Biega nas dwóch - ja i mój brzuch

Biega nas dwóch - ja i mój brzuch Biegać każdy może. No, chyba że jednak nie może ;) Ale jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych, to może warto spróbować? Spróbuj i Ty :) To nie jest sklep.

Mi nie zaszkodziło - wręcz przeciwnie, na pewno na tym zyskałem. Nie ma tu tekstów sponsorowanych. Jeśli coś polecam, to dlatego, że sam tego spróbowałem i uznałem za godne polecenia. Nikogo do niczego nie namawiam - wyrażam tylko swoje zdanie. Ta strona ma charakter kroniki moich aktywności sportowych, nie wiem czy mieści się w definicji bloga ;)

Historia znów zatoczyła koło - po tym jak udało mi się schudnąć ok. 40 kg, wszystkie te kilogramy znowu wróciły. Trwało ...
06/05/2024

Historia znów zatoczyła koło - po tym jak udało mi się schudnąć ok. 40 kg, wszystkie te kilogramy znowu wróciły. Trwało to jakieś 7 lat (względem 2 lat chudnięcia), ale postępowało nieubłaganie. I tym oto sposobem coraz bardziej przypominam kulę, czyli bryłę idealną 😉

W międzyczasie podejmowałem kilka prób powstrzymania tego procesu, ale efekt był zupełnie odwrotny. Nie zawsze wszystko zależało ode mnie, bo misterny plan zepsuło m.in. dwukrotne skręcenie stawu skokowego (lewy w trakcie biegania, prawy - idąc po prostej drodze...), ale nie zamierzam szukać usprawiedliwień. Bo gdyby w tych okresach lepiej się kontrolować i nie obżerać, to kilogramy mogłoby wracać wolniej, a mi byłoby łatwiej wrócić do aktywności. Jak już kiedyś pisałem - nigdy nie rozumiałem biegania dla samego biegania. Ale kiedy zacząłem truchtać (bo moje tempo to raczej trucht niż bieg), to coraz bardziej się wkręcałem - główną motywacją była redukcja wagi, ale były też zachęcające efekty uboczne. W trakcie biegu można rozładować stres, organizm wytwarza serotoninę i dopaminę, co sprawiało, że pomimo fizycznego zmęczenia byłem mniej zmęczony psychicznie. A kiedy nie mogłem biegać z powodu kontuzji to na serio patrzyłem z zazdrością na biegaczy 😉 Szkoda tylko, że kiedy już mogłem biegać, to do tego nie wróciłem...

Świadomość, że już po pierwszych kilometrach wyglądam jakbym biegł co najmniej od wczoraj, nie wpływa szczególnie motywująco. Wstyd wynikający z tego jak wyglądam (nie tylko w czasie biegania) też działa deprymująco, ale można próbować przekształcić go w motywator - skoro tak źle się czuję ze swoim wyglądem, to może czas znowu coś z tym zrobić. Tym bardziej kiedy ma się dla kogo dbać o zdrowie, a przy takiej otyłości jak moja, mój organizm ma o wiele trudniej funkcjonować i jego faktyczny wiek jest zupełnie inny niż wskazuje PESEL.

A że lubię iść pod prąd, to kiedy będzie lepszy dzień na nowy początek niż w Międzynarodowym Dniu Bez Diety? 😄 Za mniej więcej 3 miesiące mam urlop, przeprowadzę więc 3-miesięczny eksperyment. Pewnie że łatwiej się wstydzić przez dwa tygodnie niż męczyć przez cały rok, ale... Nie, czas na zmianę.

Na początek trzeba będzie wyeliminować nadmiar cukru, czyli próbujemy pozbywać się słodyczy. Nie w 100%, ale maksymalnie jak to możliwe - dopuszczam zjedzenie kawałka ciasta jeśli jest jakaś ważna okazja (niepokrojonego ciasta nie liczymy jako jednego kawałka 😉). Podejrzewam, że łatwiej mi będzie wyeliminować słodycze niż colę zero. Może to jeszcze nie uzależnienie, ale jest jej zdecydowanie zbyt dużo. A przecież napoje typu "zero cukru" może nie dostarczają kalorii, ale szkodzą w inny sposób (pomijając szkodliwość słodzików), bo zaburzają poziom cukru we krwi i wzmagają obżarstwo i finalnie zwiększają zmęczenie (mózg czując słodycz spodziewa się zastrzyku energii, a gdy go nie dostaje zwiększa łaknienie).

