Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping

Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping Moje piłkarskie podróże - traveling&groundhopping.

Gdyby BSG Motor Wismar w sezonie 1951/1952 nie spadł z DDR-Oberligi, to niewykluczone, że piłkarskie losy Meklemburgii i...
24/06/2026

Gdyby BSG Motor Wismar w sezonie 1951/1952 nie spadł z DDR-Oberligi, to niewykluczone, że piłkarskie losy Meklemburgii i Pomorza Przedniego potoczyłyby się w sposób alternatywny. Karty historii być może wymagałyby "erraty" w temacie niepodzielnej hegemonii Hansy Rostock nad Bałtykiem, która dzisiaj i na przestrzeni ostatnich dekad nie budzi przecież żadnych wątpliwości.

***

W sezonie 1953/1954 mapa DDR-Oberligi jest absurdalnie asymetryczna. W zasadzie wszystkie drużyny są z uprzemysłowionego południa kraju. Nie tylko z Drezna czy z Lipska, ale nawet z tak anonimowych miejscowości, jak Meerane i Lauter. W Saksonii zagęszczenie klubów grających w elicie jest tak duże, że dwa z nich są oddalone od siebie o pięć minut drogi.

Dla raczkującej i chwiejnej władzy nowego państwa na mapie Europy taka sytuacja była nie do zaakceptowania. W DDR-Oberlidze brylowały zespoły z miejscowości, które czasami nie posiadały nawet praw miejskich, natomiast Berlin Wschodni nie miał w elicie ani jednego przedstawiciela. Najbardziej wysuniętym na północ przyczółkiem najwyższej klasy rozgrywkowej było z kolei Stendal, w linii prostej oddalone od wybrzeża Bałtyku o prawie 200 kilometrów.

Dlatego w kolejnym sezonie 1954/1955 zaczęto ręcznie majstrować przy rozgrywkach. W Berlinie Wschodnim pojawiły się przeniesione z Drezna i Lipska: policyjne Dynamo oraz wojskowy Vorwärts, natomiast w Rostocku utworzono SC Empor. Zresztą słowo "utworzono" nie do końca oddaje stan faktyczny, ponieważ nad Bałtyk po prostu przetransferowano zespół BSG Empor Lauter - uznając, że w Saksonii i tak jest jeszcze wiele innych drużyn, natomiast północ - po spadku BSG Motor Wismar - od dłuższego czasu nie ma żadnego reprezentanta w elicie. Dekadę później, w 1965 r. Empor przeistoczy się w docelową Hansę Rostock.

***

Wismar to jedno z najładniejszych miast byłej NRD - powszechnie kojarzone przede wszystkim ze względu na odrestaurowaną, kameralną "starówkę", która w 2002 r. została wpisana na listę UNESCO. Dziedzictwo Wismaru opiera się przede wszystkim na średniowiecznej tradycji hanzeatyckiej, ale po części również na okresie szwedzkiego panowania, które zaczęło się w 1648 r., a - w świetle prawa - zakończyło się dopiero w 1903 r. Tak naprawdę Szwedzi wynieśli się jednak z Wismaru sto lat wcześniej, kiedy trapieni problemami finansowymi zastawili miasto Wielkiemu Księstwu Meklemburgii-Schwerina. Na początku XX wieku zrezygnowali z wykupu i ostatecznie zrzekli się wszelkich roszczeń.

Burzliwa i ciekawa historia Wismaru oraz - co za tym idzie - bogate dziedzictwo architektoniczne powodują, że miasto jest jedną z najciekawszych destynacji turystycznych drugiego szeregu w byłej NRD. Dodatkowym atutem Wismaru jest oczywiście położenie nad samym Bałtykiem (co ciekawe to właśnie tutaj znajduje się najbardziej wysunięty na południe punkt "naszego" morza) oraz bliskość wyspy Poel. Za czasów NRD była to trzecia największa wyspa w NRD (po Rugii i Uznamie). Do dzisiaj jest zdecydowanie mniej popularna od flagowej dwójki, a gwarantuje spokój i możliwość wypoczynku na kameralnych, długich i piaszczystych plażach.

***

W pierwszych latach istnienia NRD to właśnie Wismar a nie Rostock był piłkarską latarnią, która świeciła najjaśniej na futbolowej pustyni od Berlina aż po piaszczyste plaże morza znanego u naszych zachodnich sąsiadów jako Ostsee.

ZSG Anker Wismar oraz BSG Vorwärts Schwerin - jako najlepsze drużyny Meklemburgii - wzięły udział w pierwszym sezonie DDR-Oberligi 1949/1950. I już pierwsza edycja tych rozgrywek zasygnalizowała, że północ kraju będzie odstawać od południa, ponieważ oba zespoły od razu spadły z najwyższej klasy rozgrywkowej, zajmując dwa ostatnie miejsca.

Anker nieoczekiwanie dostał jednak szansę, żeby się uratować. Z DDR-Oberligi karnie zdegradowano (i rozwiązano) bowiem wicemistrza SG Dresden-Friedrichstadt. Klub z Saksonii stracił tytuł w ostatniej kolejce, przegrywając mecz z bezpośrednim rywalem do mistrzostwa, czyli ZSG Horch Zwickau. Po spotkaniu wybuchły zamieszki, ponieważ kibice podejrzewali, że mecz ustawiono, chcąc zaszkodzić mającemu burżuazyjne korzenie SG Dresden-Friedrichstadt.

Klub rozwiązano, a w jego miejsce władze chciały wepchnąć do elity słuszny ideologicznie, przyzakładowy BSG VVB Tabak Dresden. Zespół miał zostać zasilony zawodnikami z SG Dresden-Friedrichstadt, ale większość z nich po całej sytuacji uciekła do Berlina Zachodniego i z podmianki zrezygnowano.

Jedno miejsce spadkowe zostało więc zagospodarowane, co otworzyło szansę na pozostanie w elicie dla jednej z drużyn z dołu tabeli. Los ostatniego BSG Vorwärts Schwerin był przesądzony, ale ZSG Anker oraz ZSG Altenburg zakończyły zmagania z taką samą liczbą punktów, dlatego rozegrano bezpośredni mecz barażowy o pozostanie w DDR-Oberlidze. Po zaciętym spotkaniu zespół z Wismaru przegrał 2:3 i spadł do DDR-Ligi.

