28/02/2021
DZIENNIK KARTINGOWEJ MAMY-CZĘŚĆ 4
"TRENER STRASZAK" (czas czytania 2 min)
Początek stycznia to czas kiedy powiedziałam „basta”! To był ten moment, kiedy postanowiłam ukrócić siedzenie na kanapie mojego dziecka i zarządziłam start przygotowań do sezonu.
Uważam, że zawodnik musi do pewnych rzeczy dojrzeć, ale w tym „dojrzewaniu” należy mu nieco pomóc. Trudno od 9 latka oczekiwać, że sam weźmie handle, zrobi brzuszki, z radością wyskoczy na basen, poćwiczy nadgarstki czyli zadba chociaż by o podstawowe przygotowanie fizyczne do sezonu kartingowego. Jak ktoś tak ma u tak młodego zawodnika, to mogę jedynie pozazdrościć. Ja niestety musiałam „zabawić” się w miłego żandarma, choć chwilami mój wewnętrznego szał podnosił się i nadal podnosi do poziomu uszu.
W chwilach kryzysowych z pomocą przychodzi mi osoba trenera, choć pewnie on sam o tym nie wie. Na szczęście jest to instancja wyższa, z którą zawodnik nie dyskutuje, przy której nie jęczy, przy której – jak sam twierdzi – musi być poważny, zebrać się w sobie i przed którą nie może być ciapciakiem. Mając świadomość jak funkcjonuje ten budowany od długiego czasu układ zawodnik – trener wykorzystuję go zawsze wtedy, kiedy muszę. Wróćmy jednak do początku stycznia, kiedy to zakomunikowałam Mikołajowi, że oprócz pływania na basenie dorzucamy codzienne wciąganie butelki przez 15 minut i tak przez 90 dni.
Usłyszałam wówczas głośne:
– Nie będę tego robił!
- A dlaczego nie? – zapytałam udając przygłupa, choć doskonale wiedziałam dlaczego nie.
- Bo to bardzo boli- odpowiedział.
Zaczęłam wówczas tłumaczyć, że przecież musi ćwiczyć ręce, że w zeszłym roku zadziałało i czas zabrać się do roboty. Moje argumenty niestety nie padały na podatny grunt. Opór materii rósł wprost proporcjonalnie do długości naszej dyskusji. Kiedy wydawało się już, że polegnę, postanowiłam na negocjacyjny stół wyciągnąć najmocniejszą kartę.
- Dzwoń do trenera, masz numer telefonu, więc dzwoń – odpaliłam z poważną miną.
- A po co? – zapytał, choć wyraz twarzy zawodnika wyraźnie wskazywał na to, że zna już odpowiedź.
- Jak to po co? Powiedz prawdę, że nie zamierasz nic robić, nie będziesz wciągał butelki, bo ci się nie chce - rzekłam.
- Nie zadzwonię - odpalił
- Dlaczego?
- Będzie mi gderał godzinę, potem mnie ochrzani, to ja już wolę robić bez tego jego gadania.
Nie zadzwonił. W tamtej chwili trener stał się straszakiem bez własnego udziału. Wyciągnięty z rękawa As zadziałał, buteleczka poszła w ruch. Wśród codziennych jęków, ciągłego NIE, nie wytrzymam, ale boli, mozolnie odliczałam 15 minut. Po miesiącu doczekałam się pierwszej nagrody.
- Mama, dobrze, że ty nie zwracasz uwagi na te moje jęki. Ważne, że robię, nieważne, że jęczę. Ja tak mam. Inny rodzic to już by się dawno poddał.
Czasami wciągając tę koszmarną butelkę gada sam do siebie:
- Mikołaj, nie poddawaj się, dasz radę, wytrzymasz, chcesz być lepszym kierowcą itd.
Efekty przyszły same, bez problemu kładzie mnie w walce na rękę, choć jest to walka małego chudzielca przeciwko dorosłej kobiecie.
Do przedsezonowych przygotowań oprócz basenu, butelki, codziennych ćwiczeń doszło w tym roku parę innych nowości, ale to już tajemnica między mną, zawodnikiem i trenerem. Jak zadziała, będzie super. Na pewno nie zaszkodzi.
Mimo, iż sezon się jeszcze nie rozpoczął wyszło mi, że na karting poświęcam 10 godzin tygodniowo, więc siłą rzeczy zawodnik tyle samo. Czuję się powoli wyczerpana, a przede mną jeszcze miesiąc zabawy w żandarma. Nie mogę doczekać się, kiedy wywiozę zawodnika na tor i powiem:
- Teraz trenerze to TY się męcz, ja swoje zrobiłam.
Przygotuję sobie pyszną kawę i wreszcie odetchnę. W końcu zamienię się w normalnego kibica i mamę, która na niczym się nie zna 😂.
Mikołaj Gawlikowski - karting driver