23/06/2026
„Człowiekowi można odebrać wszystko oprócz jednego: ostatniej z ludzkich swobód – wyboru własnej postawy w każdych okolicznościach, wyboru własnej drogi.” Viktor Frankl.
Legendarny kryzys wieku średniego może wyglądać różnie, ja od zawsze goniłem za efektem ŁAŁ, to i kryzys by epicki. Dobiegałem pięćdziesiątki, gdy po latach intensywnych prób dokonania morderstwa na samym sobie w końcu spojrzałem na świat trzeźwymi oczami. Nie było syna, nie było drzewa, a po domu nie zostały nawet zgliszcza. Stałem pośrodku wielkiego leja po bombie i zadawałem sobie trzy pytania:
- Co dalej?
- Czy dalej?
- Po co dalej?
Przerażająca większość tego, co do tej pory nadawało sens mojemu istnieniu: majątek, związek, sukces, status, pozycja, znajomości, przyjaźnie, okazało się „strato-nieodporne” i … zniknęło, a to co przetrwało, było nieodwracalnie inne, nowe, obce.
Nie znałem jeszcze wtedy książki Frankla, ale wiedziałem, czy raczej czułem, że muszę dokonać wyboru jak się w tym wszystkim odnaleźć, że muszę nadać tej tragedii jakiś sens by nie zatonąć w goryczy i żałobie po stracie.
Łatwo nie było, podejmowałem lepsze i gorsze decyzje, wpadałem na mniej lub bardziej odklejone pomysły, brałem za nie odpowiedzialność, ponosiłem dotkliwe konsekwencje i kroczyłem dalej swoją Drogą, wciąż na nowo dokonując wyboru postawy wobec dramatu przeszłości i trudów teraźniejszości.
Przepracowanie tak silnych i dotkliwych wstrząsów stwarza szansę na głęboką przemianę osobistą, określaną mianem wzrostu potraumatycznego.
Katastrofa staje się szansą.
Po kilkudziesięciu latach autoprzemocowych prób zmiany własnej osobowości przeszedłem na stronę akceptacji siebie, z całym dobrodziejstwem inwentarza, a zmieniać zacząłem sposób postrzegania i definiowania tego, czego zmienić się nie da.
Nie zmienię neurobiologii mojego mózgu, zawsze potrzebowałem wielkich wyzwań i spektakularnych czynów, bez nich usycham, tracę napęd. Jednocześnie pogoń za chwałą nie zna końca i omal mnie nie zabiła, jak więc pogodzić jedno z drugim? Mózgu nie wymienię, ale mogę zredefiniować swój system wartości i to, co dla mnie jest wielkie i spektakularne.
Nie ucieknę też od narcystycznej części mnie i nie pozbędę się jej, ale mogę zmienić to, czym ją karmię, a skubana jest wiecznie głodna!
No i porobiło się przez te 8 lat tak, że na dzień dzisiejszy nie ma dla mnie nic większego i bardziej spektakularnego niż towarzyszenie drugiemu człowiekowi w chwilach, gdy najbardziej tego potrzebuje. W jego zmianie i w cierpieniu, w osamotnieniu i w poszukiwaniu sensu, w przekuwaniu kryzysu we wzrost, w nowych początkach i ostatecznych zakończeniach.
Satysfakcja jakiej to towarzyszenie dostarcza jest pysznym, wysokokalorycznym i co najważniejsze zdrowym pokarmem, który moje małe narcyziątko łapczywie połyka w całości, mlaszcząc przy tym nieprzyzwoicie głośno.
Delektujemy się tym smakołykiem oboje.
Od 7 lat wspieram i towarzyszę zdrowiejącym uzależnionym jako sponsor na programie 12 kroków, od trzech lat wspieram osoby w kryzysach jako coach, od roku studiuję by wspierać jako psycholog i psychoterapeuta, a od 4 miesięcy, w ramach praktyk studenckich, towarzyszę i wspieram seniorów w DPS Zakątek i bardzo, BARDZO chcę to robić dalej.
Całkiem niedawno, przygotowując się do zaliczeniowej prezentacji na ćwiczenia z psychopatologii w temacie uzależnień rzecz jasna, po raz kolejny dotarło do mnie, tym razem głosem fachowej literatury, że ze statystycznego punktu widzenia, nie miałem prawa przeżyć tego upadku. Po prostu.
Ale przeżyłem.
Otrzymałem dar od Wielkiego Chaosu, drugą szansę, bezcenny czas, którego nie mogę, nie chcę i nie zamierzam zmarnować.
Chcę na niego zasłużyć. Chcę nadać mu głębszy sens.
Kiedyś marzyłem o domu nad brzegiem oceanu, napisaniu światowego hitu i robieniu wielkich rzeczy wzbudzających powszechny podziw. Dziś marzę o odwzajemnionej miłości, spłaceniu wszystkich długów i o tym, bym był w stanie utrzymywać się z pracy w moich nowych zawodach.
To pierwsze nie zależy ode mnie, na drugie może nie starczyć mi życia, ale trzecie jest w zasięgu i zrobię wszystko co potrafię by tak się stało.
Bo to mój nowy sens.
Bo bez głębszego sensu, nic nie ma sensu.
Uściski for All
From Maniek with Love 💚💚💚
Ps. Post zainspirowany książką Viktora Frankla – „Człowiek w poszukiwaniu sensu” i niezwykłym doświadczeniem wspierania seniorów w sosnowieckim DPS „Zakątek”.
Ps.1 Jeśli jesteś zainteresowany/a współpracą ze mną w ramach indywidualnego procesu online lub w realu, zapraszam do kontaktu przez messenger