Na zapleczu spędził tylko rok i od razu wywalczył awans z powrotem do DDR-Oberligi na sezon 1951/1952. Niestety drugie podejście do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej również zakończyło się niepowodzeniem. Piłkarze znad Bałtyku - wówczas już pod nazwą BSG Motor Wismar - zajęli 17. pozycją w liczącej 19 zespołów lidze i, jak się później okazało, już na zawsze pożegnali się z DDR-Oberligą.

Trzeba jednak podkreślić, że w sezonie 1951/1952 BSG Motor swoje domowe mecze rozgrywał na stadionie w... Rostocku. W tym czasie zaczął się bowiem drugi etap budowy 15-tysięcznego Kurt-Bürger-Stadion, który wymusił tymczasową wyprowadzkę piłkarzy. Pierwotnie planowano renowację starego Jahnstadion w Wismarze, ale prac nie udało się wykonać na czas i władze przekierowały zespół na cały sezon do Rostocku.

Po spadku do DDR-Ligi wydawało się, że BSG Motor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w kwestii swoich kontaktów z najwyższą klasą rozgrywkową, ponieważ sezon 1952/1953 ukończył na drugim miejscu w swojej grupie. Później było już jednak gorzej i po reformie rozgrywek, której efektem było utworzenie dziwnego tworu o nazwie II. DDR-Liga, który miał stać się bardziej profesjonalną trzecią ligą, to właśnie tam w 1955 r. znalazł się zespół z Wismaru, co definitywnie pogrzebało nadzieje na wielką piłkę w tym mieście. A w międzyczasie zaowocowało wcześniej opisanym transferem z Lauter do Rostocku.

Piłkarze znad Bałtyku w II. DDR-Lidze przeszli cały szlak bojowy, spędzając w niej osiem sezonów z rzędu aż do 1963 r., kiedy sztucznie scentralizowana trzecia liga została zlikwidowana i powrócono do koncepcji lig okręgowych (Bezirksliga). W międzyczasie (dokładnie w 1961 r.) klub zmienił nazwę TSG Wismar, pod którą występował już do upadku NRD.

TSG w 1964 r. wróciło z Bezirksligi na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej, czyli do DDR-Ligi i spędziło tam kolejnych 20 sezonów z rzędu, co trzeba uznać za najbardziej stabilny okres w dziejach klubu znad morza.

Zdecydowanie najlepszy był początek lat 70-tych, kiedy w Wismarze znów zaczęto myśleć o awansie do DDR-Oberligi. W sezonie 1970/1971 TSG (przy średniej frekwencji pomiędzy 4 a 5 tysięcy widzów) zakończyło rozgrywki tylko trzy punkty za ASG Vorwärts Stralsund, które wywalczyło wówczas bezpośrednią promocję do elity. Sezon później TSG wygrało swoją grupę, ale wtedy - po kolejnej reformie - grup DDR-Ligi było już więcej i zawodnicy z Wismaru o bilety do Oberligi musieli bić się w turnieju barażowym. W starciach z takimi markami, jak Rot-Weiss Erfurt i Chemie Lipsk nie mieli jednak większych szans.

Ostatnie lata istnienia NRD TSG spędziło w Bezirkslidze, ale i tak w tabeli wszech czasów DDR-Ligi zajmuje wysokie, 13. miejsce.

W 1997 r. - oszczędzając już sobie szczegółów kolejnych fuzji - klub wrócił do starej nazwy "Kotwica" i funkcjonuje jako FC Anker Wismar. Aktualnie występuje na piątym poziomie rozgrywkowym. W sezonie 2010/2011 doszedł do finału regionalnego Pucharu Niemiec na szczeblu landowym, w którym uległ Hansie Rostock 0:3. Hansa miała już jednak zapewniony start w DFB Pokal ze ścieżki ligowej, więc miejsce w 1. rundzie pucharu otrzymał również FC Anker.

W 1. rundzie zespół z Wismaru zmierzył się ze słynnym Hannoverem 96 i przegrał aż 0:6. Niestety wówczas Kurt-Bürger-Stadion był jeszcze przed modernizacją i nie spełniał wymogów DFB oraz telewizji. Spotkanie trzeba więc było przenieść do Lubeki, gdzie i tak obejrzało je ponad 6 tys. widzów.

***

Aktualnie to właśnie stadion jest największą atrakcją związaną z FC Anker. Obiekt w 2008 r. został wpisany na listę zabytków, a dekadę później gruntownie odnowiony i zmodernizowany. To mocno zmniejszyło jego pojemność do ok. 4, 5 tys. miejsc, ale efekt finalny jest świetny. Stadion zachował swój charakter i przypomina o czasach dawnej świetności klubu, który kiedyś miał aspirację być największą siłą regionu oraz miasta, które było drugim największym portem w NRD.

𝟏. 𝐅𝐂 𝐅𝐫𝐚𝐧𝐤𝐟𝐮𝐫𝐭 𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐝𝐨 𝟓. 𝐋𝐢𝐠𝐢 𝐢 - 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐧𝐚𝐣𝐦𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐧𝐚 𝐣𝐞𝐝𝐞𝐧 𝐦𝐞𝐜𝐳 - 𝐝𝐨 𝐤𝐮𝐥𝐭𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐧𝐚𝐳𝐰𝐲 𝐅𝐂 𝐕𝐨𝐫𝐰𝐚̈𝐫𝐭𝐬Czterocyfrowa liczba wid...
15/06/2026

𝟏. 𝐅𝐂 𝐅𝐫𝐚𝐧𝐤𝐟𝐮𝐫𝐭 𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐝𝐨 𝟓. 𝐋𝐢𝐠𝐢 𝐢 - 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐧𝐚𝐣𝐦𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐧𝐚 𝐣𝐞𝐝𝐞𝐧 𝐦𝐞𝐜𝐳 - 𝐝𝐨 𝐤𝐮𝐥𝐭𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐧𝐚𝐳𝐰𝐲 𝐅𝐂 𝐕𝐨𝐫𝐰𝐚̈𝐫𝐭𝐬

Czterocyfrowa liczba widzów, dobrze oflagowane sektory gospodarzy i gości, odrobina pirotechniki, a na boisku drużyny, które łącznie rozegrały 16 meczów w europejskich pucharach. Choć może trudno jest to sobie wyobrazić, ale dokładnie taki anturaż miał mecz 6. Ligi pomiędzy BSG Stahl Brandenburg a 1. FC Frankfurt.