Nie zamierzam się głodzić, ale muszę uważniej przyglądać się temu co jem i jeść rozsądnie. Jak najmniej rzeczy bardzo przetworzonych, bardziej zróżnicować zjadane produkty. Trudno, trzeba się będzie przemęczyć (znowu....), ale z czasem da się to jakoś wypracować.

Fajnie byłoby uregulować rytm dnia i posiłków, a już najlepiej gdybym dał radę wprowadzić okno żywieniowe i stosował post przerywany (intermittent fasting).

Muszę też oczywiście dorzucić aktywność fizyczną. Nie będzie łatwo, bo nawet codzienne czynności czasem sprawiają trudność, ale rozłożenie rąk i poddanie się nie jest opcją. Już nie.

Nie wiem który to już raz biorę się za siebie, ale cieszyłbym się, gdyby było to skuteczne podejście 😉 Trzymajcie kciuki 🙂

PS. Międzynarodowy Dzień Bez Diety nie służy promowaniu nieodpowiednich nawyków żywieniowych czy objadania się bez opamiętania. Służy on akceptacji własnego ciała i przeciwdziałaniu społecznej presji odchudzania. Ja swojego ciała w obecnej formie zdecydowanie nie akceptuję i dlatego kolejny raz będę próbował je zmienić - byłem już bardzo blisko celu, może ponownie się uda. Choć teraz pewnie potrwa to dłużej i będzie trudniejsze, bo jestem prawie 10 lat starszy. Ale potrzebuję tego. Nie odrzucam trendu body positive, ale uważam, że trzeba być z nim ostrożnym - żeby z jednej skrajności (body shaming i presja na odchudzanie niejednokrotnie prowadzące do depresji i zaburzeń odżywniania) nie przejść do zupełnie przeciwnej. Popieram akceptowanie siebie, ale nie promowanie otyłości. Otyłość jest chorobą, na którą cierpi coraz więcej ludzi - widać to gołym okiem. Jej przyczyny mogą być bardzo różne - człowiek otyły nie zawsze jest obżartuchem, a zwykle tak jest postrzegany. Otyłość może być objawem innej choroby. Nie piętnujmy otyłych. I co równie istotne - nie deprymujmy otyłych w ich próbach schudnięcia. Uwierzcie mi - samo zebranie się w sobie i ruszenie tyłka z wygodnej kanapy kosztuje bardzo wiele. Dlatego gdy zobaczycie kogoś otyłego (lub tylko z nadwagą) wylewającego siódme (a może raczej siedemdziesiąte) poty, pomyślcie o tym jak wiele go kosztowało pokazanie się ludziom w takim stanie. Wiem że wyglądam tragicznie kiedy staram się biegać, jeżdżąc na rowerze wcale nie wyglądam dużo korzystniej, co jest dodatkowo spotęgowane obcisłą odzieżą sportową. Widząc kogoś zmęczonego na trasie biegu czy jadącego rowerem dajcie kciuka w górę zamiast kpiącego uśmieszku 😉

Pierwsza wycieczka rowerowa Helki 😊 Staśka w sumie też, ale on był gotowy już wcześniej - czekaliśmy aż Hela nabierze pe...
13/06/2022

