09/08/2026
Dziękuję Ci, Boże, za siłę i możliwość jazdy w tegorocznej Robinsonadzie.❤️🚲
Już wiele miesięcy temu zapisałam się na to wydarzenie. Pierwotnie na 250 km, bo plan był prosty: przekroczyć swoje możliwości, przygotować się i przejechać dystans, który jeszcze niedawno wydawał mi się kompletnie szalony.
Niestety życie miało inne plany.
Po operacji przepukliny pępkowej przez wiele miesięcy walczyłam z infekcją. Jazdy było niewiele - przez kolejne nacięcia, ból, ale przede wszystkim przez chęć dania ranie jak najlepszych warunków do zagojenia. Przez ostatnie trzy tygodnie nie jeździłam w ogóle.
Na szczęście w końcu pojawiło się światełko w tunelu. Dostałam zielone światło od lekarza i mogłam spróbować przekroczyć swoje możliwości… choć tym razem z zupełnie innego powodu.
Mimo braku przygotowania i sporego niepokoju - przejechałam. ❤️
Pierwsze 60 km jechałam wręcz nadambitnie, co skończyło się ogromnym spadkiem sił. Do pit stopu na 90. kilometrze dojechałam właściwie siłą woli. Przerwa bardzo mi pomogła, ale jeszcze większą pomocą było wsparcie Maksymiliana i Patryka, którzy pozwalali mi chować się za swoimi plecami. 😅
Później było już rozsądniej - spokojniejsze tętno, częstsze przerwy i konsekwentne posuwanie się do przodu. Z czasem nasza ekipa się rozrosła i tak, wspólnie, dotarliśmy do mety.
150 km. 💪
Dumni, zmęczeni i przede wszystkim szczęśliwi.
To był piękny dzień. Męczący, trochę szalony i bardzo towarzyski. ❤️ Trasa była przepiękna - przynajmniej do 120. kilometra. 😂
Na jednym z postojów pochwaliłam nawet, że piachu było zaskakująco mało… zdecydowanie za wcześnie. 🙈 Później piachu już nie brakowało. Ale i tak mogę powiedzieć, że nauczyłam się dużo lepiej pokonywać go na gravelu. Wiadomo - nie każdy odcinek wygrałam, ale było zdecydowanie lepiej niż kilka miesięcy temu, kiedy każda większa górka piachu rzucała mną, jak chciała. 😅
I chyba właśnie to najbardziej lubię w rowerze - że czasem nie chodzi o wynik, dystans czy rekord. Chodzi o to, żeby mimo wszystko ruszyć i zobaczyć, dokąd uda się dojechać.
Dziękuję Ci, Boże, za ten dzień. 🙏
I mam nadzieję, że w końcu będę w pełni zdrowa i będę mogła pozwalać sobie na takie małe szaleństwa zdecydowanie częściej. ❤️🚲
150/250 km - ale dla mnie tego dnia to było pełne 250. ❤️