Dla Stahli mecz ostatniej kolejki rozgrywany na swoim, magicznym Stadion am Quenz był przede wszystkim okazją do zwieńczenia bardzo dobrego sezonu w Brandenburglidze. Legenda lat 80-tych NRD-owskiego futbolu wróciła na szósty poziom rozgrywkowy po siedmiu latach niebytu i jako beniaminek spisała się znakomicie, kończąc zmagania na bardzo wysokim, trzecim miejscu. Przy okazji dystansując w tabeli miejskiego rywala, ponieważ Brandenburger SC Süd 05 finiszował na piątej pozycji. Poza tym jesienią udało się ograć przeciwnika zza miedzy w derbach rozegranych na własnym stadionie, a atmosfera i frekwencja (prawie 5 tys. widzów) odbiły się echem w całym kraju.

1. FC Frankfurt na Stadion am Quenz przyjechał natomiast walczyć o wygranie Brandenburligi i - co za tym idzie - przepustki do 5. Ligi.

Początek sezonu w ogóle nie wskazywał na to, że klub z "Oderstadt" włączy się do gry o awans. 1. FC Frankfurt rozgrywki zaczął bowiem z czterema ujemnymi punktami (nie wywiązał się z limitu związanego z koniecznością oddelegowania odpowiedniej liczby sędziów do meczów w niższych ligach, a w Niemczech to istotny punkt regulaminu), a poza tym na przełomie września i października zaliczył serię czterech porażek z rzędu. Ale jak się okazało - były to jedyne porażki na przestrzeni całego sezonu. Później drużyna z Frankfurtu nie przegrała już żadnego spotkania do końca rozgrywek, notując kapitalną serię 22 kolejnych meczów bez porażki. Dzięki temu na finiszu dopadła liderujący prawie przez cały sezon MSV Neuruppin i przed ostatnią kolejką oba zespoły miały na koncie po tyle samo punktów.

Na korzyść 1. FC Frankfurt działał lepszy bilans bramkowy, więc teoretycznie piłkarze znad Odry mieli los w swoich rękach, jednak oni jechali na bardzo trudny teren do Brandenburga nad Hawelą, natomiast MSV Neuruppin wybrał się do zdegradowanego SV Blau-Weiß Petershagen-Eggersdorf.

Losy awansu ważyły się dosłownie do ostatnich sekund sezonu, a korespondencyjny pojedynek był niezwykle emocjonujący, bo obie drużyny ostatecznie były górą w swoich spotkaniach. 1. FC Frankfurt wygrał w Brandenburgu 1:0 po golu w 85. minucie meczu, natomiast MSV Neuruppin ograł ligowego marudera 2:1. Musiał jednak gonić wynik, a zwycięskiego gola zdobył dopiero w ostatniej akcji spotkania. Nic to jednak nie dało i to 1. FC Frankfurt świętuje powrót na piąty poziom rozgrywkowy po trzech latach przerwy.

Przy okazji warto podkreślić znakomite zachowanie Stahli Brandenburg, która - pomimo lat sportowego niebytu - pozostała klubem o silnej tożsamości charakteryzującej się szacunkiem nie tylko do własnej historii, ale także do swoich przeciwników. Po końcowym gwizdku na tablicy wyników nazwa 1. FC Frankfurt zmieniła się bowiem na historyczną - FC Vorwärts, natomiast w trakcie meczu miejscowi kibice zaprezentowali transparent wspierający walkę sympatyków futbolu we Frankfurcie o powrót do korzeni.

Stahl pielęgnując swoje dziedzictwo przetrwała mroczne czasy i dzisiaj jest w stanie liczyć swoją frekwencję w 6. Lidze nie tylko w setkach, ale czasem także w tysiącach. Przy okazji na różne sposoby wspiera inne zasłużone kluby z byłej NRD, które zniknęły w czeluściach niższych lig - Dynamo Schwerin, BSG Wismut Gera czy właśnie Frankfurt.

Świeżo upieczony piątoligowiec to zresztą przypadek wyjątkowy. Frankfurt nad Odrą ma ogromny potencjał na to, żeby mieć klub cieszący się analogicznym zainteresowaniem, co BSG Stahl Brandenburg. Klimatyczny Stadion Przyjaźni, piękna historia naznaczona wicemistrzostwem NRD i meczami z Juventusem Turyn czy PSV Eindhoven w Europie oraz miasto, które pilnie potrzebuje jakiegoś impulsu do przerwania marazmu po zjednoczeniu Niemiec.

Funkcjonujący w obecnej formie od 2012 r. 1. FC Frankfurt zraził jednak do siebie kibiców zerwaniem z tradycją. Fani nigdy nie zaakceptowali nowej nazwy i nawet, jeśli pojawiają się na stadionie, to eksponują artefakty z historyczną nazwą FC Vorwärts. Nie inaczej było zresztą podczas meczu w Brandenburgu nad Hawelą, gdzie w sektorze gości trzycyfrowa liczba przyjezdnych wywiesiła flagę z historycznym herbem oraz nazwą.

Ale wiele wskazuje na to, że wraz z awansem będzie miało miejsce nowe otwarcie we frankfurckim futbolu, być może długofalowo dużo ważniejsze niż wywalczenie przepustek do 5. Ligi.

1 sierpnia na Stadionie Przyjaźni odbędzie się mecz towarzyski, w którym piłkarze z Frankfurtu zagrają w koszulkach retro pod nazwą FC Vorwärts, a ich rywalem będzie inna legenda NRD-owskiego futbolu - BSG Stahl Riesa (aktualnie 6. Liga). Będzie to spotkanie z okazji 55. rocznicy transferu Vorwärts z Berlina Wschodniego do Frankfurtu nad Odrą. Stahl Riesa 1 września 1971 r. była pierwszym zespołem, który przyjechał na ligowy mecz DDR-Oberligi do "Oderstadt".

