03/02/2026
Mieliśmy porozdawać trochę kart, zmienić kierunek biegu rzeki, no i chyba jest jak mówiliśmy. Robimy Remonty Tyska Liga Futsalu jak zwykle dowozi, teraz z naszym pozytywnym udziałem (nie, że same wpierdole). Działy się w ten weekend rzeczy niestworzone, ale wiadomo, że jedna przyćmiewa blask nawet najpiękniej skąpanego w słoneczku zimniutkiego, dopiero co nalanego piwka w ulubionym kuflu. Kości w ten weekend skończył być Agentem 000. Dostał w końcu licencję na strzelanie. Jednak od początku.
W trakcie ostatnich sezonów często zdarzało się, że następowały po sobie nasze mecze z pretendentami do tytułu. I tak było w ten weekend, ale nie zdarzyło się jeszcze chyba tak, że dzień po dniu graliśmy z dwoma różnymi drużynami i obie w momencie rozgrywania meczu były liderami ligi (Romku, proszę sprawdź to).
Sobota lider (ówczesny) FC Dallas Tychy, niedziela (lider, po sobocie) La Zabawa Tychy. Dawać kolejnego lidera, ino po kolei, żeby nikt dwa razy wpierdolu nie dostał.
W sobotę hokejowy wynik, ale przy tym sporo futsalowego rzemiosła. Nie mogło się zacząć inaczej niż od straty gola. Wszyscy zgromadzeni na ławkach rezerwowych, trybunach, sędziowie, pracownicy hali MOSiR Tychy wiedzieli od dwóch dni (mecz trwał 7 minut), że Migdał będzie strzelał. Podpowiedzi na boisku były dobrze słyszalne “bliżej, bo będzie jebał!”. No i zajebał. Na zegarze 1:0 dla Dallasów. Teraz mała anegdotka. Chodzą słuchy, chociaż nie chcę przytaczać zakulisowych rozmów, że Agent 000 miał zostać w przerwie pomiędzy rundami wytransferowany do bliżej nieznanej drużyny. Inne kluby nie chciały jednak zapłacić okupu (opłaty zgłoszeniowej) i tak już został. Wyszło nam to jednak na dobre, bo w końcu Szymon odpalił. Na 1:1 rozegrał dwójkową akcję z Karlosem, który obsłużył go kapitalnym podankiem w pole karne. Kości przerzucił piłkę nad Gargim i włożył na wizji do pustaka. No, jeśli Kości miałby strzelać tylko jednego gola w sezonie, to może to być właśnie taki. Na prowadzenie wyprowadził nas Karlos, goszczący na trybunach swoją konkubinę, która po osiemnastu latach grania po raz pierwszy nabrała podejrzeń, czy on serio w ogóle gra w tę piłkę, czy “od tylu lat ino łazi do tego zasranego Olka i żłopie to piwsko” (cytat, ja bym tak nigdy nie powiedział). Syn Lucjana wyprzedził przed polem karnym jednego z graczy Dallasów i dupnął pod ladę z wolejka. Też ładnie. Niestety euforia nie potrwała za długo, bo za chwilę Grzesiu Migdał skompletował dublecik strzelając do pustej bramki po kontrze. Radość Kowbojów z wyrównującego gola też nie była zbyt długa, bo w mgnieniu oka na ponowne prowadzenie wyprowadził nas Roger, który uderzył z ostrego kąta po krótkim rogu. Do przerwy 3:2, ale wiadomo meczyk trwa dwie połowy.
W drugiej połowie obie drużyny nie wykorzystywały swoich sytuacji i dopiero w 27 minucie prowadzenie podwyższył Mati, który minął strzałem z kąta wychodzącego z bramki Gargiego. Od tej pory skupiliśmy się na obronie (przypadkowej, szczęśliwej, czasami umyślnej). Gola kontaktowego Dallasi strzelili na pięć minut przed końcem, kiedy to mieli solidny okres napierdalania w naszą bramkę i dopięli celu. +/- od tego momentu przeciwnicy wprowadzili bramkarza do pola i próbowali zdobyć gola na wagę remisu, jednak do końca meczu dzielnie utrzymywaliśmy wynik, który dał nam trzy punkty. Udało się zrewanżować za porażkę w pierwszym etapie rozgrywek.
Ci co mogli, zasłużenie udali się na libację alkoholową. Na szczęście niedzielny mecz był dopiero o 20:20, więc każdy mógł podjechać trzeźwy.
[Wpis z niedzielnego meczu sponsoruje pozarządowa organizacja non-profit “Media są po naszej stronie”.]
La Zabawa jak to La Zabawa, cały skład się na nas spiął. Chyba ich było piętnastu. Przez cały mecz nie mieli nic. Wszystkie ataki były przez nas łatwo tłamszone. Sito raz po raz musiał bronić Częstochowę przed Potopem strzałów. Że tam się skończyło tylko 1:1 i to po golu w ostatniej akcji La Zabawawiawian, to aż szkoda strzępić ryja… My na mecz zjawiliśmy się w 7 osób do pola, ale w trakcie meczu dwóm odcięło prąd i zostaliśmy jednak w pięciu (w tym jeden kulawy), a mimo to se jechaliśmy z nimi jak Małysz w Trondheim 2001. Sito zachowywał się w bramce tak, jak gdyby po straconym golu musiałby skończyć pić. Niestety skapitulował tylko raz po klasowym uderzeniu Zamka sprzed pola karnego. Strata punktów boli jak drzazga we fiucie. Tym remisem znacznie utrudniliśmy sobie awans do grupy mistrzowskiej i zdobycie trzeciego trofeum, ale przyjmujemy ten wynik z pokorą, gdyż za dwa tygodnie kończymy rozgrywki grupy mocniejszej z nikim innym, jak z Piłkarscy Emeryci Futsal Family w czterysta czterdziestych Old Dziad Derby. Rozgrywki ogólne skończymy lokatę wyżej (a pomyłka, jednak jeszcze bedziemy grali), ale to jest taki prestiżowy mecz, że aż szok. Całe środowisko alkoholowo-piłkarskie w Tychach o tym wie. Wagę tego meczu pokazuje to, że w niedzielę Niemas wyoutował się z derbów bezpośrednią czerwoną kartką (ponoć niespecjalnie). Na zapowiedzi przyjdzie czas, ale za to przyszedł czas podsumowań.
[Koniec wpisu sponsorowanego.]
XII Kolejka TLF
Piwkarzyki 4:3 (3:2) FC Dallas Tychy
Bramki: K O Ś C I, Karlos, Roger, Mati.
XIII Kolejka TLF
Piwkarzyki 1:1 (0:1) La Zabawa
Bramka: Zamek.
Andiamo Piwkarzyki🍻🏆