05/06/2026
Maraton - Bieg Rzeźnika 💪🏻💪🏻
Jeszcze niedawno sam pomysł przebiegnięcia czegoś dłuższego niż klasyczny maraton wydawał mi się kompletnie nierealny. 42 km? To już brzmiało poważnie. A ponad 50 km w bieszczadzkich górach, z przewyższeniami sięgającymi około 2250 metrów? To była raczej kategoria „może kiedyś”. Tymczasem wczoraj razem z Arturem i Grzegorz Krajewski stanęliśmy na starcie Maratonu Rzeźnika w Cisnej, a kilka godzin później zameldowaliśmy się na mecie z 53,3 km na liczniku Garmina 🏃♀️💪🏻🩷🫶🏻
I wiecie co? To było jedno z najfajniejszych sportowych doświadczeń w moim życiu. ❤️
To był nie tylko bieg. To była prawdziwa przygoda. Ponad 50 kilometrów przez Bieszczady, szczyty, lasy, kamienie, długie podejścia i niekończące się zbiegi. Był wysiłek, ale przede wszystkim ogromna radość z bycia w górach i sprawdzania własnych możliwości.
Całą trasę pokonałam z Arturem i muszę przyznać, że bawiliśmy się świetnie. Co chyba najbardziej mnie zaskoczyło – nie mieliśmy kryzysów. Przez ponad 50 kilometrów po prostu dobrze się bawiliśmy. Jasne, było ciężko, bo góry zawsze wymagają szacunku, ale ani przez moment nie pojawiła się myśl: „po co mi to było?”. Wręcz przeciwnie – z każdym kolejnym kilometrem miałam coraz większą ochotę biec dalej. Było mnóstwo śmiechu, wzajemnego motywowania się i zwykłej radości z bycia tam razem.
Dopisała nam również pogoda. Bieszczady tym razem były wyjątkowo łaskawe i nie kazały nam taplać się w słynnym błotku. 😄 Było sucho, stabilnie, momentami nawet trochę za ciepło, ale dzięki temu mogliśmy naprawdę cieszyć się trasą i pięknymi widokami.
Nie obyło się oczywiście bez wywrotki. Chwila rozproszenia wystarczyła, żeby zaliczyć bliskie spotkanie z bieszczadzką ziemią. Dzisiaj to właśnie ono przypomina o sobie bardziej niż sam dystans. 😅
Ten bieg pokazał mi też coś jeszcze. Długie biegi są zdecydowanie czymś dla mnie. Nie chodzi nawet o sam dystans czy wynik. Chodzi o emocje, przygodę, ludzi i miejsca, które poznaje się po drodze. O ten moment, kiedy dociera do Ciebie, że robisz coś, co jeszcze niedawno uważałeś za lekko niemożliwe.
To był dla nas także wielki krok w nauce prawdziwego biegania po górach. Uczyliśmy się zbiegów, szukaliśmy rytmu na technicznych odcinkach, oswajaliśmy teren i nabieraliśmy pewności siebie tam, gdzie do tej pory brakowało doświadczenia. Za to na podejściach czuliśmy się jak u siebie – dekady spędzone na górskich szlakach zrobiły swoje. 💪⛰️
I właśnie dlatego to przeżycie zostanie ze mną na długo. Bo nie codziennie spełnia się coś, co jeszcze niedawno wydawało się poza zasięgiem. To był dzień pełen emocji, zachwytu nad górami, zmęczenia, śmiechu i ogromnej satysfakcji. Jeden z tych dni, które przypominają, że warto marzyć odważniej, niż podpowiada rozsądek.
Na koniec wielkie lof dla mojego męża za wszystko! ❤️ jest dobrym przyjacielem!
Dla Grzesia – za wsparcie, towarzystwo i ogromne gratki za świetny wynik! 👏
I dla Kamila Smozik – za super towarzystwo oraz również gratki za jej dystans i luz! 😊 następnym razem biegniemy razem!
A na sam koniec: Dorota Dorka wracaj! 💛