Oczywiście na razie trudno jest mówić o powrocie do starej nazwy na stałe, bo jest to bardzo długotrwały proces, ale w klubie zapowiadają, że nawiązania do złotych czasów FC Vorwärts mają być stałym elementem codzienności, czego sparing ze Stahlą Riesa jest najlepszym przykładem. Być może efektem końcowym będzie właśnie powrót do pierwotnej identyfikacji wizualnej.

𝟏. 𝐅𝐂 𝐋𝐨𝐤𝐨𝐦𝐨𝐭𝐢𝐯𝐞 𝐋𝐢𝐩𝐬𝐤 - 𝐖𝐮̈𝐫𝐳𝐛𝐮𝐫𝐠𝐞𝐫 𝐊𝐢𝐜𝐤𝐞𝐫𝐬Średnio 6350 kibiców oglądało ligowe mecze 1. FC Lokomotive Lipsk na Bruno-P...
07/06/2026

𝟏. 𝐅𝐂 𝐋𝐨𝐤𝐨𝐦𝐨𝐭𝐢𝐯𝐞 𝐋𝐢𝐩𝐬𝐤 - 𝐖𝐮̈𝐫𝐳𝐛𝐮𝐫𝐠𝐞𝐫 𝐊𝐢𝐜𝐤𝐞𝐫𝐬

Średnio 6350 kibiców oglądało ligowe mecze 1. FC Lokomotive Lipsk na Bruno-Plache-Stadion w zakończonym właśnie sezonie. To wynik lepszy niż w schyłkowych latach istnienia NRD, kiedy LOK zaczął systematycznie osuwać się w ligowej tabeli, w międzyczasie żegnając się też z europejskimi pucharami dwumeczem z Napoli, w którym grał wówczas Diego Maradona.

Gdy w zeszłym roku LOK przegrał barażową rywalizację o awans do 3. Ligi z TSV Havelse, to wydawało się, że kolejne rozgrywki będą okresem przejściowym, a niebiesko-żółci po raz kolejny czołowe miejsca zaatakują być może dopiero w sezonie 2026/2027, kiedy mistrz Regionalligi Nordost będzie mógł awansować do 3. Ligi bezpośrednio, bez konieczności grania meczów barażowych. Porażka z TSV Havelse nosiła znamiona zaprzepaszczenia dziejowej szansy, bo na papierze LOK był przecież zdecydowanym faworytem rywalizacji z drużyną spod Hanoweru, która nawet trochę zastanawiała się, czy w ogóle ogarnie ewentualny awans pod kątem logistyczno-infrastrukturalnym.

Ale LOK - niczym w klasycznym heist movie - spróbował zagrać to jeszcze raz. Udało się w większości utrzymać trzon składu, więc trener Jochen Seitz wraz z grupą doświadczonych piłkarzy po 30-stce, jak legendarny już kapitan Djamal Ziane czy Farid Abderrahmane zdecydowali się na last dance w tym zestawieniu personalnym.

Finaliści Pucharu Zdobywców Pucharów z 1987 r. szczególnie dobrze prezentowali się jesienią, kiedy notowali trwające nawet kilka tygodni serie kolejnych wygranych z rzędu, dzięki czemu zbudowali przewagę nad resztą stawki. Wiosną mający najstarszą drużynę w lidze LOK zaczął jednak łapać zadyszkę. Przydarzyła się kompromitująca porażka ze zdegradowaną Herthą 03 Zehlendorf oraz niespodziewana przegrana w miejskich derbach z Chemie. Ostatecznie Lokomotive Lipsk doczołgał się do końca rozgrywek na pierwszym miejscu, ale wyprzedził FC Carl Zeiss Jena tylko lepszym bilansem bramkowym.

***

Lipsk jest dla mnie miastem dwóch twarzy. W ostatnich latach odwiedzam je dość często i z reguły tylko w dwóch przypadkach, czyli przy okazji meczów LOK-u albo RB. I te dwie twarze nie wynikają tylko z tego, że obu klubów nie da się porównać, jeżeli chodzi o piłkarskie imponderabilia – historię, tożsamość, emocjonalny ładunek i znaczenie dla lokalnej społeczności.

Nawet bardziej chodzi o położenie samych stadionów. Red Bull Arena, czyli dawny Zentralstadion - jak sama nazwa wskazuje - znajduje się w ścisłym centrum Lipska. Wizyta na meczu jest więc jednoznaczna z wejściem w najbardziej tętniące życiem kwartały liczącego ponad 600 tys. mieszkańców miasta.

LOK pochodzi natomiast z położonej na południowo-wschodnich rubieżach dzielnicy Probstheida, która jeszcze na początku XX wieku była osobną miejscowością. Do dzisiaj zachowała spokojny charakter podmiejskiej sypialni, gdzie życie toczy się zdecydowanie spokojniejszym tempem niż w centrum. Nie sposób odmówić tej okolicy uroku.

Jadąc na mecz LOK-u z reguły zjeżdża się z autostrady A38. Później wystarczy ledwie przekroczyć administracyjne granice miasta, żeby za kilka minut dotrzeć pod stadion. Czasami łapie się na tym, że Lipsk, który znam z meczów LOK-u, a Lipsk, który kojarzę ze spotkań RB jawią mi się w głowie w zasadzie jako dwa różne miasta.

***

W tym roku 1. FC Lokomotive Lipsk w barażach o awans do 3. Ligi mierzył się z przedstawicielem grupy bawarskiej, Würzburger Kickers. Rywal przepustki do tej rywalizacji dostał tylko dlatego, że rezerwy Norymbergii, które wygrały swoją grupę nie wyraziły chęci gry w 3. Lidze, więc zaproszenie przeszło na drugi w tabeli zespół z Würzburga.

