby wyrobić technikę, tutaj pudła nie są ważne. Prawdziwe ściganie zaczniesz od mini roka. Jedyne, co go mogło rozłożyć to brak siły, aby utrzymać wyścigowe tempo w nowej kategorii.

Powiedziałam Mikołajowi, że ma wszystko: technikę jazdy, mocno psychikę, bo inny to już parę razy by zrezygnował, odważnie i mądrze wyprzedza. Nad siła popracował i się UDAŁO.

Dla mnie wynik w pierwszych zawodach nie był ważny a i tak wyszło pięknie. Na każdy wyścig patrzyłam jak na nowe rozdanie, istotne było dla mnie bowiem jego tempo i wyprzedzanie.

Wiele osób przychodziło do mnie na zawodach, bo byli pozytywnie zaskoczeni tym, jak Mikołaj jedzie. Przed zawodami widzieli go w tej dolnej cześci stawki a nie górnej. Ja akurat nie byłam zaskoczona. Wiedziałam, że jak będzie siła, to będzie dobrze ‼️

Po co to wszystko piszę? Nie po to, żeby się chwalić tylko po to, żeby przekazać Wam, że warto mieć plan i mimo przeciwności kurczowo się go trzymać, by potem móc się 😁😁😁.

WIĘC TRZYMAJCIE SIĘ SWOICH PLANÓW, tego Wam wszystkim życzę.

Mikołaj Gawlikowski - karting driver
Polski Związek Motorowy
ROK CUP Poland

fot. Shotsport, Polski Karting i RaceMedia

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 8"KIEROWCA IDEALNY"Niby nie ma kierowców idealnych a są tylko tacy, którzy dążą do per...
15/09/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 8
"KIEROWCA IDEALNY"

Niby nie ma kierowców idealnych a są tylko tacy, którzy dążą do perfekcji. To jest akurat prawda, ale ja mimo wszystko posiadam swoją prywatną definicję „kierowcy idealnego”. Mam zresztą swoich ulubieńców na polskich i zagranicznych torach, których poczynania śledzę ze szczególną uwagą i o dziwo nie zawsze są to ci, co samotnie na pierwszych miejscach pędzą do mety.

Ci moi ulubieńcy to takie kartingowe zakapiory 🔥🔥🔥, co nigdy nie odpuszczą, zawsze będą walczyć o każdą pozycję i do ostatniego centymetra. Pamiętam kiedyś rajd Gutka w Słomczynie z ostatniego miejsca. Jak dobrze kojarzę dojechał do mety drugi a połykanie przez niego kolejnych przeciwników wzbudziło we mnie niezłe emocje.

Przyznam się, że podczas ostatnich finałowych wyścigów miniaków na ostatniej rundzie Roka swój wzrok też skupiłam głównie na jednym z kierowców – wyprzedzał jak dziki, aż miło patrzeć, jak dobiera się kolejnym do skóry a oni są po prostu bezradni.
Był ogień młodziaku 🔥🔥🔥.

Dla mnie idealny kierowca to taki, który jest świetnie technicznie wyszkolony, ma w sobie ten błysk w oku, jak wsiada do gokarta to zamienia się w „killera”, jak wyprzedza to zdecydowanie i bez litości. Ogromnie cenię też taktykę wyścigową, ale tych co umieją taktycznie świetnie rozegrać wyścig w moim prywatnym panteonie idealnych kierowców jest jeszcze mniej - faworyta mam za to tylko jednego.

Czy moje dziecko należy do tego wąskiego grona tych „idealnych”? No zdecydowanie jeszcze nie, aczkolwiek są już chwile, że jego wyścigowa jazda mnie zachwyca. Niedaleko też pada jabłko od jabłoni. Który z pucharów ceni sobie bowiem mój młody najbardziej? No właśnie ten, podczas zdobycia którego przeżył najwięcej emocji na torze, najwięcej się nawyprzedzał i stoczył niesamowitą walkę. Ten, który zdobył w 100% zasłużenie a nie dlatego, że ktoś przed nim dostał karę, albo się zepsuł, albo wyleciał z toru. Taki jest właśnie ten mój mały kierowca. Jak się „przyfarciło” to mówi, że do dupy z takim pucharem 🤷‍♀️.

Pozdrawiam tych moich ulubieńców….😘

👉 no i tych, których jeżdzą „jak mnie Panie Boże stworzyłeś, tak mnie masz”,

👉 no i tych co uprawiają „kartingową rekreację”…,

W KOŃCU SPORT JEST DLA KAŻDEGO A ŚCIGAĆ SIĘ PRZECIEŻ KAŻDY MOŻE …. 😬

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 7"MAM DOŚĆ"No właśnie: dlaczego nie pisałam? Bo nie mogłam znaleźć motywacji a nie chc...
23/08/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 7
"MAM DOŚĆ"

No właśnie: dlaczego nie pisałam? Bo nie mogłam znaleźć motywacji a nie chciałam pisać głupot, choć pomysłów na poruszenie pewnych kwestii miałam wiele.

