26/04/2026
Co to był za weekend
25–26 kwietnia 2026 razem z Curry i Jordan wzięłyśmy udział w naprawdę szalonym — jak na mój wiek — weekendzie.
Było intensywnie, momentami bardzo wymagająco, ale jednocześnie był to fantastycznie spędzony czas i niezwykłe doświadczenie.
👉 Pierwszy dzień rozpoczęłyśmy od porannych zajęć z ratownictwa medycznego, czyli pierwszej pomocy człowiekowi.
👉 Potem krótka przerwa i 2 godziny krav magi z dużym naciskiem na praktyczną samoobronę.
👉 Po pysznym obiedzie czekał nas kolejny fascynujący wykład — tropienie SAR, czyli techniki tropienia ludzi, odczytywanie śladów i poruszanie się po śladzie, prowadzone przez Tomasza Kamyka z K2 Tropienie Bojowe.
Były podoficer, żołnierz Wojska Polskiego, instruktor tropienia bojowego — a przy tym człowiek z ogromnym spokojem, doświadczeniem i pasją. Naprawdę rzadko ktoś robi na mnie aż takie wrażenie.
👉 Po krótkiej przerwie spakowaliśmy się i ruszyliśmy na marszobieg z 4 stacjami zadaniowymi. Zostaliśmy podzieleni na 3 zespoły.
Pierwsze zadanie: detekcja i odnalezienie zapachu, dzięki któremu mogłyśmy zdobyć mapę.
Tutaj świetnie spisała się Curry, która naprawdę szybko zlokalizowała zapach. Zdjęcie mapy zrobione i ruszamy dalej.
👉 Po około 40 minutach marszu dotarłyśmy do kolejnej stacji — „Rękaw”.
Zostałyśmy napadnięte przez zbira i trzeba było się bronić z pomocą psa. Curry nigdy wcześniej nie była uczona chwytania rękawa, ale poradziła sobie zaskakująco dobrze. Ruda zawziętość zrobiła swoje — zostałyśmy ocalone.
👉 Kolejny punkt to znowu detekcja i szukanie zapachu, żeby zdobyć kolejną mapę. Poszło jak z płatka.
👉 Dalej maszerowałyśmy już po ciemku do punktu, na którym trzeba było udzielić pierwszej pomocy poszkodowanym. Ponieważ do bazy zostało nam jeszcze około 9 km, postanowiłam nie przeciążać Jordan, która ma już 13 lat. Wsiadła do samochodu i pojechała odpoczywać do hotelu.
👉 Na ostatnim punkcie musiałyśmy jeszcze zidentyfikować ślad na drodze i określić, w którą stronę udał się poszukiwany. Na zegarkach było już po 23:00, a przed nami wciąż ostatni odcinek przez ciemny las. Niestety dostałyśmy błędną wskazówkę i dołożyłyśmy sobie jeszcze 40 minut drogi.
🤣 Około 1:00 w nocy dotarłyśmy do bazy, mając w nogach łącznie około 18 km.
🐾 Było warto.
Ale to jeszcze nie był koniec.
W niedzielę rano po śniadaniu czekał nas kolejny panel szkoleniowy — tym razem pierwsza pomoc psom, zarówno teoria, jak i praktyka. I już teraz mogę powiedzieć, że będę chciała przygotować takie szkolenie także dla Was, bo uważam, że takie rzeczy powinno się powtarzać przynajmniej raz w roku a ostatnie w Psioku mieliśmy 3 lata temu. Tę wiedzę naprawdę łatwo zapomnieć, a może kiedyś okazać się bezcenna.
❤️ Dziękuję za ten ekscytujący weekend THOR Working Dogs - TWD Group, „K2 Tropienie Bojowe”, wszystkim prowadzącym i uczestnikom.