Mimo wszystko nie było wątpliwości, że w tym roku poprzeczka będzie zawieszona jeszcze wyżej, ponieważ Würzburger Kickers - w przeciwieństwie do TSV Havelse - to klub zdeterminowany do powrotu na szczebel centralny. Mający solidną bazę kibicowską i wciąż świeże wspomnienia z gry w 2. Bundeslidze w sezonie 2020/2021.

Ale w Lipsku optymizmu przed barażową rywalizacją nie brakowało. Prace renowacyjne przy kultowej, drewnianej trybunie na Bruno-Plache-Stadion sprawiły, że obiekt miał otrzymać licencję na grę w 3. Lidze, a kibice dość szybko wykupili komplet 10 tys. wejściówek na sektory przeznaczone dla gospodarzy.

***

W tym roku podczas barażowego meczu w Lipsku na pewno bardziej dopisała pogoda. Przed rokiem, tuż przed spotkaniem, nad miastem przeszło prawdziwe oberwanie chmury z opadami gradu włącznie i choć na sam mecz już się rozpogodziło, to kibice do ostatniej chwili wstrzymywali się z przejściem na obiekt, kryjąc się m. in. na zadaszonym parkingu przy pobliskim Aldi.

Teraz była pełna lampa. Słońce - pomimo tego, że mecz zaczął się o 19 - intensywnie operowało przez całe spotkanie. To, że wróciłem się do domu po czapkę z daszkiem uratowało mi komfort oglądania tego widowiska.

Kibice LOK-u na rozpoczęcie meczu przygotowali oprawę na podobnym patencie, co przed rokiem, czyli estetyczną kartoniadę w barwach klubu uzupełnioną hasłem "We will be back", które niestety nie okazało się prorocze. Goście natomiast solidnie zadymili całą okolicę (z racji na kierunek wiatru także poza stadionem) czerwonymi świecami dymnymi, a na płocie pojawił się duży napis "Macht sie alle", czyli w łagodnym tłumaczeniu: "Załatwcie ich wszystkich".

Co ciekawe był to poniekąd follow up do jednej z opraw LOK-u zmontowanej podczas derbów z Chemie Lipsk. Wówczas niebiesko-żółci - inspirując się Metallicą - zaprezentowali choreografię pod tytułem "Kill 'Em All".

LOK podczas meczu, jak na swoje możliwości, dopingował na całkiem niezłym poziomie. Na wokalnym poziomie nie jest to przecież tak dobra ekipa jak Chemie. Lokomotive zawsze stylem bardziej przypominało np. BFC Dynamo i nad miejskim rywalem górowało przede wszystkim na ulicy. Mimo wszystko młode pokolenie naprawdę podkręciło poziom decybeli na Bruno-Plache-Stadion. I to pomimo złej akustyki tego stadionu oraz faktu, że młyn na łuku jest mocno oddalony od murawy. LOK stawia przede wszystkim na krótkie przyśpiewki i wrzutki w asyście rytmicznego klaskania, co sprzyja przyłączaniu się do dopingu całego stadionu.

Z tej perspektywy trudno było ocenić doping przyjezdnych, których klatka gości także jest mocno oddalona od reszty obiektu. Goście ubrani jednolicie na czerwono, dobrze oflagowani oraz praktycznie przez całe spotkanie odpalający po kilka rac wizualnie robili jednak dobre wrażenie.

W drugiej połowie miały miejsce kolejne prezentacje z obu stron. Zaczęli goście, którzy przy pomocy stosownych, bardzo estetycznych transparentów zaapelowali o reformę Regionalligi, ponieważ aktualnie czwarty poziom rozgrywkowy nurza się w oparach absurdu. Pięć grup, cztery miejsca premiowane awansem do 3. Ligi, niesprawiedliwy i rotacyjny system meczów barażowych. LOK odpowiedział wymownym transparentem "Mistrzowie muszą awansować", a później obie grupy kibiców wspólnie pozdrawiały władze związkowe. Na tym kurtuazje się jednak skończyły, ponieważ później LOK zaintonował klasyczne "Wessi Schweine".

Następnie w młynie LOK-u pojawiła się sektorówka w barwach klubu, pod którą przebrała się grupa pirotechników. Efektem finalnym było odpalenie mnóstwa żółtych świec dymnych, które przy okazji na kilka minut zasłoniły świecące słońce. Później LOK popalił trochę klasycznych rac, a na koniec dołożył jeszcze pokaz niebieskich świec dymnych.

Przyjazd atrakcyjnego kibicowsko rywala zdecydowanie bardziej zmobilizował fanatyków LOK-u, którzy na trybunach zaprezentowali się dużo lepiej niż przed rokiem. Niestety podobnie nie było z piłkarzami, którzy przegrali pierwszy mecz 0:1. W zasadzie nie stworzyli żadnej dobrej sytuacji, wyglądali po raz kolejny na zmęczonych i przygniecionych stawką meczu.

Już na półmetku rywalizacji było praktycznie oczywiste, że znowu nic z tego nie wyjdzie. Nikt bowiem nie wierzył w diametralną zmianę w rewanżu i niestety rzeczywistość nie rozjechała się z przewidywaniami. LOK przegrał w Würzburgu 1:2 i po raz drugi z rzędu przepadł w barażach.

28 lat... i licznik bez gry na szczeblu centralnym będzie bił dalej.

Ciekawy sparing na 60-lecie BFC Dynamo. 27 czerwca o godz. 16:00 dziesięciokrotni mistrzowie NRD zagrają na berlińskim S...
04/06/2026

Ciekawy sparing na 60-lecie BFC Dynamo. 27 czerwca o godz. 16:00 dziesięciokrotni mistrzowie NRD zagrają na berlińskim Sportforum z Pogonią Szczecin.

