28/12/2025
No dobra, czas na grubszy wpis.
Bo mam wrażenie, że właśnie po to tu się zagląda. Cisza z mojej strony nie znaczy, że nie mam zdania. Nie zapomniałam o temacie.
Po prostu czasem trzeba się zagotować, żeby wylać to wszystko na klawiaturę.
Pamiętam czasy i nie, to nie było za Piasta, tylko całkiem niedawno, kiedy wybierając psa rasowego człowiek patrzył na coś więcej niż kolor łat i czy ma “instagramowe” uszy. Kiedy nikt nie udawał, że charakter to taki gratis, a psychika się “jakoś ułoży”.
Pies miał być JAKIŚ.
Miał pewne… hm, ciągoty? Zdolności? Był do czegoś stworzony.
Miał historię, miał temperament i żadna ze stron się nie wstydziła, że rasa nie powstała tylko po to, żeby ładnie wyglądać na kanapie.
A teraz chce mi się ironicznie przybić piątkę całej tej kynologicznej bandzie.
Serio, szacunek.
Tak skutecznie i skrupulatnie spieprzyć dorobek setek lat… To też trzeba umieć 🙃
Bo dzisiaj jest tylko jedno: pies musi wyglądać. Linie idealne? Kątowanie jak z podręcznika? Głowa wzorcowa?
Cudownie.
Reszta? Temat niewygodny, najlepiej przemilczeć.
Charakter, psychika, stabilność?
Nie psujmy przecież narracji.
Jeśli pies się boi da się to przecież naciągnąć, przykryć trochę “rutyną”, trochę kontrolą, trochę “on już tak ma”.
Byle na ringu nie odwalił wiochy.
Byle dobrze wyglądało na fejsie.
Byle sędzia się nie przyczepił.
A potem na scenę wchodzą trenerzy i behawioryści.
Cali na biało, oczywiście.
Mają szybkie patenty na wszystko.
Wygaszaj.
Wygaszaj.
Wygaszaj wszystko.
Popędy? Instynkty? Zachowania typowe dla rasy?
Nieee, to teraz “problemy behawioralne”, "zachowania niepożądane".
Pies pasterski, który coś kontroluje?
Kłopot.
Pies myśliwski, który przejawia mocny instynkt?
Kłopot.
Pies “obronny”, który coś zasygnalizował?
Kłopot razy dziesięć.
No bez jaj.
Co tu się odpi....
Uderzyliście się wszyscy zbiorowo mocno w głowę, czy co?
Zamiast uczyć ludzi, z czym się wiąże dana rasa, uczymy, jak zrobić z psa taką ładną, milczącą foremkę.
Grzeczną, schludną, nieproblemową, bez własnych potrzeb i granic.
Bez charakteru....ale za to jak “sprawnie funkcjonującą”!
Oczywiście “łatwą do ogarnięcia” i/lub “ładną na Insta”.
Do czasu, serio.
Bo potem przychodzi sport, praca...albo jakiś nowy kaprys właściciela czy trenera.
I tu się zaczyna jazda - ego wychodzi bokiem.
Pies nie gotowy?
Co tam.
Liczy się “potencjał”!
To jazda na maksa, dokręcamy śrubę, byle wynik.
Bo podium, bo wynik, bo serduszka pod zdjęciem i błysk medalu.
No i nagle BUM... pies się sypie 😱
Głowa, ciało, cokolwiek..
Zmieniają się warunki, coś się przesunie i nagle wielkie oczy:
“Ale jak to? Przecież był prowadzony książkowo!”
“To pewnie wina przewodnika/trzmiela, który się zjawił na placu" 🤭😅
To nie bajki to jest efekt systemu, gdzie latami udajemy, że psychika to tylko rzecz “do ogarnięcia”.
I uwaga… najlepsze jeszcze przed Nami.
Za chwilę...mówię, zobaczycie szybciej niż za pięć lat biorąc psa będziesz musiał wziąć pod uwagę nie tylko: dobre papiery, badania czy zakup polisy ubezpieczeniowej ale też abonament u sensownego trenera czy behawiorysty.
Sensownego, czyli kogoś kto:
- łapie, o co chodzi w danej rasie
- kuma popędy i nie chce zrobić pluszaka z owczarka czy teriera
Tacy będą mieć terminy na rok do przodu. A i tak pewności nie masz, bo jak się przez lata olewa charakter,
to zostaje… no sorry… g***o.
A z gówna bata nie ukręcisz, serio choćbyś chciał i się spiął na maksa.
Na koniec, krótko i boleśnie: Jeżeli dalej będziemy hodować psy pod pokaz, wyniki i lajki, a nie pod głowę i codzienne życie, zostanie nam tylko wybierać... nie rasę, tylko rodzaj problemów, z jakimi będziemy się męczyć.
Kropka. Bez przeprosin. Na nadchodzący Nowy Rok.