Dlaczego piszę teraz? Bo mam po prostu DOŚĆ. Mam dość tego sportu, ciągłego pasma rozczarowań, tego, że wszystko idzie nie tak, choć powinno iść. Żal już patrzeć na dziecko, które ciągle jeszcze wierzy w swój sukces i cały czas próbuje coś udowodnić, nie tylko sobie ale też innym. Co chce udowodnić? A to, że nie jest słaby.

Dlaczego postanowiłam popełnić taki dołujący wpis? Bo nie jest mi już nawet do śmiechu i nie chce mi się dalej robić dobrej miny do złej gry.

Kto się poddał pierwszy? Zdecydowanie JA. Mikołaj zniesie jeszcze wiele, po kolejnej porażce powstaje jak feniks z popiołów. Każdy w pewnym momencie chce dostać wisienkę na torcie: i rodzic i zawodnik i trener pewnie też. My już tej wisienki nie dostaniemy i z tym trzeba się pogodzić 😕.

Co mnie jeszcze trzyma w tym sporcie? A to jak widzę, jak moje dziecko wyprzedza - wtedy jest na co popatrzeć 🔥🔥🔥.

Poznałam już mamy co przepłakały po zawodach noce. Zawsze coś szło nie tak, ale głównie mechanicznie… Co zrobiły? Znalazły inny team. Cóż, ja jestem i w głowie i w sercu bambiniaczką: prawdziwie, z krwi i kości a moje dziecko tu czuje się najlepiej.
Pora uprzątnąć gruzy i udać się na ostatnią walkę w kategorii baby rok, oby mniej loteryjną. Ja będę walczyć ze swoją głową a moje dziecko z oponami.
A potem?
A potem otwieramy nową kartę…

~ Zdołowana kartingowa mama ~

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

https://fb.watch/7zb2pyywbv/

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 6"DYREKTOR SPRZĄTACZKA"Zawsze byłam dyrektorem sprzątaczką. Odpowiadając za szereg pro...
26/05/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 6
"DYREKTOR SPRZĄTACZKA"

Zawsze byłam dyrektorem sprzątaczką. Odpowiadając za szereg projektów w różnych korporacjach nauczyłam się jednego: miej plan B do planu A, C do B, przewidź słabe punkty osób, z którymi pracujesz. Mój szósty zmysł zawsze mi podpowiadał kto coś zepsuje, czegoś nie dopatrzy, na tym budowałam wyjścia awaryjne i byłam w tym całkiem niezła.

W kartingu swój sposób działania musiałam zmienić o 180 stopni. Nauczyłam się mieć pełne zaufanie do ludzi, którzy pracują z moim dzieckiem, co przy moim sposobie myślenia było nie lada wyzwaniem. Przyznam się, że trochę mi to czasu zajęło, ale doszłam już prawie do perfekcji. Trzymam się kurczowo kilku zasad:

- nie łaź do mechanika na zawodach,

- nie pytaj (nawet jak ci się wydaje, że musisz),

- w swojej ocenie sytuacji polegaj tylko na obserwacjach,

- nie oglądaj czasówek (i tak nieistotne za kim jedzie, pojedzie jak pojedzie) – telefon wystarczy,

- nie gadaj z dzieckiem na zawodach (nie potrzebuje), wyobraź sobie, że jest na obozie i nie masz pojęcia co robi,

- nie karm (dziecko z głodu nie zdechnie, najwyżej ktoś się nim zajmie), zostaw kasę na lody – zje ile będzie chciało,

- unikaj teamowego namiotu (chyba, że musisz zrobić sobie kawę),

- usiądź na trybunie i grzecznie patrz na jeżdżące gokarty lub w chmury,

- mój stres jest moim stresem, nie przerzucaj go na innych a już na pewno nie na dziecko.

Niestety pewien sposób postkorporacyjnego myślenia pozostał i akurat z tym nie mogę sobie poradzić. Myśli pt: co tym razem pójdzie nie tak krążą mi po głowie przed każdymi zawodami.

Poznańska sobota dobiła mnie dokumentnie, złośliwość przedmiotów martwych, której nikt nie był w stanie przewidzieć pokazała naszą bezsilność. Jeden z naszych bambiniowych inżynierów powiedział wówczas: „It’s a sh*tty sport”, aż jemu i mnie zakręciły się łzy w oczach 😢.