𝐓𝐚𝐬𝐦𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐁𝐞𝐫𝐥𝐢𝐧 𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐝𝐨 𝐑𝐞𝐠𝐢𝐨𝐧𝐚𝐥𝐥𝐢𝐠𝐢 𝐍𝐨𝐫𝐝𝐨𝐬𝐭! 𝐋𝐞𝐠𝐞𝐧𝐝𝐲 𝐟𝐮𝐭𝐛𝐨𝐥𝐮 𝐰 𝐍𝐑𝐃 𝐳𝐚𝐠𝐫𝐚𝐣𝐚̨ 𝐳 𝐥𝐞𝐠𝐞𝐧𝐝𝐚̨ 𝟏. 𝐁𝐮𝐧𝐝𝐞𝐬𝐥𝐢𝐠𝐢28 maja 1966 r. Ta...
31/05/2026

𝐓𝐚𝐬𝐦𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐁𝐞𝐫𝐥𝐢𝐧 𝐰𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐝𝐨 𝐑𝐞𝐠𝐢𝐨𝐧𝐚𝐥𝐥𝐢𝐠𝐢 𝐍𝐨𝐫𝐝𝐨𝐬𝐭! 𝐋𝐞𝐠𝐞𝐧𝐝𝐲 𝐟𝐮𝐭𝐛𝐨𝐥𝐮 𝐰 𝐍𝐑𝐃 𝐳𝐚𝐠𝐫𝐚𝐣𝐚̨ 𝐳 𝐥𝐞𝐠𝐞𝐧𝐝𝐚̨ 𝟏. 𝐁𝐮𝐧𝐝𝐞𝐬𝐥𝐢𝐠𝐢

28 maja 1966 r. Tasmania Berlin zagrała ostatni mecz w 1. Bundeslidze. Prawie dokładnie 60 lat później - 30 maja 2026 r. świętowała awans do Regionalligi Nordost, czyli na czwarty poziom rozgrywkowy.

Tasmania to klub, którego chyba nie trzeba szerzej przedstawiać. Najgorsza drużyna w historii Bundesligi, zajmująca zaszczytne, 58. miejsce (ostatnie) w tabeli wszech czasów tych rozgrywek. Posiadaczka wielu negatywnych rekordów najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech, z których wiele prawdopodobnie nigdy nie zostanie pobitych. Tasmania w 1965 r. została dokooptowana do gry w 1. Bundeslidze chwilę przed startem sezonu wobec karnej degradacji Herthy BSC i braku innych chętnych w Berlinie Zachodnim do zastąpienia Starej Damy. Piłkarze byli awaryjnie ściągani z urlopów nad morzem, a o "awansie" dowiadywali się ze stacji radiowych albo od innych kuracjuszy. Dlatego ta misja nie mogła skończyć się inaczej niż spektakularnym spadkiem, a bramkarz Heinz Rohloff, który wpuścił ponad 100 goli, z czasem mówił w szatni już tylko: "Wypijmy jeszcze jednego drinka, wtedy to wszystko będzie łatwiejsze do zniesienia".

***

Wczoraj odbyła się ostatnia kolejka północnej grupy Oberligi Nordost (5. liga). Teoretycznie na samym finiszu awansu Tasmanię mógł jeszcze pozbawić SV Lichtenberg 47, ale w praktyce zespół z dzielnicy Neukölln mroził szampany jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Miał zapas nie tylko trzech punktów, ale także lepszy bilans bramkowy, więc nawet korzystny dla L47 obrót wyników skutkujący odrobieniem straty punktowej niczego nie gwarantował. Trzeba by było jeszcze strzelić sporo bramek.

Ale Tasmania w sobotę nie pozostawiła żadnych złudzeń. Wygrała na wyjeździe z Eintrachtem Mahlsdorf aż 5:0, prowadząc 2:0 już... po czterech minutach. A Lichtenberg 47 nawet nie podjął rękawicy i w innych berlińskich derbach niespodziewanie przegrał u siebie z Tennis Borussią Berlin 0:1. W ten sposób przy okazji przyklepał utrzymanie TeBe (w barażach o pozostanie w Oberlidze będzie musiało grać zasłużone Dynamo Schwerin).

Dla Tasmanii będzie to drugie podejście do Regionalligi Nordost. Pierwsze w sezonie 2021/2022 zakończyło się fiaskiem. Wówczas Berlińczycy spadli z hukiem, zajmując ostatnie miejsce i wygrywając tylko trzy z 38 spotkań.

Wtedy Tasmania nie mogła jednak grać na swoim Werner-Seelenbinder-Sportpark i z konieczności podnajmowała Stadion Lichterfelde (tam na co dzień gra m. in Viktoria Berlin). Teraz awans będzie smakował zdecydowanie lepiej, ponieważ stadion Tasmanii został dostosowany do wymogów Regionalligi i piłkarze z Neukölln będą mogli grać u siebie. Na kameralny stadion przy dawnym lotnisku Tempelhof w przyszłym sezonie przyjedzie więc kilka ciekawych ekip kibicowskich, jak BFC Dynamo, Carl Zeiss Jena, Chemie Lipsk, Erzgebirge Aue czy Hallescher FC. A co do dosłownego smaku awansu, to Tasmania słynie m. in. z tego, że podczas meczów serwuje ćevapi.

Awans Tasmanii oznacza również, że w Regionallidze Nordost - pomimo spadku Herthy 03 Zehlendorf - pozostanie pięć drużyn z Berlina (BFC Dynamo, BFC Preussen, VSG Altglienicke, Hertha BSC II, Tasmania).

Marzenia o awansie poszły z dymem?2:30 w domu. 6:00 w piątek budzik do roboty. Z wiekiem głupich pomysłów nie ubywa. W z...
29/05/2026

Marzenia o awansie poszły z dymem?

2:30 w domu. 6:00 w piątek budzik do roboty. Z wiekiem głupich pomysłów nie ubywa. W zamian zobaczyłem - tak samo, jak w zeszłym roku - sparaliżowany stawką spotkania i zmęczony sezonem 1. FC Lokomotive Lipsk, który w pierwszym meczu barażowym o awans do 3. Ligi przegrał 0:1 z Würzburger Kickers. I trzeba to uznać za najniższy wymiar kary, bo rywale w pierwszej połowie ostemplowali poprzeczkę, a w drugiej koncertowo zmarnowali kilka szybko wyprowadzonych kontrataków. Gospodarze za to w zasadzie bez klarownej sytuacji pod bramką przeciwnika.

LOK jak zawsze dojechał tylko na trybunach. Komplet 10 tys. widzów, dwie oprawy, dużo dymu.