Pierwsza wycieczka rowerowa Helki 😊 Staśka w sumie też, ale on był gotowy już wcześniej - czekaliśmy aż Hela nabierze pewności jazdy na tyle, żeby wyjechać poza naszą ulicę. Mimo że miała najmniejsze kółka (16) i musiała najwięcej nakręcić się pedałami, to jednak radziła sobie bardzo dzielnie i co jakiś czas nawet włączała "tryb turbo" 😃 Zrobiliśmy sobie rundkę (głównie) po ścieżkach rowerowych w naszej okolicy, dostosowując prędkość do Heli - na szczęście bardzo podobało się obojgu i są chętni na kolejne wycieczki. Jak tylko dorośnie do większego roweru zwiększą się nam możliwości, a wycieczki nie będą wymagały aż takiego wysiłku w dotrzymywaniu "kroku" reszcie rodzinki z większymi kołami. Nam też będzie łatwiej, bo jazda powoli wcale nie jest taka prosta jak by się mogło wydawać 😄

Brakuje mi aktywności, ruchu, ale od pewnego czasu kompletnie nie znajduję na to czasu 😞 Złamanie palca u stopy w kwietniu i odnowienie tej kontuzji jakieś 3 tygodnie później wcale w tym nie pomogło 😆 Może chociaż na rowerach uda się czasem pojeździć.

01/02/2022

Hmm... luty jest najkrótszym miesiącem, więc najlepszym do wyzwań typu "przez cały miesiąc nie będę..." 😁. Ok, spróbuję. Niech luty będzie dla mnie miesiącem bez słodyczy i kalorycznych napojów (tych ze słodzikami też postaram się unikać). Jeśli pójdzie dobrze, to może uda się przeciągnąć to wyzwanie na Wielki Post i wytrwać do Wielkanocy. Ale żeby się nie zniechęcić za szybko, dam sobie małą dyspensę w lutym - dwa razy mogę zjeść coś zabronionego (jakiś walentynkowy deser i coś w Tłusty Czwartek). Potem w Wielkim Poście już bez odpuszczania.

Start 😁 (od rana jakoś wytrwałem 🤣)

Tak wygląda pakiet startowy 16 Biegu "Policz się z cukrzycą". Medal za udział w biegu jest bardzo fajny - wiele szczegół...
30/01/2022

Tak wygląda pakiet startowy 16 Biegu "Policz się z cukrzycą". Medal za udział w biegu jest bardzo fajny - wiele szczegółów, widać że poświęcono mu sporo uwagi. Komin z logo biegu i sponsora - bardzo barwny, bezszwowy, cienki (taki w sam raz - robi swoją robotę). Przydaje się, bo na bieganie czy kijki wychodzę z kominem na twarzy - raz, że ze względu na covida, a dwa, żeby nie nałykać się za dużo zimnego powietrza kiedy dyszę ze zmęczenia 😆 A do tego oczywiście pamiątkowa koszulka biegowa - oczywiście jaskrawa, jak należy (bądź widoczny!). I numer startowy: 1992 🙂Zapomniałbym - jeszcze coś od sponsora na regenerację po aktywności, mus w saszetce.

Rok temu biegałem w śniegu, żeby zaliczyć 5 km dla WOŚP - był to 15 Bieg Policz się z cukrzycą. W tym roku też uczestnic...
29/01/2022

Rok temu biegałem w śniegu, żeby zaliczyć 5 km dla WOŚP - był to 15 Bieg Policz się z cukrzycą. W tym roku też uczestniczyłem i dorzuciłem swoje 5 km dla WOŚP w 16 Biegu, ale tym razem w formie nordic walkingu. To moja pierwsza taka aktywność od sierpniowej kontuzji. Tak wygląda zadowolony grubas po przejściu 5 km dziarskim krokiem - autoportret 😅 Zmęczyłem się bardziej niż powinienem (sam jestem sobie winien, nie pilnowałem się jak należy przez ostatnie miesiące), warunki kiepskie (śnieg z deszczem), ale wróciłem zadowolony. Liczę, że będę coraz częściej wychodził i coraz częściej będę ćwiczył w domu (przeprosiłem się z orbitrekiem, teraz jeszcze trzeba przeprosić się z wioślarzem). Pierwsze kroki zrobione, teraz trzeba znaleźć silną wolę, aby zrobić kolejne - iść dalej, a nie znów się zatrzymać, czy cofnąć jeszcze bardziej. Wiążę spore nadzieje z lutym - oby na planach się nie skończyło. Trzymam kciuki, bo trzeba się pozbyć sadła, które narosło w okresie bezczynności.