No cóż, “sklepałam” już swój mózg, wyrzuciłam czarnowidztwo z głowy, napiłam się optycoli i chyba pierwszy raz pojadę na zawody optymistycznie nastrojona .

Jedno jest pewne: MOJE DZIECKO JEST ZNACZNIE MOCNIEJSZE PSYCHICZNIE NIŻ JA.

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 5 „PŁYWAJĄCA NIEDZIELA 💦”Są takie momenty w życiu, których się nie zapomina. W moim pr...
03/05/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY - CZĘŚĆ 5
„PŁYWAJĄCA NIEDZIELA 💦”

Są takie momenty w życiu, których się nie zapomina. W moim przypadku jest to kilkudniowa podróż bydlęcymi wagonami na Krym (z zabitymi oknami i brakiem wody), spanie w zimę w stodole przez około tydzień, gdzie jedynym ogrzewaniem była koza a woda pochodziła z roztopionego śniegu, szukanie Świętego Grala w południowej Langwedocji, kiedy to rejon tej części Francji był jeszcze dziewiczy dla turystów. Pamiętam również jak spałam kiedyś we włoskiej toalecie, gdyż obfita ulewa całkowicie zalała mi namiot a jedyną suchą powierzchnią dostępną od ręki była łazienkowa posadzka. W pamięci utkwiła mi również noc, podczas której na dachu kina na powietrzu oglądałam w zabitym dechą zakątku Rosji film o podłożu erotycznym (delikatnie rzecz ujmując). Gdyby nie to, że po zakończonym seansie spadłam z dachu dziurawiąc sobie nogę pewnie byłaby to zwyczajna noc, gdyż film był stosunkowo kiepski. Na pamiątkę została mi szrama na nodze, z którą walczyłam wiele lat. Jak widać zawsze nakręcał mnie duch przygody i nigdy nie były nim luksusowe wycieczki, które najzwyczajniej w świecie mnie nudzą.

Są też takie dni treningowe, które na dłuuugo pozostaną w mojej pamięci. Ustrzelić trening w deszczu na dostępnym torze i to w weekend to nie lada sztuka. Można być mistrzem suchej nawierzchni a w deszczu jeździć jak ostatnia ciapa, więc czy się lubi czy się nie lubi, zawodnik kartingowy trenować w deszczu musi. Jednak ostatnia niedziela w mieście pierników postanowiła obdarzyć nas wszystkich ilością deszczu chyba za pięć treningów naraz.

Kiedy przemaka ci całkowicie kurtka, masz mokrą bluzę, koszulkę, wszystkie suche skarpetki się skończyły, w kaloszach pływa ci woda, skostruowane buty a la McGyver przemakają po godzinie, dobija cię przejmujące zimno, jedyną osobą o której komfort dbasz jest zawodnik. Zawodnik okazał się twardy i zacięcie kręcił kolejne kółka, choć całe otoczenie miało dość.

To są właśnie te kartingowe chwile, w których myślę sobie, po co ja się właściwie tak męczę 🤷‍♀️. Może nadejdzie w końcu taki deszczowy wyścig, którego ze strachu nie będę musiała oglądać przez palce, a toruńską niedzielę wspomnę ze śmiechem, bo wczoraj do śmiechu mi nie było, trenerowi raczej też nie.

Mikołaj Gawlikowski - karting driver
Karting Raport

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY-CZĘŚĆ 4"TRENER STRASZAK" (czas czytania 2 min)Początek stycznia to czas kiedy powiedziałam „ba...
28/02/2021

DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY-CZĘŚĆ 4
"TRENER STRASZAK" (czas czytania 2 min)

Początek stycznia to czas kiedy powiedziałam „basta”! To był ten moment, kiedy postanowiłam ukrócić siedzenie na kanapie mojego dziecka i zarządziłam start przygotowań do sezonu.

Uważam, że zawodnik musi do pewnych rzeczy dojrzeć, ale w tym „dojrzewaniu” należy mu nieco pomóc. Trudno od 9 latka oczekiwać, że sam weźmie handle, zrobi brzuszki, z radością wyskoczy na basen, poćwiczy nadgarstki czyli zadba chociaż by o podstawowe przygotowanie fizyczne do sezonu kartingowego. Jak ktoś tak ma u tak młodego zawodnika, to mogę jedynie pozazdrościć. Ja niestety musiałam „zabawić” się w miłego żandarma, choć chwilami mój wewnętrznego szał podnosił się i nadal podnosi do poziomu uszu.

