Edyta Lewandowska

  • Home
  • Edyta Lewandowska

Edyta Lewandowska Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from Edyta Lewandowska, Via Francesco Cilea, 50, .

Najszybsza maratonka w górach.
9x 🥇🥇🥇🥇🥇🥇🥇🥇🥇MP
Wicemistrzyni Świata 48H
Trenerka, Biegaczka,
Podróżniczka
https://buycoffee.to/pyzanagigancie
https://patronite.pl/EdytaLewandowska
www.route66project.com

W wyczynowym sporcie jestem już 30 lat.Od biegów szkolnych, przez przełaje, „piątki”, „dyszki”, „połówki”, maraton, po b...
15/05/2026

W wyczynowym sporcie jestem już 30 lat.

Od biegów szkolnych, przez przełaje, „piątki”, „dyszki”, „połówki”, maraton, po biegi górskie i ultra. Przez te lata spotkałam różnych trenerów klubowych — mniej i bardziej wymagających, takich, którzy rozumieli specyfikę kobiecego organizmu, i takich, dla których był to temat trudny albo pomijany. Pełne spektrum ludzkich charakterów, metod i podejść.

Inaczej trenuje się w klubie, inaczej trenuje się samą siebie, inaczej prowadzi się amatorów, a jeszcze inaczej bardzo ambitnych biegaczy, którzy za poważny sport wzięli się bez bogatej sportowej przeszłości.

Chciałabym spojrzeć na amatorski trening jeszcze szerzej — nie tylko jako ultramaratonka, ale też jako trenerka, która pracuje z ludźmi na bardzo różnych poziomach. Z osobami, które chcą poprawić wynik, przebiec maraton, ukończyć ultra, schudnąć, wrócić do zdrowia, poradzić sobie ze stresem albo po prostu odzyskać poczucie sprawczości.

I właśnie dlatego coraz mocniej wierzę, że dobry trening nie zaczyna się od pytania: „ile jesteś w stanie znieść?”, tylko od pytania: w jakich warunkach żyjesz?

Bo plan treningowy nie istnieje w próżni.

Nie da się mądrze prowadzić człowieka, nie wiedząc, czy śpi po pięć godzin, czy opiekuje się chorym rodzicem, czy pracuje na zmiany, czy ma małe dzieci, czy jest w przewlekłym stresie, czy miesiącami funkcjonuje na granicy wyczerpania.

Ten sam trening dla jednej osoby będzie bodźcem rozwojowym, a dla drugiej może być kolejnym kamieniem dołożonym do przeciążonego organizmu.

I to jest coś, czego bardzo często brakuje w internetowej kulturze motywacji.

Wielokrotnie słuchałam podcastów i rozmów ze sportowcami, którzy po swoich sukcesach opowiadali o tym, jak trenują siebie albo swoich podopiecznych. Często brzmi to bardzo prosto: wstań wcześniej, ciśnij mocniej, nie szukaj wymówek, nie odpuszczaj, bądź twardy.

Tylko że życie ludzi nie jest takie proste.

Czasem ktoś nie odpuszcza nie dlatego, że jest silny, tylko dlatego, że panicznie boi się zatrzymać.

Czasem ktoś robi kolejny mocny trening nie dlatego, że organizm jest gotowy, tylko dlatego, że czuje winę.

Czasem ktoś walczy o wynik, ale tak naprawdę walczy o potwierdzenie własnej wartości.

Czasem sport, który miał dawać zdrowie, zaczyna dokładać presji do życia, które i tak jest już bardzo trudne.

Dlatego jako trenerka bardzo mocno wierzę w trening wymagający, ale mądry.

W trening, który buduje, a nie niszczy.

W mocne jednostki, ale wtedy, gdy organizm jest gotowy je przyjąć.

W dyscyplinę, ale nie w ślepą przemoc wobec siebie.

W ambicję, ale nie oderwaną od snu, pracy, rodziny, hormonów, układu nerwowego i zwykłego ludzkiego zmęczenia.

Bo regeneracja nie jest przeciwieństwem treningu.

Regeneracja jest jego częścią .
I bardzo ważnym elementem który buduje.
Trening to bodziec ale regeneracja przesuwa do przodu.

Jest tak samo ważną jak interwały, długie wybiegania, siła biegowa, dieta czy przygotowanie mentalne. Bez regeneracji nie ma adaptacji. Jest tylko narastające zmęczenie, frustracja, kontuzje, rozregulowany organizm i coraz większa potrzeba udowadniania, że „jeszcze daję radę”.

A przecież nie o to powinno chodzić.

Dobry trener nie powinien tylko dokręcać śruby.

Dobry trener powinien umieć zobaczyć człowieka.

Zapytać nie tylko o tempo, tętno i kilometry, ale też o sen, stres, apetyt, cykl miesiączkowy, pracę, nastrój, napięcie, relacje i codzienne obciążenia.

Bo ciało nie rozróżnia stresu z treningu od stresu z życia. Dla organizmu to nadal obciążenie.

Jeżeli ktoś ma ciężki tydzień w pracy, nie śpi, kłóci się w domu, ma chore dziecko, problemy finansowe albo emocjonalnie ledwo funkcjonuje, to dokładanie mu kolejnego treningu „na charakter” nie zawsze buduje odporność. Czasem po prostu pogłębia przeciążenie.

I to nie znaczy, że mamy trenować lekko, wygodnie i bez ambicji.

Absolutnie nie.

Mocny trening jest potrzebny. Dyskomfort jest częścią sportu. Zmęczenie jest częścią rozwoju. Bez pracy, systematyczności i wyjścia poza strefę komfortu nie ma postępu.

Ale prawdziwa sztuka polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy docisnąć, a kiedy odpuścić. Kiedy zmęczenie jest naturalnym elementem adaptacji, a kiedy organizm zaczyna wołać o pomoc.

To jest dla mnie dojrzałość sportowa.

Nie bezrefleksyjne „nigdy nie schodzę z trasy”.

Nie „zawsze cisnę do końca”.

Nie „odpoczynek jest dla słabych”.

Tylko umiejętność rozpoznania, czy dzisiejszy wysiłek prowadzi mnie do rozwoju, czy do autodestrukcji.

Jako ultramaratonka wiem, że czasem trzeba iść przez bardzo trudne momenty.

Wiem, że głowa potrafi uratować bieg.

Wiem, że organizm ma większe możliwości, niż często nam się wydaje.

Ale wiem też, że największe wyniki nie rodzą się z ciągłego niszczenia siebie.

Rodzą się z cierpliwości, konsekwencji, mądrego planu, zaufania do procesu i szacunku do regeneracji.

Sport powinien uczyć odwagi, ale też pokory.

Odwagi, żeby zawalczyć.

Pokory, żeby odpocząć.

Odwagi, żeby wyjść na trening, gdy się nie chce.

Pokory, żeby zostać w domu, gdy organizm naprawdę tego potrzebuje.

Odwagi, żeby marzyć o wielkich rzeczach.

Pokory, żeby nie płacić za nie zdrowiem psychicznym i fizycznym.

Dlatego w pracy trenerskiej tak ważne jest dla mnie, żeby rozmawiać.

Excel, plan i liczby są potrzebne. Ale powinny być oparte na świadomym, mądrym doborze obciążeń, obserwacji człowieka i zrozumieniu jego codzienności.

Dlatego tak ważne jest, żebyśmy jako trenerzy, zawodnicy i ludzie sportu przestali promować tylko jedną wersję siły — tę opartą wyłącznie na zaciskaniu zębów.

Siła ma też drugą twarz.

Cichszą, mniej widowiskową, mniej atrakcyjną dla algorytmów.

To siła człowieka, który umie powiedzieć:

„dziś potrzebuję regeneracji”,

„ten trening zmieniam”,

„nie jestem maszyną”,

„moje zdrowie jest ważniejsze niż lajki, wynik i chwilowy podziw”.

I właśnie takiego sportu chcę uczyć.

Sportu, który wymaga, ale nie łamie.

Sportu, który wzmacnia, ale nie uzależnia od ciągłego udowadniania.

Sportu, który daje sprawczość, ale nie odbiera człowiekowi kontaktu z własnym ciałem.

Sportu, który pozwala biegać nie tylko szybciej, ale dłużej — przez lata, z radością, zdrowiem i spokojem.

Bo prawdziwy rozwój nie polega na tym, żeby codziennie pokonywać siebie za wszelką cenę.

Czasem polega na tym, żeby wreszcie przestać traktować siebie jak przeciwnika.

Wasza Pyza 👊

Uśmiech rodzi się w pasji🩷😄🥰Pasja daje siłę 💪, napędza do działania i pozwala czerpać radość nawet z trudnych wyzwań🫪😱😈....
02/05/2026

Uśmiech rodzi się w pasji🩷😄🥰
Pasja daje siłę 💪, napędza do działania i pozwala czerpać radość nawet z trudnych wyzwań🫪😱😈.

Bo przecież nie zawsze jest lekko i wspaniale?
Prawda?
Ale o ile lżej , kiedy staramy się myśleć pozytywnie 🥰 , nawet kiedy są trudniejsze momenty , bo takie nas budują najmocniej 🔥🔥🔥



26/04/2026

,, Małe kroki zmieniają dużo, jeśli robisz je codziennie "

Słuchaj swojego ciała i ufaj procesowi 👊
➡️24 h 😈

Mateusz,bardzo poruszył mnie Twój wpis, bo jest w nim dużo prawdy. Szczególnie tej, o której młodzi sportowcy często nie...
09/04/2026

Mateusz,
bardzo poruszył mnie Twój wpis, bo jest w nim dużo prawdy.
Szczególnie tej, o której młodzi sportowcy często nie chcą słuchać — że dojrzałość, jakość i wysoki poziom nie rodzą się z jednego sezonu, jednego zwycięstwa ani jednego przełomu. Rodzą się latami. W ciszy.
W powtarzalności.
W pracy, której często nikt nie widzi.
Bardzo bliskie jest mi także Twoje rozróżnienie między perfekcją a doskonałością.
Perfekcja rzeczywiście nie istnieje.
Sport bardzo szybko nas tego uczy. Nie da się zawsze podjąć idealnej decyzji, nie da się przygotować wszystkiego bezbłędnie, nie da się przewidzieć każdej reakcji organizmu, kryzysu, kontuzji, słabszego dnia czy zakrętu w życiu. W tym sensie zgadzam się z Tobą całkowicie — jeśli ktoś czeka na perfekcyjny moment, idealne warunki i stuprocentową gotowość, to prawdopodobnie nigdy nie zrobi kroku naprawdę ważnego.
Ale im dłużej jestem w sporcie, tym mocniej czuję, że chciałabym do Twojej refleksji coś dopowiedzieć.

Bo z perspektywy sportowca, który nie idzie prostą drogą, doskonałość nie zawsze wygląda tak, jakby wynikała z harmonii, ładu i właściwych proporcji. Czasem rodzi się właśnie z długiego braku harmonii.
Z bólu, z chaosu, z niepewności.
Z miesięcy, a nawet lat, w których nic nie wygląda na „85 do 15”, a mimo to człowiek nie odpuszcza.
Piszesz o momencie, w którym osiągnąłeś poziom doskonałości. Ja patrząc na sport ze swojej perspektywy, powiedziałabym chyba inaczej: dla mnie najważniejsze nie jest to, kiedy człowiek osiąga doskonałość, ale czy potrafi pozostać wierny drodze wtedy, kiedy przez bardzo długi czas nie czuje się doskonały w żadnym wymiarze.
Bo sport nie zawsze nagradza od razu. Czasem nie nagradza wcale.
Nie zawsze daje pieniądze.
Nie zawsze daje stabilność.
Nie zawsze daje uznanie adekwatne do wysiłku.
A czasem zabiera zdrowie, czas, relacje, poczucie bezpieczeństwa i stawia człowieka w miejscu, z którego naprawdę trudno wrócić.
I właśnie tam — nie na podium, nie w najlepszym sezonie, nie w czasie zwycięskiej passy — rodzi się według mnie najgłębsza prawda o sportowcu.
Łatwo jest mówić o doskonałości, kiedy ciało współpracuje, głowa jest jasna, emocje są poukładane, a wynik potwierdza, że wszystko działa. Taka synergia zdarzeń oczywiście się zdarza, ale należy do rzadkości, powiedzmy sobie szczerze. Trudniej zadać sobie pytanie: kim jestem, kiedy moje ciało odmawia posłuszeństwa? Kim jestem, kiedy muszę walczyć nie o zwycięstwo, ale o samo prawo do powrotu? Kim jestem, kiedy wkładam w sport wszystko, a on przez długi czas nie oddaje mi niczego w oczywisty sposób?
I właśnie tu mam poczucie, że zaczyna się inny rodzaj doskonałości.
Cichszy. Trudniejszy.
Może mniej efektowny z zewnątrz, ale dla mnie głębszy.
Dla mnie doskonałość sportowca nie polega wyłącznie na tym, że w odpowiednim momencie potrafi działać świetnie w sferze fizycznej, psychicznej i emocjonalnej. To oczywiście jest ideał, do którego warto dążyć. Ale życie sportowca bywa bardziej skomplikowane. Czasem ciało jest słabe, psychika zmęczona, emocje poranione, a mimo to człowiek dalej wstaje i robi swoje. Nie widowiskowo. Nie idealnie. Czasem wręcz rozpaczliwie. Ale uczciwie.
Bo to kocha ? Tak.
Bo tym żyje? Tak.
Bo sport jest jego powietrzem ? Też.
I dla mnie to także jest mistrzostwo.
Może nawet najprawdziwsze.
Bo są sportowcy, którzy budują swoją historię głównie na zwycięstwach, i są tacy, którzy budują ją na zdolności wracania.
Na cierpliwości. Na długim znoszeniu niewygody. Na pracy wykonywanej bez żadnej gwarancji nagrody. Na tym, że mimo rozczarowań nie tracą szacunku do własnej drogi. Nie rezygnują.
To jest bardzo niewdzięczna część sportu, bo słabo się ją pokazuje w mediach. Znacznie łatwiej opowiadać o triumfie niż o miesiącach odbudowy, zwątpienia i prób składania siebie na nowo. A przecież właśnie tam rozstrzyga się bardzo wiele. Tam stawiane są fundamenty mistrzostwa.
Dlatego, gdy myślę o doskonałości, nie umiem już widzieć jej tylko jako wysokiego poziomu wykonania. Widzę ją raczej jako stan wewnętrznej uczciwości wobec własnego powołania. Jako zgodę na to, że droga będzie dłuższa, trudniejsza i bardziej samotna, niż sobie wyobrażaliśmy — i mimo to warto nią iść.
Być może ktoś spojrzy na to i powie: to nie jest doskonałość, to tylko upór.
Ale ja uważam, że prawdziwa doskonałość bardzo często rośnie właśnie z dobrze przeżytego uporu.
Nie z pychy.
Nie z potrzeby udowodnienia światu swojej wielkości.
Tylko z cichego przekonania, że jeszcze nie wykorzystało się całego swojego sensu.
Bardzo podoba mi się w Twoim wpisie myśl, że trzy sfery — fizyczna, psychiczna i emocjonalna — muszą nauczyć się współdziałać. Ja dodałabym tylko, że one nie zawsze dojrzewają równolegle.
Czasem jedna ratuje drugą. Czasem psychika niesie ciało. Czasem emocje rozsypują wszystko, czego ciało i głowa już się nauczyły. Czasem to właśnie cierpienie w jednej sferze zmusza nas do dojrzewania w pozostałych.
Z mojej perspektywy nie ma więc trwałej doskonałości bez kryzysu.
Bez utraty.
Bez konfrontacji z własną bezsilnością.
Bez momentów, w których trzeba od nowa zdefiniować, po co się to wszystko robi.
I może właśnie dlatego coraz mniej interesuje mnie perfekcja, a coraz bardziej prawda.
Prawda o sobie jako sportowcu.
Prawda o motywacji, która zostaje, kiedy opadną emocje.
Prawda o charakterze, który ujawnia się nie wtedy, gdy wszystko idzie zgodnie z planem, ale wtedy, gdy plan przestaje działać.
Dlatego dziękuję Ci za ten wpis, bo jest ważny i potrzebny. Ale ja dopisałabym do niego jeszcze jedno zdanie:
Doskonałość nie zaczyna się wtedy, gdy przez większość czasu wszystko robimy dobrze.
Doskonałość zaczyna się wtedy, gdy mimo długiego czasu, w którym wiele rzeczy idzie źle, nie zdradzamy tego, co w nas najprawdziwsze.
Dla mnie sport od dawna nie jest już tylko walką o wynik.
Jest rozmową z własnym charakterem.
Z własnym bólem.
Z własnymi ograniczeniami.
Z własną cierpliwością.
I jeśli po latach tej rozmowy człowiek nadal chce wracać na trasę, nadal ma odwagę próbować, nadal umie podnieść się po kontuzji, po rozczarowaniu, po ciszy, po braku nagrody — to znaczy, że jest w nim coś więcej niż ambicja.
Jest w nim miłość do drogi.
A tam, gdzie jest prawdziwa miłość do drogi, tam prędzej czy później pojawia się także ta najtrudniejsza, najbardziej ludzka forma doskonałości.