Poniedziałkowy rewanż wydaje się niestety tylko formalnością. Licznik 28 lat bez gry na szczeblu centralnym raczej będzie bił dalej...

Ale czy było warto? Oczywiście! Bo przecież, gdyby interesowała nas piłka nożna, to... włączyłbym sobie Barcelonę.

CDN.!

Dzisiaj wszystkie drogi prowadzą do Lipska. I nie, nie pomyliłem daty finału Ligi Konferencji Europy. To będzie spotkani...
28/05/2026

Dzisiaj wszystkie drogi prowadzą do Lipska. I nie, nie pomyliłem daty finału Ligi Konferencji Europy. To będzie spotkanie znacznie większego kalibru.

28 lat temu 1. FC Lokomotive Lipsk (wówczas jeszcze jako VfB Lipsk) po raz ostatni zagrał na szczeblu centralnym (w 2. Bundeslidze). 22 lata temu zaczął mozolną odbudowę od 11. ligi, bijąc przy okazji rekord Guinnessa, jeśli chodzi o frekwencję na tym poziomie rozgrywkowym (ponad 12 tys. widzów na jednym z ligowych spotkań).

Od dekady LOK nieprzerwanie gra w Regionallidze Nordost i ciągle bezskutecznie próbuje dobić się na szczebel centralny. Gdy wygrywa ligę, to akurat w tych sezonach, kiedy mistrz grupy północno-wschodniej o przepustki do 3. Ligi musi dodatkowo walczyć w barażach. W 2020 r. LOK przegrywa dwumecz z SV Verl tylko przez gorszy bilans bramek na wyjeździe. Rok temu jest zdecydowanym faworytem rywalizacji z TSV Havelse, ale sparaliżowany presją i wypruty po morderczym sezonie na dwóch frontach (liga i Puchar Saksonii) u siebie ledwo ratuje remis, a na wyjeździe doznaje bolesnej porażki.

"Syzyf z Probstheidy" piszą o LOK-u media, podkreślając prawie trzy dekady bezskutecznej walki drużyny z Lipska o powrót na salony. Ale w tym sezonie niebiesko-żółci, jakby w ogóle nie zniechęceni, znowu podjęli rękawice i po raz drugi z rzędu wygrali rozgrywki Regionalligi Nordost. Dlatego znowu przyjdzie im się zmierzyć z barażowym koszmarem, który jest ostatnią przeszkodą na drodze do raju.

Czy głaz znowu wymknie im się z rąk tuż przed samym szczytem?

Dzisiaj pierwszy mecz barażowy z Würzburger Kickers w Lipsku. Rywale zmagania w bawarskiej Regionallidze ukończyli na 2. miejscu, ale z walki o awans zrezygnowały rezerwy Norymbergii, więc przepustki do gry w barażach trafiły właśnie w ręce piłkarzy z Würzburga.

W miniony weekend LOK odpoczywał, natomiast Würzburger Kickers niespodziewanie sięgnęli po Puchar Bawarii, pokonując w sobotę w finale TSV 1860 Monachium po serii rzutów karnych. Teoretycznie można by uznać, że rywale powinni być dodatkowo nakręceni po takim sukcesie, ale... LOK rok temu był w identycznej sytuacji. Też ograł w finale regionalnego pucharu trzecioligowca (Erzgebirge Aue), też po serii rzutów karnych i też po meczu rozgrywanym na własnym stadionie. Finalnie okazało się, że drużyna z Lipska - po morderczym sezonie - nie wytrzymała trzech tak trudnych meczów na przestrzeni tygodnia z hakiem (finał i dwa spotkania barażowe), na Havelse wychodząc już z pustym bakiem.

Dzisiaj o godz. 19 wszelkie analizy i dywagacje przestaną mieć jednak znaczenie. Komplet widzów na wyprzedanym do ostatniego miejsca "Bruno-Plache-Stadion" stanie na trybunach z nadziejami na spotkanie, które kiedyś można będzie nazwać pierwszym meczem nowej ery...

𝐁𝐅𝐂 𝐃𝐲𝐧𝐚𝐦𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐠𝐫𝐲𝐰𝐚 𝐰 𝐟𝐢𝐧𝐚𝐥𝐞 𝐏𝐮𝐜𝐡𝐚𝐫𝐮 𝐁𝐞𝐫𝐥𝐢𝐧𝐚 𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐠𝐫𝐚 𝐰 𝐃𝐅𝐁 𝐏𝐨𝐤𝐚𝐥"Holt den Sch*iß Pokal" - takie hasło wybrzmiewało ...
24/05/2026

𝐁𝐅𝐂 𝐃𝐲𝐧𝐚𝐦𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐠𝐫𝐲𝐰𝐚 𝐰 𝐟𝐢𝐧𝐚𝐥𝐞 𝐏𝐮𝐜𝐡𝐚𝐫𝐮 𝐁𝐞𝐫𝐥𝐢𝐧𝐚 𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐠𝐫𝐚 𝐰 𝐃𝐅𝐁 𝐏𝐨𝐤𝐚𝐥

"Holt den Sch*iß Pokal" - takie hasło wybrzmiewało z kibicowskich plakatów przed sobotnim finałem Pucharu Berlina z VSG Altglienicke. Jego dosadność chyba idealnie podkreślała rangę tego spotkania. Jednego meczu, który mógł zmazać plamę całego sezonu.

BFC Dynamo ma za sobą trudne miesiące. Przed startem rozgrywek dziesięciokrotni mistrzowie NRD - jak prawie zawsze - byli wymieniani w szerokim gronie kandydatów do gry o najwyższe cele. Ale w zasadzie już we wrześniu stało się jasne, że marzenia o pierwszym od upadku muru berlińskiego awansie na szczebel centralny trzeba odłożyć na później. Dynamo po pierwszych dziesięciu kolejkach miało na koncie tylko dwie wygrane i to nie koniec walki o czołowe lokaty stał się największym problemem Berlińczyków. Bordowo-biali na stałe ugrzęźli bowiem w dole ligowej tabeli i prawie do końca sezonu musieli bić się o utrzymanie w Regionallidze Nordost.

Szybko okazało się więc, że jedyną szansę na uratowanie sezonu będzie drugi triumf z rzędu w Pucharze Berlina, który nie tylko wzbogaciłby gablotę o kolejne trofeum i 150 tys. euro, ale przede wszystkim pozwolił wystartować w 1. rundzie DFB Pokal, co na pewno udobruchałoby rozczarowanych kibiców we wschodnim Berlinie. Pomarzyć o meczu na Sportforum z Bayernem, Borussią czy Unionem jest zawsze miłym przywilejem.

I trzeba przyznać, że Dynamo naprawdę zrobiło wszystko, żeby dotrzeć do wielkiego finału. Po drodze wyeliminowało sześciu rywali, a starcia z Eintrachtem Mahlsdorf i Spartą Lichtenberg z miejsca zakwalifikowały się do kategorii najbardziej dramatycznych w najnowszej historii klubu. W tym pierwszym meczu BFC Dynamo w 94. minucie strzeliło gola na 1:1 i doprowadziło do dogrywki, a potem w 120. minucie ustaliło wynik meczu na 2:1. W Lichtenbergu była powtórka z rozrywki. Legenda NRD-owskiego futbolu znowu w doliczonym czasie gry uratowała dogrywkę, żeby ostatecznie - w dramatycznych okolicznościach - zwyciężyć 6:3 i awansować do finału.

W sobotę czekał zdecydowanie najtrudniejszy rywal, czyli aktualnie piłkarski numer trzy w stolicy Niemiec - VSG Altglienicke. Złośliwi mówią, że to co najwyżej trzecia siła Brandenburgii, ponieważ drużyna - z racji na fatalny stan infrastruktury w Berlinie - swoje mecze rozgrywa w Fürstenwalde. Stąd bliżej jest już do polskiej granicy niż stolicy Niemiec.

Zresztą najlepszym podsumowaniem stadionowego Berlina było miejsce rozgrywania finału, czyli zapuszczony Momsenstadion. Na co dzień to sypiący się w oczach dom Tennis Borussii, która ostatnio nie była w stanie rozgrywać na nim swoich meczów. Po finale - pomimo wygranej - na stan murawy grzmiał dyrektor sportowy VSG Torsten Mattuschka, który kwieciście podsumował, że lepiej byłoby rozegrać ten mecz w popularnym Görlitzer Park, a określnie całego wydarzenia jako "Dzień Amatorów" idealnie oddaje poziom organizatorów finału.

"Tag der Amateure" nominalnie odnosi się do tego, że w dzień finału DFB Pokal wcześniej w całym kraju odbywają się finały poszczególnych pucharów landowych, w których biorą udział przede wszystkim drużyny z niższych szczebli rozgrywkowych (od 5. miejsca w 3. Lidze w dół).

Na berliński finał - w niedzielne przedpołudnie - do Berlina Zachodniego pofatygowało się 7639 kibiców, z czego znakomitą większością byli sympatycy BFC Dynamo, którzy na rozpoczęcie meczu przygotowali choreografię pod hasłem: "Der Genosse hat angeordnet - Pokalsieg Jetzt!", czyli "Towarzysz rozkazał - teraz zwycięstwo w pucharze!". Kibice BFC Dynamo często lubią ironizować ze swojej historii, teraz w oczywisty sposób nawiązując do czasów NRD, kiedy mówiło się, że to Erich Mielke decydował o losach mistrzostwa kraju. Co ciekawe - z niezłej strony pokazali się też na co dzień bardziej piknikowi kibice VSG, którzy odpalili trochę pirotechniki.

BFC już w 8. minucie wyszło na prowadzenie, co pozwalało mieć nadzieję, że uda się postawić faworytowi. Rywale wyrównali tuż przed przerwą. Ale zaraz po wznowieniu gry Dynamo znowu mogło prowadzić, ponieważ sędzia podyktował rzut karny dla dziesięciokrotnych mistrzów NRD. Jeden z piłkarzy sposobił się już do strzału, ale wtedy doszło do dziwnej sytuacji. Trener zarządził zmianę i wpuścił na murawę legendę BFC Rufata Dadaszowa, który jedenastkę zmarnował.

W samej końcówce regulaminowego czasu gry czerwoną kartkę zobaczył jeden z piłkarzy VSG i wydawało się, że dogrywce - po raz kolejny w tej edycji pucharu - szczęście może uśmiechnąć się do BFC. Nieoczekiwanie to jednak grające w osłabieniu Altglienicke okazało się bardziej pragmatyczne, strzeliło gola w 103. minucie i mogło podnieść Puchar Berlina. Po końcowym gwizdku kibice BFC próbowali przeprowadzić szturm na murawę, ale został on udaremniony.

BFC Dynamo - piłkarsko - przegrało sezon 2025/2026. Jedyny pozytyw z triumfu Altglienicke mogą widzieć mieszkańcy północnej części woj. lubuskiego. Jeśli VSG zdecyduje się grać mecz w DFB Pokal w Fürstenwalde, to będzie można się załapać na spotkanie - w zależności od losowania - prawdopodobnie z ciekawym rywalem.

***

Jeśli chodzi o inne finały w byłej NRD, to na pewno trzeba odnotować sensacyjne rozstrzygnięcie w Pucharze Brandenburgii. Energie Cottbus, które dopiero awansowało do 2. Bundesligi - na oczach ponad 10 tys. widzów na swoim stadionie - przegrało 1:2 z VfB Krieschow. Piątoligowiec tym samym zadebiutuje w DFB Pokal, choć było to już pewne przed pierwszym gwizdkiem, ponieważ Energie awansowało do 2. Bundesligi i tym samym z automatu też ma prawo gry w 1. rundzie Pucharu Niemiec.

W innych finałach niespodzianek nie było. W Turyngii Carl Zeiss Jena wygrał 1:0 z ZFC Meuselwitz, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim Hansa pokonała w Greifswaldzie SV Pastow 3:0, w Saksonii i Saksonii-Anhalt po puchar sięgnęły odpowiednio Erzgebirge Aue i Hallescher FC.

📷 Rafał - dzięki za zdjęcia!

Adresse

Kopernikusstraße 17c
Rostock
18057

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Service Kontaktieren

Nachricht an Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping senden:

Teilen