W chwilach kryzysowych z pomocą przychodzi mi osoba trenera, choć pewnie on sam o tym nie wie. Na szczęście jest to instancja wyższa, z którą zawodnik nie dyskutuje, przy której nie jęczy, przy której – jak sam twierdzi – musi być poważny, zebrać się w sobie i przed którą nie może być ciapciakiem. Mając świadomość jak funkcjonuje ten budowany od długiego czasu układ zawodnik – trener wykorzystuję go zawsze wtedy, kiedy muszę. Wróćmy jednak do początku stycznia, kiedy to zakomunikowałam Mikołajowi, że oprócz pływania na basenie dorzucamy codzienne wciąganie butelki przez 15 minut i tak przez 90 dni.

Usłyszałam wówczas głośne:
– Nie będę tego robił!
- A dlaczego nie? – zapytałam udając przygłupa, choć doskonale wiedziałam dlaczego nie.
- Bo to bardzo boli- odpowiedział.

Zaczęłam wówczas tłumaczyć, że przecież musi ćwiczyć ręce, że w zeszłym roku zadziałało i czas zabrać się do roboty. Moje argumenty niestety nie padały na podatny grunt. Opór materii rósł wprost proporcjonalnie do długości naszej dyskusji. Kiedy wydawało się już, że polegnę, postanowiłam na negocjacyjny stół wyciągnąć najmocniejszą kartę.

- Dzwoń do trenera, masz numer telefonu, więc dzwoń – odpaliłam z poważną miną.
- A po co? – zapytał, choć wyraz twarzy zawodnika wyraźnie wskazywał na to, że zna już odpowiedź.
- Jak to po co? Powiedz prawdę, że nie zamierasz nic robić, nie będziesz wciągał butelki, bo ci się nie chce - rzekłam.
- Nie zadzwonię - odpalił
- Dlaczego?
- Będzie mi gderał godzinę, potem mnie ochrzani, to ja już wolę robić bez tego jego gadania.

Nie zadzwonił. W tamtej chwili trener stał się straszakiem bez własnego udziału. Wyciągnięty z rękawa As zadziałał, buteleczka poszła w ruch. Wśród codziennych jęków, ciągłego NIE, nie wytrzymam, ale boli, mozolnie odliczałam 15 minut. Po miesiącu doczekałam się pierwszej nagrody.

- Mama, dobrze, że ty nie zwracasz uwagi na te moje jęki. Ważne, że robię, nieważne, że jęczę. Ja tak mam. Inny rodzic to już by się dawno poddał.
Czasami wciągając tę koszmarną butelkę gada sam do siebie:
- Mikołaj, nie poddawaj się, dasz radę, wytrzymasz, chcesz być lepszym kierowcą itd.

Efekty przyszły same, bez problemu kładzie mnie w walce na rękę, choć jest to walka małego chudzielca przeciwko dorosłej kobiecie.

Do przedsezonowych przygotowań oprócz basenu, butelki, codziennych ćwiczeń doszło w tym roku parę innych nowości, ale to już tajemnica między mną, zawodnikiem i trenerem. Jak zadziała, będzie super. Na pewno nie zaszkodzi.

Mimo, iż sezon się jeszcze nie rozpoczął wyszło mi, że na karting poświęcam 10 godzin tygodniowo, więc siłą rzeczy zawodnik tyle samo. Czuję się powoli wyczerpana, a przede mną jeszcze miesiąc zabawy w żandarma. Nie mogę doczekać się, kiedy wywiozę zawodnika na tor i powiem:

- Teraz trenerze to TY się męcz, ja swoje zrobiłam.

Przygotuję sobie pyszną kawę i wreszcie odetchnę. W końcu zamienię się w normalnego kibica i mamę, która na niczym się nie zna 😂.

Mikołaj Gawlikowski - karting driver

Byłam kiedyś na dziecięcym meczu piłkarskim, dokładnie tak to wyglądało - w oczach rodziców sami Lewandowscy. Czy w kart...
26/01/2021

Byłam kiedyś na dziecięcym meczu piłkarskim, dokładnie tak to wyglądało - w oczach rodziców sami Lewandowscy. Czy w kartingu jest inaczej? Niestety nie. Dalej spora część z nas rodziców znajduje się po lewej stronie obrazka. Tak sobie myślę, że dla spokoju własnego i dziecka lepiej przejść na tę prawą.

Co może dziać się w głowie dziecka, gdy rodzice ciągle podpowiadają co ma robić na boisku? 📣⛔️

A czego potrzebowałby młody zawodnik podczas rywalizacji? ⚽️💭

Graficzny skrót naszego wpisu na bloga: https://mlodyzawodnik.pl/co-sie-dzieje-w-glowie-dziecka-na-boisku-gdy-dorosli-ciagle-podpowiadaja/

Adres

Józefosław
Józefosław
05-500

Telefon

+48608583988

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dziennik kartingowej mamy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij