18/06/2026
Długo wyczekiwany maraton 24H na Łowisko Tarnowski Sad - okazja aby się solidnie wyłowić. Do tego parowy - dodatkowe emocje, ale i zobowiązanie wobec drużyny. W efekcie wystartowałem lekko zestresowany. Łowiąc w pojedynkę można popłynąć i nic się nie stanie, ale w drużynie to zawsze chce się włożyć w wynik możliwie jak najwięcej.
Do pierwszego ważenia radziliśmy sobie z Przemem przyzwoicie, nie zabrakło błędów - straconych dużych ryb. Szczególnie boli okaz holowany przez prawie godzinę, a którego finalnie nawet nie zobaczyliśmy, bo na delikatnym zestawie nie udało się go oderwać od dna.
Po kilku godzinach nadchodziła burza i kolejna gruba akcja: hol następnego kabanosa, mniejszego tym razem, ale również dał popalić i tutaj daliśmy popis parowej współpracy - Przemo trzymał parasol, żeby nie odleciał razem z klamotami z silnym wiatrem, a jak spod tego parasola próbowałem zmęczyć rybę, która w tych warunkach dostawała jakiejś szajby we wodzie i nie dawała się podprowadzić pod podbierak. I znów ryba wygrała, a przypon strzelił.
Trudno. Przerwa kolacyjna była idealna na ochłonięcie z emocji, wepchnięcie czegoś w żołądek ściśnięty emocjami i chwilę relaksu.
Po przerwie wiedzieliśmy, że przez stracone ryby jesteśmy dalej w sektorze, ale wierzyliśmy, że czołówka jest w zasięgu. Trochę poprawek w zestawach i stopniowo odławialiśmy przez noc karasie oraz pojedyncze karpie. W nocy krótka drzemka z wędką na kolanie pozwoliła lekko zregenerować siły i utrzymać koncentrację od świtu do końca. A w tym okresie łowiliśmy już regularnie duże karasie oraz dołowiliśmy kilka fajnych karpi. Tym razem już bez strat - wszystkie karpie wyjeżdżały.
Ważenie i niewiadoma do samego końca, bo z oszacowaniem wagi siatek przy tym zmęczeniu było trudniej. Finalnie i do nas dotarła waga i JEST! Z niedużą przewagą zajęliśmy 1 miejsce w sektorze oraz 5 w klasyfikacji generalnej na 36 startujących par!
Dziękuję Przmowi za wspólną walkę, dopracowywanie strategii i wspieranie się we wszystkich przygodach, które się nam trafiły przez pogodę po duże ryby.
Dziękuję również organizatorom Krzychowi, Robertowi, wspierającym nas Kasi, Natalii, Karolowi oraz wszystkim pozostałym sędziom.
No i dziękuję za walkę wszystkim z naszego sektora - wyrównana rywalizacja do samego końca daje zawsze najwięcej emocji.
Oraz gratulacje dla wszystkich startujących - kto był ten wie, że pogoda nasz nie szczędziła, no ale takie zawody to nie rurki z kremem - twardym trza być.
Pozdrowienia i do kolejnego spotkania w równie miłej atmosferze.
Piona!
Feeder Team Tarnowski Sad
Solbaits