Ciekawa jestem Waszego zdania. Napiszcie w komentarzu własne refleksje.🫶

Młody tenisista zapytał mnie wczoraj, w jaki sposób doszedłem do doskonałości w sporcie? Moja odpowiedź nie była oczywista i widziałem zaskoczenie na jego twarzy.

Uprawiam profesjonalny sport od 42 lat. Rok 1996 był pierwszym rokiem, w którym mogę śmiało powiedzieć, że osiągnąłem poziom doskonałości. W 1995 roku były momenty, kiedy byłem bardzo dobry. W 1994 roku piąłem się w górę. W 1993 roku byłem dobry i z regat na regaty stawałem się coraz lepszy. W 1990 roku byłem przeciętny. Większość trenerów i oceniających talenty powiedziałaby, że nie robiłem wrażenia i niczym specjalnym się nie wyróżniałem.

Jedno co miałem, to ciekawość gdzie mogę zajść, gdy będę się rozwijał. Dlatego pracowałem nad tym. Latami. Doskonałość nie pojawiła się z dnia na dzień.

Jednak po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że nigdy nie osiągnę perfekcji. Nie jestem w stanie podejmować 100% dobrych decyzji i wszystkiego robić idealnie.

Zacząłem analizować swój performance. Doszedłem do ciekawych obserwacji: przeciętne wyniki osiągałem przy proporcji 50:50 dobrze, versus źle wykonanych czynności. Słabe przy proporcji 20:80, natomiast doskonałość zaczynała się od 85:15!

Jaka jest droga do 85:15?

W sporcie panuje założenie, że doskonałość jest definiowana przez wyniki. Z mojej perspektywy trwała doskonałość pojawiła się u mnie dopiero, gdy osiągnąłem szczytową formę (85:15) we wszystkich trzech głównych wymiarach, o których często mówię: fizycznym, psychicznym i emocjonalnym, a następnie te wymiary zaczęły ze sobą harmonijnie współdziałać z równie wysokim wskaźnikiem sukcesu.

Silny fizycznie i wytrzymały…

Błyskotliwy psychicznie i otwarty…

Emocjonalnie skoncentrowany i odporny…

Wszystko jednocześnie.

Ta formuła doskonałości (85:15) sprawdza się u mnie we wszystkich innych dziedzinach życia, także w biznesie i twierdzę, że sprawdzi się też u Ciebie, jeśli będziesz się nią kierował(a) w dążeniu do celu.

Ciekaw jestem, co o tym sądzisz? Napisz w komentarzu. Z chęcią przeczytam.

Pozdrawiam, Mateusz ⛵️

Są imprezy na których bije się rekordy i takie, na które jedzie się po medale. Są też takie, gdzie zdobywa się potrzebne...
06/04/2026

Są imprezy na których bije się rekordy i takie, na które jedzie się po medale.
Są też takie, gdzie zdobywa się potrzebne doświadczenie.
Zastanawiam się do dziś, co takiego wydarzyło się ważnego dla mnie w Cinisello Balsamo podczas Impossible Target GOMU Mistrzostw Świata 48H.
W dni poprzedzające same zawody, wiele spraw potoczyło się po mojej myśli. Nie wszystkie.

Kilka chłodnych dni na Teneryfie zaznaczyło możliwą temperaturę we Włoszech, spokojny przelot bez problemów do Mediolanu poza nieprzyjemnym incydentem na samym lotnisku, gdzie jakaś "przesympatyczna" Włoszka miała ochotę wepchnąć mnie z bagażowym wózkiem wprost pod samochód.
Nawet sprawy kobiece pojawiły się odpowiednio wcześniej, bym nie musiała drżeć o jakże częstą w moim przypadku "startową okoliczność".
W przeddzień zawodów czułam się potwornie głodna-to zawsze wróży u mnie mocne bieganie.
Włoska pizza na kolację powinna rutynowo dodać jakże potrzebnej energii.
Niestety, w nocy ból żołądka, kilka wybudzeń na toaletę i mocną podwójną miętę. Byłam zła na siebie i wściekła na margaritę, która próbowała pozbawić mnie sił.
Uznałam, że trzeci raz nie dam się sprowokować.
Dobrze, że piątkowy start zaplanowany został na godzinę 12:00 i mogłam dłużej się regenerować i nabierać potrzebnej mocy.
Kiedy ekipa rozstawiła namiot i zadzwoniła, że jadą po mnie, by zabrać na stadion, pomyślałam, że nadal chce mi się spać.
To nie wróżyło dobrze, ale wyjątkowość wydarzenia wlewała do głowy same dobre myśli.
Całe szczęście, tempo 48 godzinnego biegu nie jest wyścigowe - pomyślałam i że zdążę się "rozkręcić".
Sam bieg, jak wszystko w 48h rywalizacji dla mnie i supportu, był nowością.
Stacjonarny pit-stop, bieganie po pętli, konwersacyjne tempo, czas rywalizacji, dwie doby bez snu- to wszystko było nowością, wielkim znakiem zapytania i nauką.

Pierwsza noc zadecydowała o wyniku - nie potrafiłam się rozgrzać. Temperatura plus 1 stopień C to nie jest moja biegowa bajka.
Zbyt późno zaczęłam cieplej się ubierać.
5 warstw ubrań nie pomogło. Support robił fikołki, by wlać we mnie trochę ciepła.
Ekipa działała cuda, poruszała się w boksie z prędkością i profesjonalizmem teamu Red Bull z F1.
To dzięki Wam dotrwałam do rana.
Cieplejszy dzień i druga, znacznie cieplejsza noc na przetrwanie nie była już zła, choć nadal było mi zimno. Zapłaciłam energetycznie dużo za ten debiut.
Bieganie na pętli i narastające zmęczenie tworzy zabawne historie. Wielokrotnie, w obawie o zajmowane miejsce, rzucałam zdziwione spojrzenie w kierunku ekipy a team cierpliwie tłumaczył "zawiłe punkty regulaminu" mówiące, że wymijająca mnie zawodniczka na jednej pętli, a tracąca w wyścigu dystans pętli 15, tak naprawdę nie wyprzedza, tylko o kilka metrów zmniejsza dystans. Niewiele z tego musiałam rozumieć, ponieważ podobno pytałam o to kilka razy, za każdym razem będąc tak samo zdziwioną.
Kiedy sytuacja na trasie okazała się na tyle wyjaśniona, że zajmowane miejsce nie mogło się już poprawić; nadrabiane minuty do Patrycji Bereznowskiej nie wystarczały na dogonienie, a przewaga nad trzecią i czwartą zawodniczką była bezpieczna, postanowiliśmy zwolnić i zadbać o obolałe stopy. Zaczęłam też puchnąć. Bardziej niż zwykle zaczęłam przypominać swoją własną wersję "Pyzy". To zawsze jest dla mnie czerwoną flagą i sygnałem dla ekipy na wzmożoną czujność i ostrożność.
Gdzieś, głęboko w sercu marzyłam o zwycięstwie, ale też nigdy wcześniej nie przebiegłam w jednym kawałku 390 km.
Zdałam sobie sprawę, że debiutując, wchodzę w zupełnie nieznany mi dotąd, odległy od trailu i gór, świat biegów multi day.
Dziękuję bardzo Asfaltowy Chłopak Paweł Żuk za zarażenie mnie tym wirusem. Nie zamierzam się z tego leczyć.

Co dał i pokazał mi ten start?
✅ zdobyte doświadczenie i naukę
✅ medal, nawet dwa: indywidualnie srebro MŚ i drużynowo złoty
✅ rekord świata?
Nawet nie wiedziałam, ale wczoraj otrzymałam informację o drużynowym rekordzie świata -804.046 km !!!
kobiecej reprezentacji Polski (Bereznowska, Lewandowska). Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, że są takie rekordy. Tym bardziej jest mi ogromnie miło brać w tym udział.

Dziękuję Wszystkim, którzy pomogli mi znaleźć się tutaj:

🫵 i za najlepsze na świecie buty i sprzęt do biegania
🫵 Matrix Fitness Poland za całość wsparcia
🫵 www.Vitargo.com.pl za suplementy i odżywki
🫵 Korczyk Škoda i KIA za obłędne auto
🫵 Zmiany Zmiany za użyczenie namiotu i moc zdrowej energii.
🫵 Biegiem przez życie LA - klub sportowy, gdzie trenuję i realizuję marzenia
🫵 Fundacja Biegiem przez życie i Fundacja Strefa Kobiet za wiarę w moje możliwości

Całej nowo poznanej rodzinie Stowarzyszenie Sportowe Polskie Ultra.
Miło poczuć się jedną z Was.

Medalistom i wszystkim walczącym na trasie Cinisello Balsamo Running Festival

Wam Wszystkim, którzy mi kibicujecie i mieliście tyle czasu (mam nadzieję, że krócej niż 48h), by dotrzeć do końca tego postu.

Pamiętajcie, że jeśli tli się w Was pasja- możecie wszystko.

Biegniemy po więcej, tym razem 24H
wśród fanów

Mistrzostwa Świata w biegu 48 godzinnym Impossible Target - 🥈- indywidualnie wicemistrzyni świata 🥇 - drużynowo mistrzyn...
30/03/2026

Mistrzostwa Świata w biegu 48 godzinnym Impossible Target -
🥈- indywidualnie wicemistrzyni świata
🥇 - drużynowo mistrzyni świata w parze z Patrycją Bereznowską

W bieganiu próbowałam wielu rzeczy.
Dystanse wydłużały się z wiekiem, predyspozycją fizyczną, były wynikiem ciekawości, szukaniem swojej sportowej drogi a czasem sprawdzeniem się w nowych warunkach, zmianą dla zdrowia, resetem od rutyny, doświadczeniem treningowym w szukaniu optymalnych rozwiązań w budowaniu charakteru i rozwoju sportowego dla siebie jak i trenowanych zawodników.

27-29.03.2026 w Cinisello Balsamo we Włoszech odbyły się Mistrzostwa Świata w biegu 48 godzinnym. Formuła zawodów tego typu jest prosta i polega na przebiegnięciu na wyznaczonej trasie jak najdłuższego dystansu w określonym czasie.
W piątkowe samo południe ruszyłam z najlepszymi biegaczami ultra i multi-day do rywalizacji o tytuł mistrzyni świata.
W debiucie wszystko jest nowe.
Strategia, tempo, reakcje organizmu. Świadomość zasad nie wystarcza, by poczuć się jak ryba w znanym środowisku. Trzeba nauczyć się zarządzania energią i zmęczeniem, brakiem snu, poczuć balans pomiędzy szybkością a długością trwania rywalizacji. To również ogromna lekcja dla ekipy supportowej, która niczym team F1, musi zarządzać zawodnikiem na trasie, motywować i dbać o każdy szczegół podczas ekstremalnie szybkich i krótkich pit stopów.
Debiutując dostaje się lekcję od tych, dla których to środowisko jest dniem powszednim. Czasem jest to dobra rada i pomoc, a czasem ...
Moje pierwsze GOMU Mistrzostwa Świata przynoszą mi dwa medale.
Indywidualnie tytuł wice mistrzyni świata i srebrny medal oraz złoto w drużynie narodowej.

Prawie idealnie.
Zdobyty ogrom doświadczeń i cenna życiowa lekcja.

Niedosyt ? Hmmm...
Prawda, zawsze może być lepiej.
Dostałam kawałek tortu, którego chcę więcej.

Ambicja?
Ta towarzyszy mi zawsze.
Inaczej nie umiem.
Potrafię o niej rozmawiać, dzielić się nią i sprawić, że motywuje zamiast wiązać nogi.

To ważne, by ciężko pracując, umieć czekać na efekty.

Cierpliwość w ultra jest jak poniedziałkowy trening; początkiem, który buduje fundament przyszłych dokonań.

To mnie napędza. Jest paliwem moich silników, odżywczą energią moich mięśni.

Kobieta zmienną jest, mówi porzekadło, ale ta zmienność buduje i tworzy. Jest wspaniałą opowieścią o determinacji i sile, bez której w dzisiejszym świecie trudno czasem przejść przez ulicę na drugą stronę.
Staram się wykorzystywać każde pojawiające zielone światło.
Tytuł wicemistrzyni świata jest dla mnie honorem i sukcesem, ale też znakiem, że zawsze możemy więcej.

Dziś wiem, że mogę po to sięgnąć.
I od dziś wiem już jak to zrobić.

Świat ultra nie należy do najbardziej medialnych, ale niesie w sobie coś znacznie cenniejszego niż rozgłos — prawdę o człowieku, jego granicach, odwadze i sile.
To nie jest świat wielkich fleszy i łatwej popularności. To świat ludzi, którzy potrafią iść dalej wtedy, gdy wszystko mówi im, żeby się zatrzymać.

Dziękuję Wam bardzo za to, że wierzycie we mnie i razem ze mną.
Niemożliwe nie istnieje.

Wszystkim Partnerom, którzy mają swój wkład w te medale dziękuję z całego serca i obiecuję, że będzie ich więcej.
Już niedługo wracamy z nowymi działaniami na tych samych, wysokich obrotach.

JohnsonFitness.pl
Korczyk Škoda i KIA
Sebastian Białobrzeski

Matrix Fitness Poland
Zmiany Zmiany
www.vitargo.com.pl
Cinisello Balsamo Running Festival Fundacja Strefa Kobiet Stowarzyszenie Sportowe Polskie Ultra

wśród fanów




Wyłączny polski dystrybutor: odżywki dla sportowców. Pełny asortyment: batony, żele, napoje węglowodanowe dla osób aktywnych fizycznie

27/03/2026

Address

Via Francesco Cilea, 50

20092

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Edyta Lewandowska posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Edyta Lewandowska:

  • Want your business to be the top-listed Gym/sports Facility?

Share