Zmoknięty, miejscami zmarznięty (grubym wcale nie jest cieplej - najzimniejsze po powrocie są te części ciała z największą ilością tłuszczu), ale usatysfakcjonowany. Po wyjściu na trasę tradycyjnie "założyłem o jedną warstwę za mało", a pod koniec "założyłem o jedną warstwę za dużo". Na kije trudniej mi ubrać się odpowiednio niż na bieganie - przy bieganiu szybciej się rozgrzewam i chłód nie jest tak uciążliwy jak w trakcie nordic walkingu. Jestem raczej leniwy, ale brakuje mi ruchu, aktywności. I nawet udało mi się zmieścić w jakieś ciuchy biegowe 😁 Ale wstyd pokazać się w tych obcisłych ciuchach, jeszcze bardziej niż wcześniej, bo teraz jestem grubszy niż kiedykolwiek gdy biegałem. Możliwe, że wstyd jest jednym z powodów, dla których na chodnikach i ścieżkach widzi się głównie szczupłych biegaczy - ja wstydzę się swojego wyglądu nawet przed sobą, więc nie jest mi łatwo wyjść i pokazać się tak innym (nawet mimo tego, że przeważnie mam wywalone na to co inni o mnie myślą, zwłaszcza obcy). Dlatego tak jak podziwiam szczupłych biegaczy za formę i samozaparcie, tak jeszcze bardziej podziwiam tych grubszych biegaczy - za odwagę, za walkę o siebie. Bo nie dla wszystkich ważny jest dystans, czas, życiówki (choć to silne motywatory) - dla niektórych ważne jest już to, że w ogóle ruszyli się z domu. Dla niektórych każdy bieg czy spacer jest cennym zwycięstwem - niezależnie od tego jak wolny i krótki był. Warto nauczyć się czerpać radość nawet z malutkich sukcesów - one mogą doprowadzić do dużo większych osiągnięć.

Jakość zdjęć słaba, wiem - jakby robione kalkulatorem 😂Ale ciężko się robi dobre zdjęcia jedną ręką tym telefonem.

Dawno nic tu nie wrzucałem i pewnie jeszcze długo nic nie zamieszczę - zawieszam publikacje na blogu do odwołania. Ten r...
17/08/2021

Dawno nic tu nie wrzucałem i pewnie jeszcze długo nic nie zamieszczę - zawieszam publikacje na blogu do odwołania.

Ten rok jest kiepski. Miałem bardzo duże problemy z motywacją - zawsze znalazł się jakiś powód, żeby nie biegać, zupełnie inaczej niż choćby rok temu i bez porównania do tego co było dwa lata temu. Słomiany zapał. Na początku bieganie utrudniała konieczność zasłaniania twarzy (z wyjątkiem terenów zielonych), więc forma praktycznie zdechła, bo aktywności było mało. Kiedy można było biegać bez masek, było już ze mną tak kiepsko, że moje "bieganie" zazwyczaj kończyło się solidną zadyszką po dystansie 3 km, dramat... Biegało się łatwiej niż w masce, ale braki kondycyjne były wyraźne. W końcu udało mi się zmobilizować, zaplanowałem treningi, chciałem wziąć udział w kilku biegach wirtualnych, a także w normalnym biegu w Żyrardowie pod koniec wakacji. Były plany, był zapał - lato miało być aktywne, miałem nadrabiać zaległości. No cóż... Przez praktycznie cały lipiec chorowałem i moje aktywności ograniczały się właściwie wyłącznie do spacerów. A kiedy w końcu uporałem się z chorobami, przyszła kontuzja. W pierwszym dniu urlopu skręciłem staw skokowy i wszystkie plany legły w gruzach, z rodzinnym urlopem na czele. Oprócz udziału w biegach miałem też trochę bardziej odległe plany - trenować, żeby być w stanie przebiec dystans półmaratonu przed 40-tymi urodzinami w przyszłym roku, a przy okazji zrzucić wszystkie kilogramy (albo chociaż dużą część), które wróciły w czasie pandemii. Raczej nic z tego.

