07/06/2026
Kilka dni temu właścicielka Lodziarni Pod Dębem w Pszczynie napisała w mediach społecznościowych, że po raz pierwszy od 25 lat nie wyda darmowych lodów dzieciom ze świadectwem z czerwonym paskiem. Powodem? Pismo od Rzecznika Praw Dziecka z prośbą o zakończenie tej tradycji bo, jak uzasadniono, nagradzanie za oceny może wywoływać presję i prowadzić do wykluczenia tych, którym się nie udało.
Tradycję zapoczątkował mąż właścicielki. Nie żyje. Ona kontynuowała ją przez lata każdemu dziecku osobiście gratulowała, częstowała lodem, patrzyła w oczy. Kilkaset porcji rocznie. Ćwierć wieku.
Jedno pismo.
Rozumiem intencję. Naprawdę. Nikt nie chce, żeby dziecko czuło się gorsze. Żaden dorosły z sercem w piersi nie chce widzieć łez dziecka, które nie dostało lodów, bo miało czwórki zamiast piątek. To boli. I rozumiem, że ktoś to zgłosił, bo widocznie go bolało.
Ale właśnie tu zaczyna się problem.
Bo skoro logika jest taka, że dzieci nie powinny doświadczać momentów, gdy coś im się nie należy to idźmy dalej tym tropem. Odbierzmy piłkarzom premie za bramki. Zlikwidujmy podium na olimpiadzie. Nie ogłaszajmy, kto wygrał turniej szachowy, żeby reszta nie czuła się wykluczona. A Robert Lewandowski ? Zwróćmy mu wszystkie trofea skoro nie każde dziecko miało dostęp do takiego boiska, takich warunków, takiego talentu.
Brzmi absurdalnie?
Bo jest absurdalne.
Pracuję z dziećmi. Siedzę z nimi przy świnkach morskich, patrzę jak maluch, który bał się dotknąć, po piętnastu minutach trzyma zwierzę na kolanach i się uśmiecha. Patrzę jak starszy chłopiec, który “nie umie przegrywać” jak mówi mama, trzęsącymi rękami kładzie świnkę z powrotem, bo tak trzeba, bo tak się umówiliśmy.
I wiecie, co jest najtrudniejsze w tej pracy?
Nie sam smutek dzieci. Smutek dzieci jest prawdziwy i piękny w swojej szczerości.
Najtrudniejsi są dorośli, którzy przyszli, żeby ten smutek natychmiast naprawić.
Emocje takie jak złość, smutek, rozczarowanie, zazdrość nie są błędem w oprogramowaniu. Są oprogramowaniem. Są po to, żeby dziecko wiedziało: tu coś ważnego się stało. Tu warto się zatrzymać. Tu jest informacja o mnie i o świecie.
Smutek po tym, że kolega dostał lodową kulkę, a ty nie to nie jest trauma. To jest życie. I dziecko, które przez to przejdzie, trzymane za rękę przez mądrą mamę albo tatę, który powie “rozumiem, że ci przykro, ale wiesz co może następnym razem” to dziecko uczy się czegoś bezcennego.
Uczy się, że można to przeżyć.
Że emocja nie jest wieczna.
Że wysiłek ma znaczenie.
Że świat nie jest zawsze sprawiedliwy i mimo to warto się starać.
Tymczasem my, dorośli, coraz sprawniej budujemy wokół dzieci szklane klosze. Usuwamy z ich drogi wszystko, co mogłoby być trudne. Nie po to, żeby je wzmacniać ale po to, żeby nam samym było wygodniej. Bo dziecko, które płacze, to dyskomfort. Bo tłumaczenie dlaczego ktoś dostał, a ty nie to wymagający wieczór.
Lepiej, żeby nikt nie dostał. Wtedy nikt nie płacze.
Tylko że potem takie dziecko idzie w dorosłe życie i pierwszy raz słyszy “nie” i nie wie, co z tym zrobić.
Pani Jola przez 25 lat robiła coś pięknego. Nie wykluczała nagradzała. To różnica, którą warto znać. Wykluczenie to odebranie komuś miejsca przy stole. Nagroda to docenienie wysiłku bez obierania stołu innym.
Każde dziecko, które nie dostało lodów, miało szansę wrócić za rok. To jest właśnie jeden z najważniejszych komunikatów, jaki możemy dziecku przekazać: możesz spróbować jeszcze raz.
Tradycja, którą skończyło jedno urzędowe pismo, uczyła tego dokładnie.
Chcemy dobrze. Wszyscy chcemy dobrze.
Ale dobro dzieci nie polega na tym, żeby usunąć z ich życia wszystko, co trudne.
Polega na tym, żeby być obok, kiedy jest trudno.
I na tym, żeby ufać im na tyle, żeby wiedzieć, że dadzą radę.