Załączone aktywności z ostatnich 2 miesięcy, od ostatniego wpisu ok. 10 czerwca - mizernie to wygląda.

08/06-10/06/2021Jak na razie z aktywnością w tym tygodniu nie jest źle 😁 Co prawda w poniedziałek mi się nie udało, bo w...
10/06/2021

08/06-10/06/2021

Jak na razie z aktywnością w tym tygodniu nie jest źle 😁 Co prawda w poniedziałek mi się nie udało, bo wieczorem byłem już tak zmęczony, że sam zasypiałem na krześle czytając bajkę na dobranoc maluchom, ale już od wtorku mam aktywność codziennie.

We wtorek było wieczorne bieganie, nadal 3 km - wolniej niż poprzednio, niestety. Jednak nadal hołduję zasadzie, że nieważne jaki dystans i jak szybko, bo to i tak dalej i szybciej niż na kanapie - ważne że udało się wyjść na "trening", bo już samo wyjście jest pewnego rodzaju sukcesem.

Środa - pobudka raniutko i na rower! Trzeba było tak to zaplanować, żeby zdążyć wrócić na 08:30 do roboty. Dystans jak na początek całkiem niezły, aczkolwiek prędkość nie oszałamia (średnio 19 km/h) i miejscami było ciężko. Roboty drogowe trochę utrudniały, ale to nie usprawiedliwienie.

Czwartek rano - śmigam do sklepu zaraz po otwarciu, a potem na bieganie, póki dzieciaki śpią (syn chory, nie chodzą więc do przedszkola - córka ogłosiła strajk i też nie chce chodzić, skoro brat nie chodzi). Znowu krótko (3 km), ale trochę szybciej niż ostatnio. Dam radę, tylko muszę utrzymać względną regularność. I pamiętać żeby wieczorem wziąć proszki na alergię, bo inaczej rano się zakicham i zasmarkam w trakcie biegania czy jazdy 😂 Czy to już doping?

29/05-31/05/2021Odkurzyliśmy rowery i zrobiliśmy pierwszą rodzinną przejażdżkę w tym roku. Maluchy już od dawna tłuką ki...
10/06/2021

29/05-31/05/2021

Odkurzyliśmy rowery i zrobiliśmy pierwszą rodzinną przejażdżkę w tym roku. Maluchy już od dawna tłuką kilometry na swoich rowerkach (głównie po podwórku, ale zasuwają ostro), ale tym razem w fotelikach. Powolutku, ale fajnie.

Udało mi się też w końcu wyjść na bieganie - chyba pierwszy raz odkąd przestały obowiązywać maseczki. Aż mi wstyd że zajęło mi to tak długo - generalnie to moja wina, bo główna przyczyna to lenistwo i brak chęci, a tylko w mniejszym stopniu brak czasu i obolałe żebra. Teraz jeśli mam zadyszkę, to nie dlatego że nie mogę oddychać przez maskę (masakra była), ale dlatego, że po prostu jestem bez formy i za ciężki (niestety, przespałem sezon zimowy i obrosłem sadłem... mogłem robić więcej cardio w domu, ale cóż - teraz mam efekty). Ale powiem szczerze, że liczyłem na większą poprawę wydolności i lepsze czasy po zdjęciu maseczki - niestety zależy to nie tylko od tego (wiadomo, raz lepiej, raz gorzej - zależnie od bieżącej dyspozycji i kondycji). Na razie tylko krótki dystans, 3 km, ale muszę wrócić do biegania 10 km najszybciej jak to będzie możliwe.

10/06/2021

Blisko miesiąc bez poważniejszej aktywności. Masakra! W zasadzie jedyną aktywnością, poza ogólnymi pracami w ogrodzie, na podwórku i na działce (zaprzyjaźniam się z kosą spalinową) były jakieś niewielkie spacery. Dopiero pod koniec maja złapaliśmy trochę wolnego czasu i udało się ruszyć cztery litery nie tylko do roboty. Chrześniak żony miał komunię, wyruszyliśmy więc całą rodzinką w okolice Krakowa, a że udało nam się wziąć urlop w tym samym czasie, to i trochę pozwiedzaliśmy z maluchami. Szwagier był naszym przewodnikiem, prowadził lepiej niż GPS 😁 Bez takiej pomocy nie wiem czy bym sobie poradził w Krakowie, bo jestem kierowcą wybitnie małomiasteczkowym (lubię jak jest jeden pas itd. 😂). Ale muszę powiedzieć, że kierowcy w Krakowie bardzo mocno pozytywnie mnie zaskoczyli - pełna kulturka na drodze, nie ma problemu żeby ktoś kogoś wpuścił/przepuścił. Nie wiem czy chociaż raz słyszałem klakson!

Ale do brzegu 😁 Z racji, że nasze maluchy choć dzielne, to jednak jeszcze brzdące (6 i 4 lata), więc też trzeba było aktywności do nich dopasować. I trzeba powiedzieć, że świetnie sobie poradziły. Wiadomo, że im bliżej gór, tym większa szansa, że nawet z górki jest pod górkę 😉 Pierwszym wyzwaniem było krakowskie ZOO - żeby się tam dostać trzeba albo wjechać na górę samochodem i znaleźć miejsce parkingowe (których jest b. mało), wjechać autobusem albo wejść z buta. Tak tak, ZOO jest na wzniesieniu - dla takich nizinnych ludzi jak my całkiem stromym i wysokim 😄 Kto był, ten zrozumie. Na wejściu i zejściu maluchy marudziły mniej niż w samym ZOO (wiadomo jak to jest jak się dziecko nastawi na zobaczenie konkretnego zwierzęcia, a ono nie jest od razu przy bramie 😂). Potem jeszcze pochodziliśmy trochę pod Wawelem, dzieciaki zobaczyły Smoka Wawelskiego. Następnego dnia było zwiedzanie Muzeum Lotnictwa Polskiego, więc znowu trochę chodzenia. A na koniec jeszcze (3 dzień aktywności) spacerowanie w Ojcowskim Parku Narodowym - wejście pod górkę do Zamku na Pieskowej Skale plus Maczuga Herkulesa (tu też bez większego marudzenia). Do tego wszystkiego dorzucaliśmy jeszcze spacery w okolicy domu szwagra (falistej oczywiście 😁) i wychodziło nam jakieś 10 tys dorosłych kroków dziennie, co w przeliczeniu na kroki dziecięce daje dużo więcej. Tak więc urlop udało się spędzić nawet aktywnie 😁

Urlop z Iwona Sikorska.
Dzięki Soch Sławomir za gościnę i oprowadzanie!

27-29/04/2021Urlop dobiega końca, na szczęście pogoda cały czas dopisuje. Córka już ma dość spacerów, wczoraj wracając d...
29/04/2021

27-29/04/2021

Urlop dobiega końca, na szczęście pogoda cały czas dopisuje. Córka już ma dość spacerów, wczoraj wracając do domu stwierdziła, że dziś powinniśmy wyjść tylko na podwórko 😂 Za to syn pewnie by poszedł - dzielnie zasuwa na spacerach, oczywiście najchętniej nas prowadzi (co jakiś czas słychać "Za mną!"). Ale dziś i ja chętnie zostanę na podwórku, bo bladym świtem ruszyłem na kije i pykło prawie 11 km, jak do tej pory mój najdłuższy dystans z kijami. Okazuje się, że wcale nie jest łatwo zrobić taki dystans w okolicy bez kręcenia się w kółko 😉 Ja to chyba jakiś drętwy jestem jeśli chodzi o tą dyscyplinę - ciągle mam problem z utrzymaniem tego długiego sprężystego kroku, podświadomie przechodzę na szybki i drobny krok, orientuję się dopiero po jakimś czasie. Muszę też popracować nad samymi kijkami, chyba nadal robię coś nie tak. Ale nie zniechęcam się - będzie kontynuacja.

Wczoraj było też małe popołudniowe bieganie, ale tylko 3 km - znów ta wredna maska... No i w nogach było już jakieś 17 km spacerów od niedzieli 😄 Ale podobno od 15 maja, jeśli wskaźnik zachorowań będzie odpowiednio niski, mają zdjąć nakaz noszenia maseczek - nie będzie już usprawiedliwienia dla słabych wyników i krótkich dystansów 😁 A wczoraj pomimo maski nie było wcale tak źle - owszem, zdyszałem się strasznie, ale czas był całkiem całkiem nieźle (ostatnio miałem osiągi w okolicach 7 minut na km, a teraz wyszło 6:31).

25-26/04/2021Pogoda sprzyja więc ruszamy się poza podwórko. Wczoraj całą rodzinką wybraliśmy się na poranny spacer, żeby...
26/04/2021

25-26/04/2021

Pogoda sprzyja więc ruszamy się poza podwórko. Wczoraj całą rodzinką wybraliśmy się na poranny spacer, żeby może trochę zmęczyć dzieciaki przed resztą dnia. Taa, jasne - niespożyte rezerwy gdzieś zawsze zachomikują. 5 km, a oni i tak mieli siły na później.

Załapałem się jeszcze na popołudniowe słonko (choć wiele wskazywało na to, że pogoda się zepsuje) i trochę pobiegałem (o ile można to tak nazwać 🤣). Trasa typu "w te i nazad", podzielona specjalnie na dwa etapy dla łatwiejszego porównania - z ciekawości. Wyszło na to, że etap "w te" był nieco wolniejszy, 29 sekund różnicy na dystansie 1,5 km. "Nazad" było szybciej, może dlatego że jest minimalnie z górki na pewnym odcinku - raczej nieodczuwalnie, ale widać to, więc może jakiś efekt placebo zadziałał. Byłem zaskoczony, bo przez maskę na twarzy już po tym pierwszym odcinku byłem mocno zziajany i zdyszany - nie da się w tym jakoś znośnie oddychać.
Mam teraz 4 dni urlopu, więc staram się jak najwięcej czasu spędzać z maluchami na powietrzu - dziś daliśmy Iwonie popracować w spokoju w domu i ruszyliśmy na kolejny spacer, a potem na podwórko.

Może uda się jeszcze jakieś aktywności dorzucić na urlopie, teoretycznie pogoda ma sprzyjać do piątku. Byłoby fajnie gdyby choć raz udało się ruszyć na kije i raz na bieganie, może tym razem na 5 km.

19-20/04/2021W poniedziałek były kije, we wtorek małe bieganie. Korzystałem, bo pogoda póki co sprzyja aktywności. Oczyw...
21/04/2021

19-20/04/2021

W poniedziałek były kije, we wtorek małe bieganie. Korzystałem, bo pogoda póki co sprzyja aktywności. Oczywiście na bieganie ubrałem się za ciepło, za rzadko biegam i źle oceniłem warunki.

Na kijach bez problemu, tylko wieczorem jest trochę mało czasu - zaczynam zwykle po 21, chodzę ok. godziny, żeby po powrocie mieć jeszcze na cokolwiek czas.

Bieganie nawet nie najgorzej, biorąc pod uwagę, że oddychanie przez maskę podczas biegu to jakaś masakra. Ale co dziwne, pomimo maski natlenienie krwi po powrocie miałem niemalże w normie. Krótki dystans, bo nie ma co szaleć. Sprawdzałem też inne buty, a tego lepiej nie robić na dłuższej trasie, żeby nie wracać z daleka bez butów, gdyby coś poszło nie tak. Póki co bardziej pasują mi te, w których biegałem dotychczas (Reebok Lite), ale do tych też pewnie przywyknę (Adidas Runfalcon). No i te są czerwone, więc szybsze 🤣

Adres

Grodzisk Mazowiecki

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Biega nas dwóch - ja i mój brzuch umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij